fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Unia Europejska: Francuz na następcę Junckera

Michel Barnier, główny negocjator ds. brexitu, już prowadzi walkę o stanowisko szefa Komisji Europejskiej. Na zdjęciu z grudniowego szczytu UE – drugi z prawej, obok obecnego (zaczytanego) przewodniczącego KE Jeana-Claude’a Junckera.
AFP
Politycy stają już do wyścigu o nominacje na najwyższe stanowiska w Unii. Najaktywniejszy z nich to Michel Barnier, negocjator brexitu.

Korespondencja z Brukseli

W 2019 r. do obsadzenia będą stanowiska przewodniczących Rady, Komisji, Parlamentu i wysokiego przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa oraz – to wyjątkowa zbieżność czasowa – szefa Europejskiego Banku Centralnego. Trzeba będzie wziąć pod uwagę równowagę między starymi i nowymi państwami UE, między Północą i Południem, przynależność partyjną i płeć. Skoro wszystkie stanowiska będą obsadzane w tym samym czasie, to niemożliwa jest już do powtórzenia sytuacja, w której aż trzy z nich obejmują Włosi. Dziś mają prezesa EBC, wysokiego przedstawiciela oraz szefa PE.

Na razie spekulacje dotyczą przede wszystkim stanowiska szefa Komisji Europejskiej. Z punktu widzenia całej UE jest ono zdecydowanie najważniejsze. To Komisja ma inicjatywę legislacyjną. Rada Europejska, składająca się z przywódców państw członkowskich, ma oczywiście znaczenie polityczne, ale wypowiada się tylko w kluczowych sprawach. I Komisja łatwo może obejść jej stanowisko. W szczycie kryzysu migracyjnego Donaldowi Tuskowi udało się przeforsować stwierdzenie, że podział uchodźców powinien być dobrowolny. Ale potem KE przedstawiła propozycję kwot obowiązkowych i przeprowadziła ją normalnym trybem, czyli w większościowym głosowaniu na radzie szefów MSW. Podobnie Polska uzyskiwała dobre zapisy na szczycie UE w sprawie pakietu klimatycznego, których potem Komisja nie wzięła pod uwagę.

Drugim powodem, dla którego już teraz mówi się o kandydatach na szefa KE, jest proces Spitzenkandidaten. To wymyślony przez PE zwyczaj, w myśl którego wskazany kilka miesięcy wcześniej kandydat partii zwycięskiej w wyborach do PE automatycznie staje się szefem KE. Po raz pierwszy zwyczaj Spitzenkandidaten przeforsowano w 2014 r. wbrew woli większości przywódców. – Nawet Angela Merkel tego nie chciała, ale znalazła się pod presją niemieckich mediów – mówi „Rzeczpospolitej" Janis Emmanouilidis, ekspert think tanku European Policy Centre w Brukseli.

Z procesu Spitzenkandidaten wynikają jednak poważne ograniczenia. Nasi rozmówcy związani z Radą Europejską wskazują, że taki sposób wybierania wyraźnie zaburzył równowagę sił między trzema instytucjami: Radą, Komisją i Parlamentem. Szef KE wie, że to Parlamentowi zawdzięcza swój wybór, i często tworzy front przeciwko Radzie. Drugim problemem jest konieczność wskazania Spitzenkandidaten jeszcze przed wyborami do PE, co w praktyce wyklucza urzędujących szefów państw i rządów.

– Na pewno będzie kampania Spitzenkandidaten. Ale to wcale nie oznacza, że zwycięzca zostanie szefem KE. Można sobie wyobrazić, że zostałby wskazany np. na szefa PE – uważa Emmanouilidis.

Politykiem, który wyraźnie prowadzi już taką kampanię, jest Michel Barnier, główny negocjator UE ds. brexitu. – Zajmuje się nie tylko negocjacjami. Wygłasza proeuropejskie przemówienia, jeździ po unijnych stolicach, gdzie spotyka się z przywódcami państw członkowskich – ocenia w nieoficjalnej rozmowie unijny dyplomata. Jest świetnie oceniany przez wszystkich i zapewnił jedność UE w negocjacjach. Ma wiele atutów, bo zna wszystkie instytucje. Był dwukrotnie unijnym komisarzem: polityki regionalnej oraz rynków finansowych. Cztery razy ministrem we francuskim rządzie: środowiska, spraw europejskich, spraw zagranicznych oraz rolnictwa i w tych rolach bywał na posiedzeniach unijnej Rady. Był eurodeputowanym, zna więc PE. Jest przedstawicielem Europejskiej Partii Ludowej, a więc ugrupowania, które z dużym prawdopodobieństwem wygra kolejne wybory do PE.

Ma tylko jedną słabość: nigdy nie był premierem, a do tej pory uznawano, że to warunek konieczny mianowania na szefa KE. Ale – słyszymy od jego wysoko postawionego zwolennika w KE – to nie problem, bo przecież zna też Radę Europejską. Regularnie bywa na jej spotkaniach jako negocjator ds. brexitu. O jego ambicjach świadczy też to, że mimo zaawansowanego wieku nauczył się angielskiego. On sam pytany o swoje przyszłe plany polityczne tradycyjnie ucieka się do góralskich porównań. – Jestem człowiekiem gór, co oznacza, że poruszam się krok po kroku – mówi pochodzący z Alp Sabaudzkich polityk.

Innym często powtarzanym nazwiskiem jest Jyrki Katainen, były premier Finlandii, obecnie wiceprzewodniczący KE, również z Europejskiej Partii Ludowej. Zdaniem naszych rozmówców z KE Fin bardzo się pozycjonuje na to stanowisko i we wszystkich debatach nt. przyszłości strefy euro prezentuje stanowisko nawet bardziej restrykcyjne niż Niemcy. To strategia mająca mu zapewnić poparcie Berlina.

Ostatnio głośno też było o Margrethe Vestager, byłej minister w rządzie Danii, a obecnie komisarz ds. konkurencji, reprezentującej partię liberalną. Według doniesień medialnych Vestager miałaby być kandydatką Macrona, którego partia formalnie nie należy do europejskich liberałów, ale może z nimi współpracować. – Francja zawsze będzie forsować Francuza, w tym wypadku Barniera – uważa jednak unijny dyplomata.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA