fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Uchodźcy

Imigranci utonęli, płynąc z Afryki

Tym imigrantom z Afryki się udało. Zostali w poniedziałek uratowani i odstawieni na Lampedusę
PAP/EPA
Tragedia na Morzu Śródziemnym wzmaga apele o porozumienie UE–Afryka Północna na wzór umowy z Turcją.

Liczba ofiar katastrofy, o której świat się dowiedział wczoraj po południu, nie jest znana. Mowa jest o 300–400 imigrantach, którzy mieli wypłynąć na czterech łodziach z wybrzeży Egiptu, kierując się prawdopodobnie na włoską Lampedusę. Byli na nich uchodźcy z Etiopii, Somalii i Erytrei. Co było przyczyną wywrócenia się łodzi, nie wiadomo. Uratowanych zostało 29 osób.

– Nie ma wątpliwości, że dokładnie po roku mamy do czynienia z wielką tragedią – oświadczył Paolo Gentiloni, włoski minister spraw zagranicznych. 18 kwietnia 2015 r. wypełniony do granic możliwości uchodźcami statek nabrał wody i zatonął, a wraz z nim około 800 osób.

Ważny szlak do Europy

W sytuacji uszczelnienia granicy turecko-greckiej liczyć się należy z coraz większą falą imigracji z Afryki Płn. W 2014 r. przez Morze Śródziemne przedostało się, głównie do Włoch, ponad 170 tys. imigrantów. W roku ubiegłym było ich 153 tys., natomiast dwa lata wcześniej zaledwie 40 tys. Tymczasem od początku tego roku tą drogą dotarło do Włoch 24 tys. imigrantów. Jedynie w marcu było ich 9 tys. W marcu ubiegłego roku były to 2283 osoby.

Widząc, co się dzieje, Berlin postuluje już od pewnego czasu, aby z państwami Afryki Płn. zawrzeć podobne porozumienie jak z Turcją. W sobotę, jeszcze przed poniedziałkową tragedią, z podobnym apelem do UE wystąpił premier Matteo Renzi.

Według różnych ocen przez Morze Śródziemne do Europy może dotrzeć co najmniej 300 tys. imigrantów w tym roku. Jak wynika z szacunków europejskich służb wywiadowczych, w samej Libii czeka na przeprawę do Europy 150–200 tys. osób. Jean-Yves Le Drian, minister obrony Francji, utrzymuje, że jest ich aż 800 tys. Fala uchodźców przez Morze Śródziemne wpłynąć może także destrukcyjnie na realizację porozumienia Turcja–UE w sprawie uchodźców.

Dla Niemiec byłaby to katastrofa. Berlin czyni wszystko, aby Ankara trzymała się ustaleń, co skutkuje drastycznym ograniczeniem napływu uchodźców do Europy. Z zaciśniętymi ustami Angela Merkel wygłasza oświadczenie dla prasy o zgodzie rządu na śledztwo w sprawie Jana Böhmermanna, satyryka, który niewątpliwie obraził prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana. Zgoda niemieckiego rządu była konieczna do zastosowania art. 103 k.k. o obrazie zagranicznej głowy państwa.

– Wniesiemy projekt ustawy o usunięciu z porządku prawnego owego artykułu – zapowiedziała pani kanclerz, wzywając przy okazji Turcję do przestrzegania praw człowieka we własnym kraju.

Decyduje Turcja

Angela Merkel zdawała sobie sprawę, że jest pomiędzy młotem a kowadłem. Bezwarunkowe ustępstwo wobec żądań Ankary ukarania satyryka oznaczałoby, iż naraża się znacznej części opinii publicznej, mediów i elit politycznych, które stanęły w sporze jednoznacznie po stronie Böhmermanna. Udzielenie zdecydowanej odmowy Ankarze skutkować mogłoby nawet zerwaniem porozumienia UE–Turcja o wspólnym rozwiązywaniu kryzysu z uchodźcami.

W najbliższą sobotę pani kanclerz wizytować będzie prawdopodobnie w towarzystwie prezydenta Erdogana postępy w budowie muru na granicy turecko-syryjskiej, który ma zapobiec niekontrolowanemu napływowi uchodźców do Turcji.

Zależność jest prosta: im mniej imigrantów, tym większe szanse na polityczne przetrwanie Angeli Merkel i zachowanie przez CDU/CSU dominującej pozycji na scenie politycznej.

Gwałtowny spór w łonie koalicji rządowej o sposób stawienia czoła kryzysowi należy już do przeszłości. Może jednak w każdej chwili wybuchnąć od nowa, jeśli na granicy austriacko-bawarskiej pojawiałyby się tysiące uchodźców dziennie, a nie dziesiątki czy nawet setki, jak to jest obecnie.

– Pani kanclerz nie musi się obecnie obawiać rokoszu w szeregach własnej partii. Nie ma też mowy o końcu ery Merkel – przekonuje Steven Bastos, ekspert polsko-francusko-niemieckiej Fundacji Genshagen. Zwraca uwagę, że w przyszłym roku wybory do Bundestagu i czas myśleć o konsolidacji szeregów wraz z CSU. To się właściwie obecnie dzieje i premier Bawarii Seehofer zamilkł, zdając sobie sprawę z ryzyka dalszych ataków na panią kanclerz.

Orbán u Kohla

Zastąpił go nie kto inny, tylko człowiek, któremu Angela Merkel zawdzięcza swą karierę polityczną. Jest nim 86-letni były kanclerz Helmut Kohl. Zamknięty w swym bungalowie w Ludwigshafen schorowany, częściowo sparaliżowany i mający po wylewie ogromne kłopoty z mówieniem potężny niegdyś polityk rzucił wyzwanie pani kanclerz. We wtorek gościć będzie u siebie Viktora Orbána, manifestując tym samym swoją głęboką dezaprobatę dla polityki imigracyjnej Angeli Merkel.

Orbán przyjął z zadowoleniem zaproszenie Kohla. – To koniec kwarantanny Orbána w Niemczech – mówi „Rzeczpospolitej" Kai-Olaf Lang z fundacji Wissenschaft und Politik. Premier Węgier był w Niemczech na cenzurowanym od czasu wprowadzania kontrowersyjnych reform na Węgrzech. Jego twarda postawa wobec imigrantów znalazła uznanie w oczach premiera Bawarii, który zaprosił go do Monachium. Ocieplenie bawarsko-węgierskie miało jednak charakter lokalny. Wizyta Orbána u Kohla to inna sprawa.

Krytyka ze strony byłego kanclerza nie wyrządzi wielkich szkód Angeli Merkel. Kanclerz może liczyć na sukces CDU/CSU w przyszłorocznych wyborach do Bundestagu. Podobnie jak Alternatywa dla Niemiec (AfD), która wzywa do wprowadzenia zakazu budowy minaretów w Niemczech oraz noszenia strojów muzułmańskich, a także zakazu wezwań muezinów do modlitw. Nie brak opinii, że wejście AfD do parlamentu gwarantuje dalsze trwanie obecnej koalicji CDU/CSU i SPD i tym samym stanowisko kanclerza dla Merkel po raz czwarty z rzędu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA