fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Bez Brytyjczyków nie ma UE

David Cameron został w środę przyjęty z entuzjazmem w Bawarii, gdzie CSU również chce ograniczyć napływ imigrantów
AFP
Merkel zrobi wszystko, aby pomóc Cameronowi wygrać referendum. Ale może być już na to za późno.

Nastroje w czasie kolacji, jaką kanclerz wydała w Berlinie na cześć premiera, były w środę szampańskie.

– Negocjacje posuwają się dobrze – relacjonował brytyjski premier przebieg rokowań o zmianie warunków członkostwa Zjednoczonego Królestwa we Wspólnocie. – Są trudne, są twarde, jest w nich wiele trudnych kwestii. Ale przy dobrej woli wszystkich, a taka dobra wola istnieje – każdy problem da się rozwiązać – mówił szef brytyjskiego rządu.

Kanclerz go nie zawiodła.

– W ciągu nadchodzących tygodni jest niezwykle ważne, abyśmy podjęli w naszym własnym interesie decyzje, które pozwolą na wynegocjowanie rozsądnego pakietu pozwalającego Wielkiej Brytanii pozostać w Unii – powiedziała Merkel.

W Londynie, ale także w Berlinie, zapanowała nerwowość, o ile nie strach. Opublikowany w czwartek sondaż instytutu ORB podał, że aż 54 proc. Brytyjczyków opowiada się za wyjściem kraju z Unii (Brexit), a 46 proc. za jego pozostaniem we Wspólnocie. Te dane nie biorą jednak pod uwagę niezdecydowanych, którzy stanowią 21 proc. elektoratu.

W środę inny instytut YouGov wskazał co prawda, że za Brexitem jest 49 proc. uprawnionych do głosowania, a 51 proc. przeciw, ale to również bardzo niepokojące liczby.

– Merkel w sprawie Brexitu przyjęła takie samo stanowisko, jak w czasie kryzysu greckiego: jest gotowa zrobić bardzo wiele, aby utrzymać Brytyjczyków w Unii, bo jej zdaniem Brexit uruchomi reakcję łańcuchową i może doprowadzić do rozbicia całego projektu integracji – mówi „Rz" Dominik Grillmayer, ekspert Instytutu Francusko-Niemieckiego w Ludwigsburgu.

Sednem negocjacji ma być klauzula umożliwiająca ograniczenie przez przynajmniej trzy lata (Cameron domagał się czterech) po przyjeździe do Wielkiej Brytanii zasiłków socjalnych dla obywateli Unii Europejskiej.

– Nasi prawnicy starają się znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli na wprowadzenie takich restrykcji bez naruszenia zasady dyskryminacji na tle narodowościowym – mówi „Rz" źródło w Brukseli. – Zapewne z tego powodu restrykcje musiałyby objąć także obywateli brytyjskich, którzy po latach imigracji wracają do kraju – dodaje.

Czy Cameron mógłby pogodzić się z tym ostatnim punktem?

– Sądzę, że tak. Tym bardziej że w praktyce takie ograniczenie dotyczyłoby bardzo niewielu osób – mówi „Rz" Ian Bond, dyrektor ds. zagranicznych londyńskiego Center for European Reform (CER).

Merkel jest też gotowa zgodzić się na inny, fundamentalny postulat Camerona: o wyłączeniu Wielkiej Brytanii z obowiązku budowy „coraz bardziej zintegrowanej Unii" („ever closer Union") i uznaniu w traktatach, że w Unii na stałe będą obowiązywały inne waluty poza euro.

– To w praktyce oznacza ostateczne uznanie Europy dwóch prędkości z krajami twardego jądra, które się integrują, i tymi na obrzeżach, którym zasadniczo wystarcza jednolity rynek – wskazuje Grillmayer.

Merkel wychodzi naprzeciw postulatom Camerona nie tylko w obawie przed wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii, ale także z powodu sytuacji wewnętrznej. Brytyjski premier chce ograniczyć do ledwie 20 tys. liczbę uchodźców, których do 2020 r. przyjmie Zjednoczone Królestwo. W środę był przyjmowany z entuzjazmem przez premiera Bawarii Horsta Seehofera, który także walczy o taki limit dla Niemiec, choć o wiele wyższy (200 tys. rocznie).

– Merkel też chce ustalenia górnego limitu, na razie bez określenia, na jakim poziomie. Dla kanclerz stało się jasne, że jeśli w tym roku znowu milion uchodźców wjedzie do Republiki Federalnej, to dojdzie do prawdziwej eksplozji społecznej – mówi Grillmayer.

Jest też całkiem prawdopodobne, że Berlin skorzystałby z opracowywanego z myślą o Brytyjczykach mechanizmu ograniczenia subwencji socjalnych dla nowych imigrantów.

– Nie zgadzamy się na przyjazd imigrantów do naszego kraju tylko po to, aby uzyskać subwencje socjalne, dodatki pracowniczy i wychowawcze – przyznaje Thomas de Maiziere, szef MSW.

– Uważamy, że przynajmniej przez rok takie subwencje dla nowo przyjezdnych nie powinny być wypłacane – zgadza się Olaf Scholz, wiceprzewodniczący SPD.

Do porozumienia w sprawie nowych warunków członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii ma dojść na szczycie w Brukseli 18 lutego. Cameron chce już w czerwcu przeprowadzić referendum w sprawie członkostwa kraju we Wspólnocie.

– Wcale nie jestem pewien, czy to wystarczy, aby zmienić nastroje w brytyjskim społeczeństwie – ostrzega jednak Ian Bond.

Jego zdaniem Cameron w znacznej części sam stworzył sobie problem, bo już po ogłoszeniu referendum przeprowadził wraz z Nicolasem Sarkozym naloty na Libię i pozostawił ten kraj w chaosie.

– Obok wojny w Syrii to zasadniczy powód masowej fali uchodźców do Europy, bez której zwolenników Brexitu byłoby o wiele mniej – mówi ekspert CER.

Jego zdaniem napływ imigrantów nie byłby też źle przyjmowany przez Brytyjczyków, gdyby nie ogromne zaległości w inwestycjach w szkoły, szpitale, drogi, koleje.

– To powoduje, że służby publiczne nie dają rady z tak dużym napływem cudzoziemców – mówi Bond.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA