fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Urzędnicy

Lex Sasin: walka z wirusem uwolni urzędnika od odpowiedzialności

Adobe Stock
Kto złamie prawo pod płaszczykiem zwalczania Covid-19, ma być bezkarny. W środę komisja finansów publicznych nie zgodziła się na wnioski opozycji o odrzucenie zmiany przepisów. Pozytywną opinię otrzymała poprawka o odpowiedzialności urzędników.

„Bezkarność plus" i „parasol dla złodziei" to najłagodniejsze określenia, których opozycja używała w środę podczas sejmowej debaty nad projektem autorstwa posłów PiS. Ma ona uwolnić od kar osoby łamiące prawo pod szyldem walki z koronawirusem. Wobec sprzeciwu nie tylko opozycji, ale też posłów z Solidarnej Polski PiS nieco zmodyfikował projekt.

Pierwotna propozycja polegała na dodaniu do ustawy o zwalczaniu Covid-19 przepisu art. 10d brzmiącego: „Nie popełnia przestępstwa, kto w celu przeciwdziałania Covid-19 narusza obowiązki służbowe lub obowiązujące przepisy, jeżeli działa w interesie społecznym i bez naruszenia tych obowiązków lub przepisów podjęte działanie nie byłoby możliwe lub byłoby istotnie utrudnione". Było to zatem wprowadzenie tzw. kontratypu ustawowego, czyli określenie czynu karalnego, za który sprawca nie ponosi kary.

Legalizacja bezprawia

Takie właśnie sformułowanie projektu spowodowało gremialny sprzeciw posłów opozycji, którzy wskazywali, że jest to otwarcie pola do urzędniczych nadużyć.

– To legalizacja działania poza prawem – mówił poseł Jarosław Urbaniak (PO). A Krzysztof Bosak (Konfederacja) zacytował myśl niemieckiego filozofa i prawnika Gustawa Radbrucha: „prawo krańcowo niesprawiedliwe nie jest prawem" i domagał się odrzucenia ustawy. Wielu posłów wskazało, że ustawa zagwarantuje bezkarność urzędnikom państwowym mianowanym przez obecną ekipę rządzącą.

– Będzie można kraść, pod warunkiem przynależności do partii rządzącej – ostrzegał Włodzimierz Czarzasty z Lewicy.

Posłowie krytykowali też zamiar wprowadzenia ustawy z mocą wsteczną. Wprawdzie nie wynikało to z samego projektu, ale do tego zmierzałoby zastosowanie zasady kolejności stosowania przepisów prawa karnego. Autorzy w uzasadnieniu zauważyli bowiem, że art. 4 § 1 kodeksu karnego przewiduje zasadę stosowania ustawy obowiązującej w momencie orzekania, chyba że poprzednia jest względniejsza dla sprawcy. „Nie pozostawia to wątpliwości, że proponowany przepis znajdzie zastosowanie do czynów popełnionych także przed jego wejściem w życie" – napisali posłowie PiS.

Chciwcy jednak karani

Wobec silnej krytyki, także ze strony ugrupowania Zbigniewa Ziobry, posłowie PiS zgłosili poprawkę zmieniającą zakres stosowania nowego przepisu.

– Nie będą nim objęte czyny, których sprawca działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej – wyjaśniała Anna Milczanowska (PiS). Zapewniła, że z takim przepisem korupcja, szczególnie przy walce o życie i zdrowie, spotka się z całą surowością wymiaru sprawiedliwości. – W każdym przypadku organy ścigania będą badały, czy da się zastosować wyłączenie od odpowiedzialności karnej – powiedziała Milczanowska.

I właśnie to, kto ma decydować o zastosowaniu bądź wyłączeniu odpowiedzialności karnej, też było przedmiotem dyskusji. Posłowie opozycji wskazywali, że już istnieją przepisy o stanie wyższej konieczności wyłączające odpowiedzialność karną. Jednak dziś decyduje o tym sąd, a nie prokuratura.

– Podstawowa różnica między obecnym przepisem kodeksu karnego o stanie wyższej konieczności a projektem ustawy o niekaralności polega na faktycznym przeniesieniu decyzji o tym, czy popełniono przestępstwo, z poziomu sądu na poziom prokuratury – powiedział „Rzeczpospolitej" adwokat Radosław Baszuk. Jego zdaniem, gdyby projektowane regulacje weszły w życie, to takie sprawy będzie można umarzać już na etapie postępowania przygotowawczego. – Bez konieczności prowadzenia postępowania dowodowego, bez konieczności oceny, czy sprawca miał obowiązek chronić dobro poświęcone. Ocena prawnokarna oparta będzie na generalnej i rozciągliwej klauzuli interesu publicznego. Tak da się uzasadnić niemal wszystko – ocenia Baszuk.

Poprawkę zmierzającą do karania osób działających dla korzyści majątkowej i osobistej skrytykowało sejmowe biuro legislacyjne, bo poprawka nie usuwa wątpliwości, czy jest zgodna z systemem demokratycznego państwa prawnego. Mimo tych zastrzeżeń za ustawą opowiedziała się sejmowa Komisja Finansów Publicznych.

Etap legislacyjny: przed trzecim czytaniem w Sejmie

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Maciej Gutowski, adwokat, profesor UAM

W interesie społeczeństwa jest, by urzędnicy przestrzegali prawa. Oczywiście w wyjątkowej sytuacji, jaką jest epidemia, uzasadniona jest pewna elastyczność w kształtowaniu i interpretowaniu reguł ustawowych. Dlatego dopuszcza się np. zakupy dla instytucji państwowych z pominięciem zamówień publicznych. Taki stan nie może jednak usprawiedliwiać generalnego wyłączania odpowiedzialności, choćby dla działania w szczytnym celu. Są sytuacje wymagające szybkiego działania dla ratowania życia ludzkiego, ale takich przypadków dotyczą przepisy kodeksu karnego o stanie wyższej konieczności. Jeśli zostanie udowodnione działanie w tym stanie, nie będzie odpowiedzialności za złamanie prawa. Trudno jednak zaaprobować tak łagodne podejście do naruszania prawa przez urzędników. I nie zmienia tego nawet poprawka zakładająca karanie tych, którzy popełniają przestępstwo dla korzyści majątkowej lub osobistej. To legislacyjny półśrodek, w dodatku zgłaszany w pośpiechu, a to nie wróży dobrze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA