fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Ustawa o jawności życia publicznego - organizacje pozarządowe żądają zmian

Fotolia
Ustawa o jawności może nie wejść w życie od Nowego Roku, jak zakładali projektodawcy.

Organizacje pozarządowe kilka godzin przekonywały w poniedziałek wiceministra, koordynatora służb specjalnych Macieja Wąsika do zmian w projekcie ustawy o jawności życia publicznego. Na początku spotkania z autorami uwag do projektu to jednak Wąsik zaskoczył wszystkich, informując, że wycofuje się z propozycji, by urząd mógł odmówić udzielenia informacji publicznej, uznając, że autor pytań działa uporczywie. Krytykujący ten pomysł wskazywali, że kryteria uznania kogoś za uporczywego są niejasne i nieostre, co spowoduje uznaniowość organu.

Wąsik zadeklarował też, że odstąpi od innej kontrowersyjnej propozycji: uzależnieia udostępnienia informacji publicznej od wniesienia opłaty za jej przygotowanie. Krytycy wskazywali, że taki wymóg może stać się blokadą dla wielu zainteresowanych. Dziś urząd opłatę każe uiścić po udzieleniu informacji, a o jej wysokość można się sądzić.

Trzecia niespodzianka to deklaracja ministra, że ustawa, która także zasadniczo poszerza krąg osób zobowiązanych do składania oświadczeń majątkowych i sprowadza na szczebel samorządu terytorialnego przepisy zapewniające przejrzystość lobbingu, może nie wejść w życie od Nowego Roku – jak pierwotnie planowano.

Eksperci wskazywali na mankamenty, np. w ustawowej definicji lobbingu: mówi ona, że obowiązek ujawnienia mocodawców nie dotyczy lobbysty, który jest zatrudniony na umowę o pracę. W ten sposób w szarą strefę wpadną tzw. lobbyści zatrudniani przez duże firmy na etat lub choćby jego ułamek. Podobnie prawnicy reprezentujący klientów przed organami władzy. Większość zawodowych lobbystów nie spełni więc definicji z ustawy – przestrzega mec. Marcin Wiszowaty, prof. Uniwersytetu Gdańskiego.

Na pułapkę w przepisie o przejrzystości stanowienia prawa zwraca uwagę Marcin Wolny, ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

– Jeśli organ nie ogłosi konsultacji publicznych w sprawie jakiegoś projektu, a nasza fundacja zechce zabrać głos w procesie legislacyjnym, wpada w tryby kontroli CBA i innych służb, bo będzie musiała – pod sankcjami – ujawnić majątek. No, chyba że byłaby partią polityczną lub związkiem wyznaniowym. One są zwolnione z tego obowiązku.

– Wiele uwag uwzględniono. Widać, że przeczytali nasze pisma – komentował na gorąco Krzysztof Izdebski z fundacji ePaństwo. Wojciech Klicki, adwokat i ekspert Panoptykonu, ubolewał jednak, że poniedziałkowe „konsultacje" w istocie nie spełniają kryterium otwartego systemu tworzenia prawa.

– To zasłona dymna, żeby mówić, że były konsultacje. Może faktycznie zmiany pójdą w dobrym kierunku, ale to, w czym uczestniczyliśmy, nie było nawet konferencją uzgodnieniową, bo nie dostaliśmy żadnego materiału na papierze, nad którym moglibyśmy debatować, a jedynie ustną deklarację. Wszystko odbywa się jawnie, choć nieformalnie – mówi Klicki.

Opinia

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich

Przepisy o oświadczeniach majątkowych obejmą co najmniej 1,5 mln obywateli, 108 kategorii pracowników związanych z sektorem publicznym: od najwyższych władz, pracowników sądów, żołnierzy, policjantów, aż po strażników miejskich. To w gruncie rzeczy powszechna lustracja majątkowa. W projekcie ustawy o jawności życia publicznego zaplanowano nawet sankcję za niezłożone lub nierzetelne oświadczenie. Byłaby podstawą wszczęcia postępowania zmierzającego do odwołania ze stanowiska. Powstaje niebezpieczeństwo stosowania jej selektywnie. Może o to właśnie chodzi projektodawcom, czyli szefostwu służb specjalnych?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA