fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Włochy idą na wojnę z Europą

Wicepremierzy Matteo Salvini (z prawej) i Luigi Di Maio na muralu w Mediolanie, autor TvBoy
AFP
Skrajnie prawicowa Liga szykuje ostateczną rozgrywkę z lewackim koalicjantem. I wprzęga do tego Brukselę.

Matteo Salvini, formalnie tylko szef MSW i wicepremier, ale faktycznie najbardziej wpływowy włoski polityk, wykluczył wszelkie ustępstwa jeszcze przed ogłoszeniem w środę w południe decyzji Komisji Europejskiej o rozpoczęciu po raz pierwszy w historii UE procedury mogącej prowadzić do wielomiliardowych kar za nadmierny deficyt.

– Skoro chcą nałożyć na nas sankcje, to znaczy, że są szaleńcami, bo to bardziej uderzy w Unię niż we Włochy – ostrzegł eurokratów. Zagroził także, że nie tylko zawetuje nowy, siedmioletni budżet całej Unii, ale także niemiecko-francuski plan ustanowienia odrębnego budżetu dla strefy euro. To by doprowadziło do paraliżu Unii.

Powrót Berlusconiego

Włochy, kraj założycielski Wspólnoty, jeszcze nigdy w taki sposób nie stawiał się unijnej centrali. Ale po latach mizernego wzrostu gospodarczego, niekontrolowanego napływu imigrantów oraz ataków na Brukselę przez takich polityków mainstreamu, jak Silvio Berlusconi i Matteo Renzi, entuzjazm Włochów do Unii wyparował: badania Komisji Europejskiej pokazują, że poza Grekami, Francuzami i Brytyjczykami, nigdzie w UE zaufanie do integracji nie jest tak niskie. Ataki na zjednoczoną Europę stały się więc znakomitym narzędziem walki politycznej. A ta nad Tybrem staje się coraz bardziej zażarta.

– Liga i Ruch Pięciu Gwiazd miały dosyć życia w opozycji i po wyborach parlamentarnych w marcu utworzyły rząd. Ale to partie o zupełnie sprzecznych programach: pierwsi chcą postawić gospodarkę na nogi, obniżając wydatki państwa, drudzy – rozbudowując programy socjalne. Przedterminowe wybory jesienią przyszłego roku są więc coraz bardziej prawdopodobne – mówi „Rz" Uberto Marchesi, ekspert Instytutu Spraw Międzynarodowych (ISPI) w Mediolanie.

O zerwaniu obecnej koalicji myśli przede wszystkim Salvini. Liczy, że jeśli w majowych wyborach do Europarlamentu jego partia, ale także Forza Italia Silvia Berlusconiego osiągną dobry wynik, to warto będzie zaryzykować i rozwiązać parlament, aby utworzyć konserwatywną koalicję. Takiej możliwości Luigi di Maio i jego Ruch Pięciu Gwiazd nie ma, bo brakuje mu potencjalnego koalicjanta.

– Partia Demokratyczna nie będzie z nim współpracować. Uważa, że sojusz z Ligą był zdradą ideałów lewicy – mówi „Rz" Eleonora Poli z Włoskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (IAI) w Rzymie.

Najnowsze sondaże dają Lidze 32 proc. głosów, co w koalicji z Forza Italia (8 proc.) i skrajnie prawicowymi Fratelli d'Italia (4 proc.) wystarczy, aby mieć większość deputowanych. Ruch Pięciu Gwiazd może liczyć na 27 proc. głosów, a Partia Demokratyczna – 18 proc.

Przejęcie „Aquariusa"

W przeciwieństwie do Di Maio, Salvini ma też drugi silnik, który może mu zapewnić władzę: walkę z imigracją. Nie przez przypadek w chwili, gdy wybuchł konflikt z Brukselą, prokurator w Katanii nakazał aresztowanie „Aquariusa", słynnego już statku używanego przez organizacje humanitarne do ratowania imigrantów na morzu. W pozwie oskarżono Lekarzy bez Granic o wyrzucanie z jednostki toksycznych śmieci.

– Jeśli w takim momencie Salvini albo Di Maio ustąpią Brukseli, stracą wszelką wiarygodność – mówi Poli.

Ale planowany w przyszłorocznej ustawie budżetowej deficyt 2,4 proc. PKB, który doprowadziłby do zwiększenia i tak już ogromnego (2,5 bln euro) długu, jest też próbą pogodzenia bardzo różnych postulatów obu koalicjantów. Liga chce obniżyć do 15 proc. podatek od zysku dla małych i średnich przedsiębiorców. I choć w dłuższej perspektywie może to przyspieszyć wzrost, to na krótką metę ograniczy dochody państwa. Ruch Pięciu Gwiazd za nic nie chce z kolei zrezygnować ze swojego sztandarowego programu minimalnego dochodu 700 euro dla młodych ludzi poszukujących pracy. W przyszłym roku założono, że skorzysta z niego tylko 1 mln spośród 4 mln osób, które miałyby do tego prawo, ale to i tak kolosalne obciążenie dla państwa. Tym bardziej że rząd chce jednocześnie obniżyć wiek emerytalny.

W sporze z Brukselą włoscy populiści mogą jednak liczyć na sojuszników w innych krajach południa Europy, gdzie narzucona przez Niemcy polityka zaciskania pasa doprowadziła do gigantycznych kosztów społecznych.

– Włochy to nie Grecja, nie może być traktowana w taki sam, ostry sposób. Należy raczej poluzować restrykcje i stworzyć warunki szybszego wzrostu, jak w Portugalii – uznał Josep Borell, szef dyplomacji w socjalistycznym rządzie Hiszpanii, która też stawia na zwiększenie wydatków socjalnych.

I rzeczywiście, o ile w tej rozgrywce w grze jest wiarygodność KE, o tyle Włochy mogą szantażować unijną centralę groźbą bankructwa trzeciej gospodarki strefy euro, która pochłonęłaby całą unię walutową. Już teraz z powodu wzrostu rentowności włoskiego długu coraz większe kłopoty mają tutejsze banki. – Spodziewam się, że w tym sporze Unia będzie grała na czas i kompromis, jak to robiła w sporze z Polską i Węgrami o praworządność – uważa Marchesi.

Ale w tej grze jest też trzeci, niezależny od Rzymu i Brukseli, gracz: międzynarodowi inwestorzy. Jeśli nie starczy im cierpliwości, aby czekać rok na przedterminowe wybory i wcześniej stracą zaufania do Włoch, panika na rynku wysadzi misterny plan Salviniego na umocnienie władzy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA