fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Wielkie emocje 200 lat po bitwie

123RF
Obchody rocznicy batalii pod Waterloo są nie tylko okazją do defilowania w strojach z epoki. Jedne kraje świętują, inne cicho wspominają klęskę. Ocena wydarzenia pozostaje niejednoznaczna.

24 tysiące zabitych i 55 tysięcy rannych to efekt ofensywy, której kulminację stanowiła bitwa pod Waterloo. Jedna z największych batalii w historii Europy była definitywnym końcem epoki napoleońskiej. Dla jednych oznaczało to ostateczne zablokowanie dyktatorskich zapędów cesarza Francuzów, innym przyniosło utratę nadziei na niepodległość i kolejne dekady dominacji wielkich mocarstw.

W czwartek w belgijskiej miejscowości rozpoczynają się huczne obchody dwusetnej rocznicy historycznego wydarzenia.

Organizatorzy liczą na 200 tysięcy gości.

Wśród nich będzie król Belgów Filip i król Holandii Wilhelm Aleksander, wielki książę Luksemburga Henryk i następca brytyjskiego tronu Karol.

I choć Europa jest dziś zjednoczona, a walka o władzę między potęgami rozgrywająca się w oddalonej o kilkanaście kilometrów Brukseli nie niesie za sobą ofiar, to trudno o pozbawioną emocji ocenę tego wydarzenia.

Sympatia do Napoleona nie przebiega ściśle według granic państwowych czy narodowości. Brytyjska duma nakazuje fetowanie wydarzenia, a francuskie poczucie klęski każe trzymać się od Waterloo z daleka.

Z Londynu przybywa następca tronu z małżonką, choć sami Brytyjczycy mieli o zwycięzcy bitwy księciu Wellingtonie złe zdanie, a Napoleona cenili za sprzyjanie wolnościowym ruchom w Europie.

Paryż wysyła na obchody bitwy tylko swojego ambasadora w Brukseli, a wcześniej blokował pomysł bicia pamiątkowej monety wartości 2 euro.

Berlin też wysyła tylko ambasadora, choć przecież Niemcy walczyli u boku Wellingtona i bez sił dowodzonych przez feldmarszałka Bluechera Brytyjczycy nie mogliby świętować zwycięstwa. Dumy jednak z tego powodu nie odczuwają.

Gospodarz uroczystości Filip, król Belgów, chciał wykorzystać rocznicę do podkreślenia ducha pojednania europejskiego. Ale bez wysokich przedstawicieli Francji i Niemiec okazało się to niemożliwe.

Zresztą sami Belgowie są podzieleni, przedstawiciele tego nieistniejącego jeszcze wtedy kraju walczyli po obu stronach barykady.

A dziś, jak wskazują belgijscy eksperci, w południowej francuskojęzycznej części kraju znacznie więcej sympatii budzi przegrany Napoleon niż zwycięski Wellington i jego sojusznicy, którzy zakonserwowali w Europe na długie lata porządek kongresu wiedeńskiego.

W imieniu zjednoczonej Europy na uroczystości miał się pojawić szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, ale prawdopodobnie przemówi jego zastępca Frans Timmermans.

Obaj zresztą pochodzą z krajów zwycięskiej koalicji (odpowiednio Luksemburga i Holandii), czego nie można powiedzieć o innym szefie unijnej instytucji Donaldzie Tusku. Były polski premier dostał zaproszenie, ale - jak nam powiedział jego rzecznik - odmówił, bo miał w tym czasie zaplanowane inne wydarzenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA