fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Wycinka drzew - nowa ustawa nie rozwiązuje wszystkich problemów

Fotolia.com
Usunięcie drzewa na prywatnej posesji trzeba będzie zgłosić. Gmina teoretycznie może wnieść sprzeciw.

W piątek 7 kwietnia Sejm uchwalił zmiany do ustawy o ochronie przyrody. Mają zapobiec dzikiej wycince, która rozszalała się po 1 stycznia, czyli po zniesieniu zezwoleń dla prywatnych działek. Wejdą w życie prawdopodobnie na przełomie maja i czerwca.

Nowe zasady wycinki będzie trudno stosować – ostrzegają samorządy i eksperci.

Osoba, która planuje wyciąć drzewo na prywatnej posesji, będzie musiała wnieść zgłoszenie do urzędu gminy (miasta). Urzędnicy na jej działce przeprowadzą oględziny drzew przeznaczonych do wycinki i przez 14 dni od daty oględzin będą mieli czas na wniesienie sprzeciwu blokującego wycinkę. Jeżeli tego nie zrobią, drzewo będzie można ściąć.

Za mało czasu

– 14 dni to zbyt mało w dużym mieście, gdzie wycinek w ciągu roku jest kilka tysięcy – mówi Ewa Olszowska-Dej z Urzędu Miasta w Krakowie. Podobnie uważa wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski. Według niego czas na sprzeciw powinien wynieść co najmniej 21 dni, czyli tyle, ile dla robót budowlanych prowadzonych na zgłoszenie.

– Będziemy walczyć w Senacie o wydłużenie tego terminu. W przeciwnym razie w wielu wypadkach urzędnicy pod presją czasu będą udzielać milczących zgód, choć nie powinni.

W wielu wypadkach wniesienie sprzeciwu będzie więc fikcją.

Sprzeciw na papierze

Gmina będzie mogła zabronić wycinki: na zabytkowej nieruchomości, na terenie przeznaczonym w miejscowym planie pod zieleń lub gdy drzewo jest pomnikiem przyrody.

Do tej pory o tym, czy drzewo jest pomnikiem przyrody czy nie, rozstrzyga się na podstawie ogólnych przepisów ustawy. To w przypadku wycinki nie wystarczy.

– Większość gmin nie chroni zieleni w miejscowych planach, a rozporządzenia określającego kryteria, co jest pomnikiem przyrody, a co nie, nigdy nie wydano – mówi wiceprezydent Olszewski. – Nowela daje sześć miesięcy ministrowi ochrony środowiska na przygotowanie rozporządzenia w tej sprawie. Często więc będziemy mieli związane ręce, bo nie będzie podstawy prawnej odmowy przyjęcia zgłoszenia.

Dlatego jego zdaniem rada gminy powinna również mieć prawo do określania przesłanek sprzeciwu.

Jeżeli prywatny właściciel wytnie drzewa, a następnie będzie chciał dla tej części nieruchomości, na której rosły, uzyskać pozwolenie na budowę dla inwestycji związanej z działalnością gospodarczą, to musi poczekać pięć lat. Jeżeli wystąpi o pozwolenie wcześniej, zapłaci za wycinkę.

Co gmina to interpretacja

– Ten przepis to fasada – uważa Grzegorz Kubalski, dyrektor biura Związku Powiatów Polskich. – A co w przypadku inwestycji realizowanych na podstawie zgłoszenia zamiaru wykonywania robót budowlanych? O tym przepis nic nie mówi. Tymczasem w wielu wypadkach inwestycje prowadzi się tylko na zgłoszenie. Poza tym – dodaje – jaki jest związek wycinki z prowadzeniem działalności gospodarczej? Czy przesądzająca jest osoba wnioskodawcy, czy może rodzaj budynku?

Według niego odpowiedź na to pytanie ma kluczowe znaczenie. Z literalnej wykładni wydaje się bowiem, że jeśli prywatny właściciel wybuduje halę magazynową, którą później wynajmie przedsiębiorcy, to nie będą spełnione przesłanki uchwalonego przepisu, a tym zakaz go nie obowiązuje.

– W praktyce każda gmina będzie interpretować go po swojemu. Wcześniej czy później spory na tym tle zaczną trafiać do sądu i to orzecznictwo ukształtuje praktykę – twierdzi Stefan Jacyno, adwokat i wspólnik w kancelarii Wardyński i Wspólnicy. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA