fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

VAT

Odwrócone obciążenie w VAT od elektroniki - problemy

123RF
System odwróconego obciążenia nie rozwiązał wszystkich problemów branży elektronicznej. Fiskus wciąż ściga podatników za rzekome przewinienia sprzed lipca 2015 r.

Gdy 1 lipca 2015 r. wprowadzono nowy system opodatkowania smartfonów, laptopów, tabletów i innej drobnej elektroniki, mogło się wydawać, że problem się skończył. To takie bowiem towary były masowo wykorzystywane w karuzelach podatkowych.

– Odwrócony VAT rzeczywiście zadziałał. Branża oczyściła się z oszustów – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Cyfrowa Polska (ZIPSEE). Przyznaje jednak, że problemy firm z branży wcale się na tym nie skończyły.

Wciąż trwają bowiem nasilone kontrole skarbowe dotyczące okresów sprzed lipca ub.r. Bardzo często przedsiębiorcy z branży spotykają się z zarzutami prowadzenia interesów z oszustami. W wielu przypadkach było to przyczyną nakładania decyzji odmawiających możliwości odliczenia VAT od takich transakcji. W efekcie wiele firm otrzymało decyzje zobowiązujące je do zapłacenia rzekomo należnego podatku.

Jedną z nich jest giełdowa spółka Action, od której fiskus chce ok. 80 mln zł. Jednak, jak relacjonuje jej prezes Piotr Bieliński, fiskus działa w kuriozalny sposób.

– Oto bowiem jeden kontroler zarzuca nam, że jesteśmy w zmowie z rzekomo oszukańczą firmą X, bo się z nią spotykaliśmy. A przecież takie spotkania należą do typowych relacji biznesowych – mówi Bieliński. Równocześnie przy wielu innych kontrolach padają zarzuty, że to właśnie brak bezpośredniego kontaktu z kontrahentem wiąże się z nieprawidłowością w jego doborze. Jak zauważa Bieliński, pojawiają się też zarzuty o stosowanie rzekomo zbyt wysokiej marży. Oszuści niepłacący VAT rzeczywiście osiągali ją na poziomie wyższym niż rynkowa.

– Nam zarzucono, że wynosiła 2 proc. Tymczasem rynek dyktuje nam w obrocie krajowym marżę na poziomie około 3,5–3,8 proc, a owe 2 proc. tylko w eksporcie – przyznaje prezes Action.

Zastrzegający anonimowość przedstawiciel innej firmy z branży opowiada.

– Kontrolujący mówią podatnikom, że nie maja prawa do odliczenia VAT, bo ich procedury nie zapobiegły przestępstwu na wcześniejszych etapach obrotu. Jeśli przestępstwo wystąpiło, to odpowiedzialność za nie spływa na uczciwych podatników, którzy nieświadomie zostali uwikłani w ciąg przestępczych działań – relacjonuje nasz rozmówca.

Co gorsza, wiele z tych kontroli dotyczy lat 2012–2014, gdy wielu przedsiębiorców z branży w ogóle nie miało świadomości, że na rynku istnieją karuzele.

– Minister finansów opublikował list ostrzegawczy w tej sprawie dopiero w sierpniu 2014 r. – przypomina Michał Kanownik.

Dodaje, że list ten był spóźniony, a wielu przedsiębiorców, nie znając specyfiki działania oszustów karuzelowych, nawiązało z nimi albo z podstawionymi przez nich firmami słupami kontakty handlowe.

– Najgorsze jest to, że w przepisach podatkowych nie ma definicji „dobrej wiary", a jej brak zarzucają kontrolerzy naszym przedsiębiorcom – zauważa prezes ZIPSEE.

Na niedoskonałości prawa zwraca uwagę także Paweł Satkiewicz, doradca podatkowy w kancelarii DLA Piper.

– Zdarza się, że prawdziwy oszust był w łańcuchu sprzedaży o dwa–trzy ogniwa przed kontrolowaną spółką, a ta nie miała realnych możliwości, by sprawdzić jego rzetelność. Dlatego zarzuty takie nie mają mocnych podstaw – ocenia ekspert.

Taka sytuacja przywodzi na myśl obowiązującą od początku 2016 r. zasadę rozstrzygania wątpliwości w prawie podatkowym na korzyść podatnika.

– Niestety, w praktyce można odnieść wrażenie, że organy skarbowe i podatkowe stosują inną zasadę: uznanie podatnika za z góry podejrzanego o oszustwa – mówi Paweł Satkiewicz. Jego zdaniem wciąż aktualny jest postulat udoskonalenia systemu kontroli podatkowej i skarbowej, w którym takich podejrzeń nie będzie można z góry stawiać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA