fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia Europejska: Bezrobocie na południu pięć razy większe niż na północy

Włochy, demonstracja zwolenników współrządzącego Ruchu Pięciu Gwiazd, który nie chce reform i obiecuje zwiększenie wydatków socjalnych
AFP
Przepaść dzieli Europę. Na południu bezrobocie jest kilka razy wyższe niż na północy. To zagraża stabilności Unii.

Eurostat przekazał w tym tygodniu znakomite wiadomości z rynku pracy: od dziesięciu lat nie było tak mało poszukujących pracy w Unii. Ale cieszyć się mogą tylko niektórzy. Wśród siedmiu krajów UE, gdzie bezrobocie jest rekordowo niskie, tylko malutka Malta nie leży na północy. Proporcjonalnie największą armię bezrobotnych mają natomiast kolejno Grecy, Hiszpanie i Włosi.

O ile w Czechach bez pracy pozostaje 2,2 proc. osób w wieku produkcyjnym, w Niemczech – 3,4 proc., na Węgrzech – 3,7 proc. a w Polsce – 3,8 proc., o tyle w Grecji jest ich 20,8 proc., w Hiszpanii – 15,9 proc., a we Włoszech – 11,2 proc. Inaczej mówiąc, proporcjonalnie pięć razy więcej Greków, cztery razy więcej Hiszpanów i trzy razy więcej Włochów szuka pracy niż Polaków.

– To jest wielkie zagrożenie dla spójności Unii. Bezrobotni, szczególnie młodzi, są głównym oparciem partii populistycznych. Ale też cykl ekonomiczny na południu coraz bardziej rozchodzi się z tym na północy. Jak w takich warunkach Europejski Bank Centralny ma prowadzić jednolitą politykę dla całej strefy euro? – pyta w rozmowie z „Rzeczpospolitą" prof. Ansgar Belke, dyrektor Instytutu Biznesu i Gospodarki (IBES) na Uniwersytecie w Duisburgu.

Wielu słyszało o milionowej fali Polaków, która zalała Wielką Brytanię w latach 2004–2007. Ale od wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. 1,5 mln młodych Włochów wyjechało na północ Europy w poszukiwaniu pracy, bo w ich kraju bezrobocie w grupie do 25 lat jest najwyższe w Europie (35 proc.). Podobnie postąpiło w tym czasie 600 tys. Greków. Liczba zaś Hiszpanów pracujących za granicą (2,3 mln) skoczyła od kryzysu o 56 proc.

Premier nowego, populistycznego rządu Giuseppe Conte zapowiedział w tym tygodniu we włoskim senacie położenie kresu „fałszywej solidarności" polegającej jego zdaniem na ściąganiu wykształconych na cudzy koszt pracowników.

Ale to nie będzie łatwe.

– Przyczyny wysokiego bezrobocia są bardzo złożone. To nie jest kwestia tylko prawa, instytucji, bo inaczej na północy Włoch nie byłoby tak niewielu szukających pracy. Chodzi też o kwestie kulturowe, klimatyczne, nawet atrakcyjności kraju. Wykryliśmy, że w regionach Włoch położonych blisko plaży jest więcej bezrobotnych, bo czas bez pracy spędza się przyjemniej – mówi „Rzeczpospolitej" Gabriel Felbermayr, dyrektor instytutu gospodarki światowej w monachijskim instytucie Ifo.

Mimo wszystko wiele też zależy od władz.

– Kilkanaście lat temu układ był inny. Niemcy miały wyższe bezrobocie od Włoch, ale przeprowadziły zdecydowane reformy rynku pracy. Na południu Europy te regulacje są wciąż bardzo sztywne. O ile w Niemczech w okresie kryzysu przedsiębiorcy mogli zredukować czas pracy załóg, ale nie zwalniać pracowników i gdy poprawiła się koniunktura, szybko wrócić do pełnego zatrudniania, o tyle w Hiszpanii czy Włoszech ci pracownicy zostali zwolnieni i nigdy już nie odzyskali pracy. Bezrobocie koniunkturalne stało się bezrobociem strukturalnym – mówi „Rzeczpospolitej" Daniel Gros, dyrektor prestiżowego brukselskiego instytutu CEPS.

Zdaniem prof. Belke jednym z problemów krajów południa Europy jest to, że ich miejsce zajęły kraje Europy Środkowej. To do tych ostatnich niemieckie, holenderskie czy szwedzkie koncerny są skłonne kierować inwestycje, które przed poszerzeniem Unii w 2004 r. trafiłyby do Włoch czy Hiszpanii. Wyrazem tego jest m.in. niezwykła skala handlu Polski i Niemiec, przeszło 110 mld euro rocznie.

– W krajach Europy Środkowej podatki są niższe, bo niższy jest udział wydatków państwa w gospodarce. Lepszy jest natomiast poziom edukacji, system kształcenia w większym stopniu odpowiada potrzebom inwestorom zagranicznych – uważa prof. Belke.

Dużą rolę odgrywają jednak też czynniki, na które władze w Atenach, Rzymie czy Madrycie nie mają już żadnego wpływu. To przede wszystkim geografia: Polska zaczyna się 80 km od Berlina, Hiszpania 20 razy dalej. Ważna jest też tradycja wielowiekowych powiązań, które teraz zostały odbudowane.

– Wszystkie kraje Europy Środkowej należały przynajmniej po części do imperium Habsburgów – zwraca uwagę prof. Belke. – Emigracja z południa na północ Europy byłaby jeszcze wyższa, gdyby Euroland był „optymalną" unią walutową, bez przeszkód kulturowych, językowych czy prawnych dla migrantów.

Dane Eurostatu nie są też dobre dla Francji, gdzie bezrobocie (9,2 proc. osób w wieku produkcyjnym) wciąż jest przeszło dwa razy wyższe niż w Polsce. Ale tu od roku Emmanuel Macron przeprowadza reformy rynkowe: we wtorek Senat zatwierdził otwarcie na konkurencję kolejowego monopolisty SNCF.

We Włoszech nie będzie jednak o takie zmiany łatwo, bo koalicyjny Ruch Pięciu Gwiazd (5MS) forsuje raczej rozbudowę zabezpieczeń socjalnych. Hiszpania jest w innej sytuacji, tu wzrost gospodarki jest szybki. Ale nowy, socjalistyczny rząd Pedro Sancheza z poparciem ledwie 85 na 350 deputowanych w Kortezach ma ograniczone możliwości wprowadzenia reform.

Bruksela proponuje więc do pewnego stopnia drogę na skróty zwiększając wsparcie dla południa Europy z funduszy strukturalnych.– Niemcy nie zgodzą się na unię transferową – ostrzega jednak prof. Belke.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA