fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Łamanie praworządności. UE szykuje dla Polski rachunek

O łamaniu praworządności eurodeputowani debatowali już pięciokrotnie
Fotorzepa
Nasz kraj może stracić w przyszłości miliardy euro unijnych funduszy za łamanie praworządności.

Unijni urzędnicy pracują nad planem dyscyplinowania państw członkowskich. Z nieoficjalnych informacji „Rzeczpospolitej" ze źródeł dyplomatycznych w Brukseli wynika, że realny staje się pomysł powiązania wypłaty funduszy z unijnej polityki spójności z warunkiem przestrzegania praworządności. Sama Komisja Europejska regularnie zaprzecza takim planom, ale inicjatywa zostanie zgłoszona przez państwa członkowskie. – Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy i kraje Beneluksu są coraz bardziej zaniepokojone sytuacją w Polsce – mówi nam wysoki rangą dyplomata jednego z państw UE.

Plan dotyczy wieloletniego budżetu po 2020 roku, którego projekt Komisja Europejska ma przedstawić na wiosnę 2018 roku. W optymistycznym scenariuszu prace nad nim skończyłyby się do wiosny 2019 roku, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Sam budżet jest uchwalany jednomyślnie, Polska mogłaby więc zablokować próby wiązania wypłat z praworządnością. Ale już regulacje dotyczące zasad wydatkowania funduszy są przyjmowane większością głosów. Według scenariusza opisanego przez naszego dobrze poinformowanego rozmówcę można by tam było zapisać, że brak praworządności, na potrzeby wypłaty unijnych funduszy, stwierdza Rada UE (ministrowie państw UE) w głosowaniu większościowym na podstawie np. raportu Komisji Weneckiej. W ten sposób ominięto by skomplikowaną i właściwie niemożliwą do zastosowania dziś procedurę z artykułu 7 unijnego traktatu, która w ostatnim etapie, głosowania sankcji, wymaga jednomyślności Rady Europejskiej (przywódców państw UE). Sprawę, która ma dziś wagę fundamentalną, wymagającą dyskusji na najwyższym szczeblu i jednomyślności szefów państw i rządów sprowadzano by do technicznego głosowania, ale o wielkich skutkach finansowych.

Warunkowość wypłacania funduszy unijnych już dziś istnieje, ale ma ona charakter makroekonomiczny. – Opiera się na obiektywnych wskaźnikach makroekonomicznych, odnoszących się np. do przyjętego Paktu Stabilności i Wzrostu. Zadłużenie finansów publicznych jest policzalne i uchwytne – tłumaczy Konrad Szymański, sekretarz stanu ds. europejskich. – Wprowadzenie warunkowości dotyczącej demokracji, praw człowieka czy praworządności jest znacznie słabiej uchwytne. Mamy zgodę w UE co do zasady praworządności, Polska jej nigdy nie kwestionowała, ale jest ona realizowana na różne sposoby przez państwa – dodaje Szymański. Według niego cokolwiek innego, poza wymagającym jednomyślności artykułem 7, byłoby niezgodne z unijnymi traktatami.

Temat wiązania unijnych funduszy z praworządnością jest przedmiotem oficjalnych analiz prowadzonych przez think tanki. Najnowsza została przygotowana przez londyński Centre for European Reform i zaprezentowana we środę w Brukseli. Jej autorzy – Jasna Selih, Ian Bond i Carl Dolan – argumentują, że logiczne jest uzależnianie wypłat unijnych funduszy od praworządności. Bo istnienie niezależnego sądownictwa jest kluczowe dla efektywnego wydawania publicznych pieniędzy.

Według nich bardzo dobrze to widać na Węgrzech, gdzie miliardy euro idą na spółki i projekty powiązane z partią rządzącą i osobiście z Viktorem Orbánem. Polskę też to czeka. Ponadto, jak argumentowała w czasie debaty po prezentacji raportu Heather Grabbe z fundacji Open Society, tam gdzie nie ma sprawiedliwych sądów, trudno mówić o prawidłowym funkcjonowaniu rynku wewnętrznego, o stabilnym otoczeniu dla europejskiego biznesu czy o wzajemnym zaufaniu państw w wykonywaniu Europejskich Nakazów Aresztowania. Wreszcie ostateczny argument to przekonanie, że pieniądze unijnych podatników nie powinny być wydawane w krajach, które nie przestrzegają zasad praworządności UE.

Wielką wagę tego argumentu podkreślają też nasi rozmówcy w kręgach dyplomatycznych. – Jak wytłumaczyć wyborcom francuskim czy niemieckim, że przekazujemy miliardy euro Polsce, gdzie depcze się zasady praworządności? – tłumaczy dyplomata. I choć nie wszyscy są pewni, że sankcje finansowe zmienią nastawienia rządów Polski czy Węgier do praworządności, to coraz silniejsze jest przekonanie, że coś z tym trzeba zrobić. – Musimy przejść z fazy dialogu i wysyłania listów, która nie przyniosła żadnych rezultatów, do fazy konsekwencji. Bo bez tego kolejne kraje zaczną zbaczać w kierunku nieliberalnej demokracji – argumentuje Carl Dolan.

Anna Słojewska z Brukseli

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA