fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Bruksela zmierzy niezależność wymiaru sprawiedliwości

Vera Jurowa
Wikimedia Commons (By EU2016 NL from The Netherlands - 1601MBeek8292/CC BY 2.0)
Polska może stracić miliardy euro z unijnego budżetu, jeśli nie zagwarantuje niezależności sądownictwa.

Korespondencja z Brukseli

Taką propozycję przedstawi w drugiej połowie roku Komisja Europejska. Jak powiedziała „Rzeczpospolitej" Vera Jurowa, unijna komisarz sprawiedliwości, pieniądze z budżetu UE mają płynąć do tych krajów, gdzie funkcjonuje skuteczne i niezależne sądownictwo. Jak to zmierzyć, zastanowi się KE razem z ekspertami.

O konieczności powiązania unijnych funduszy z praworządnością mówi się od wielu miesięcy. Sama Komisja, w tym jej przewodniczący Jean-Claude Juncker i komisarz odpowiedzialny za procedurę praworządności wobec Polski Frans Timmermans, wielokrotnie podkreślała, że sankcje finansowe dla Polski za ograniczanie przez rząd niezależności sądownictwa nie są dobrym pomysłem. Po pierwsze, mogą zostać wykorzystane przez rząd jako argument w debacie publicznej zniechęcający społeczeństwo do Brukseli. Po drugie, trudno dopatrzyć się logiki w karaniu ludzi czy władz lokalnych, będących często w opozycji wobec rządu, za działania PiS.

Jednak przy świadomości ograniczeń Komisja Europejska zdawała sobie sprawę, że w czasie negocjacji budżetowych będzie silna presja ze strony różnych państw UE, w tym na pewno Niemiec, Francji, Holandii, państw skandynawskich, dotycząca konieczności stworzenia takiego powiązania. – Płatnicy netto uważają, że nie będą w stanie przekonać swojej opinii publicznej do konieczności zwiększenia składek na unijny budżet (a to na pewno nastąpi po brexicie – red.) i przelewania dziesiątków miliardów euro na kraje, które nie podzielają wspólnych wartości – mówi nieoficjalnie dyplomata jednego z państw UE. A sama Komisja dodatkowo uważa, że jeśli gdzieś wydawane są wspólne pieniądze, to unijni podatnicy muszą mieć pewność, że w kraju istnieje niezależny od polityków wymiar sprawiedliwości, który będzie w stanie pilnować poprawności ich wydawania. Co prawda powstał właśnie Urząd Prokuratury Europejskiej, który ma prowadzić dochodzenia w przestępstwach przeciwko unijnemu budżetowi, ale Polska nie bierze udziału w tej inicjatywie.

Równolegle do budżetowych prac, których efektem może być presja na Polskę w celu zmian ustaw o sądownictwie, w UE trwa procedura ochrony praworządności. 20 grudnia Komisja Europejska po blisko dwóch latach prób dialogu z Polską i przesyłania jej rekomendacji dotyczących najpierw Trybunału Konstytucyjnego, a potem ustaw o sądownictwie zdecydowała się skierować sprawę do Rady UE, czyli ministrów państw członkowskich. Chce, żeby stwierdzili oni poważne ryzyko istnienia zagrożenia dla praworządności w naszym kraju. Sprawą zajmie się Bułgaria, obecnie sprawująca rotacyjne przewodnictwo w UE. Pierwsze posiedzenie Rady ds. Ogólnych, czyli ministrów ds. europejskich, odbędzie się 27 lutego. Zanim jednak dojdzie do ewentualnego głosowania, minie kilka miesięcy i Bułgaria już zapowiedziała, że nie nastąpi to do końca czerwca. Bo najpierw będzie dyskusja, potem Polska zostanie poproszona o przygotowanie swojego stanowiska, potem może Rada przygotuje swoje rekomendacje i dopiero gdy Polska znów ich nie wypełni, to ewentualnie dojdzie do głosowania, w którym potrzebna jest większość 22 z 28 państw UE. Temat przejmie zatem prezydencja austriacka i nałoży się on na dyskusję o warunkowości w unijnym budżecie.

Z kolei Polska ostatnio wyraźnie zmieniła retorykę. Zarówno premier Mateusz Morawiecki, jak i minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz w rozmowach z europejskimi politykami zapewniają o dobrych intencjach. Co prawda zmian w ustawach nie obiecują, ale chcą przygotować dokładne analizy i przekonywać, że praworządność zagrożona nie jest.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA