fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

Wraca debata nad unijnym pakietem mobilności

AdobeStock
Polskim eurodeputowanym nie udało się zablokować prac nad regulacjami w wersji niekorzystnej dla branży transportowej.

W Komisji Transportu Parlamentu Europejskiego z inicjatywy Polaków odbyło się w czwartek głosowanie wniosku o odrzucenie pakietu mobilności i opracowanie nowych przepisów. Głosowanie zakończyło się wynikiem negatywnym, co oznacza, że pakiet przepisów regulujących działalność samochodowego transportu międzynarodowego wraca do prac instytucjonalnych.

– Przez dwa lata robiliśmy wszystko, żeby wypracować jak najlepsze przepisy, bez nadmiernych obciążeń administracyjnych. Blokowaliśmy, wydłużaliśmy. Po raz pierwszy użyliśmy art. 65 (który pozwala na odrzucenie wniosku legislacyjnego w całości – red.) – mówiła Elżbieta Łukacijewska, eurodeputowana PO. Bezskutecznie. Teraz czas na rząd.

Pakiet musi być zaakceptowany przez większość unijnej Rady (rządy państw członkowskich) oraz Parlamentu Europejskiego. Obie instytucje mają swoje stanowiska, teraz rozpoczną się negocjacje między nimi z udziałem Komisji Europejskiej (tzw. trilog). Prezydencja fińska, kierująca w tym półroczu pracami UE, będzie negocjować w imieniu Rady, w której Polskę reprezentuje minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Na spotkaniu ministerialnym w grudniu 2018 r. nie był on w stanie przekonać innych do swoich argumentów. Zdaniem eurodeputowanych PO dlatego, że nie chciał w żadnej sprawie ustąpić. – Minister musi rozmawiać z tymi, którzy mają wątpliwości czy inną wizję rozwoju transportu w Europie. Trzeba znaleźć wspólny język z większością – mówiła Łukacijewska. Znacznie lepiej idzie współpraca PO i PiS w Parlamencie Europejskim, gdzie eurodeputowani obu partii wspólnie zabiegają o pozytywne zmiany w przepisach.

Nowy pakiet wprowadza zasadę, że kierowca w ruchu międzynarodowym powinien być traktowany jak pracownik delegowany już od pierwszego dnia podróży. Czyli powinno mu się płacić pensję równą przynajmniej pensji minimalnej na terenie kraju, w którym właśnie się znajduje. Z tej zasady mają być wyłączeni kierowcy w ruchu bilateralnym, czyli tacy, którzy przewożą towar między krajem siedziby swojej firmy a innym krajem UE. Dla Polski nie jest to jednak wielka koncesja, bo nasze firmy od lat wyspecjalizowały się w kursach wewnątrz innych państw UE (kabotaż) lub między nimi. Transport dwustronny stanowi tylko około jednej trzeciej wykonywanych przez polskich kierowców kursów w transporcie międzynarodowym.

W kabotażu zasada delegowania będzie już bezwarunkowa. Obecnie kierowca ma prawo do wykonania trzech operacji w jednym kraju w ciągu siedmiu dni. W nowych przepisach kabotaż zostaje ograniczony do trzech dni. Ponadto wprowadza się zasadę „zamrożenia" samochodu na 60 godzin, zanim będzie mógł znów świadczyć usługi.

Parlament Europejski powinien przyjąć mandat na negocjacje z Radą w najbliższy wtorek, 24 września. Potem dojdzie do pierwszego trilogu, na którym obie strony przedstawią swoje stanowiska i wskażą pole do kompromisu. Przed kolejnym trilogiem reprezentująca Radę prezydencja fińska będzie musiała poprosić ministrów transportu o kolejny mandat. I tutaj jest pole dla zabiegów dyplomatycznych polskiego rządu. Nasi rozmówcy w Brukseli oczekują, że nie do ruszenia jest raczej zasada delegowania kierowców w transporcie międzynarodowym. – Tutaj obie instytucje mają zbliżone stanowiska – mówi unijny dyplomata. Ale wskazuje na rozbieżności, np. obowiązek powrotu ciężarówki świadczącej usługi kabotażu do kraju pochodzenia co cztery tygodnie. – To postuluje tylko Parlament – zauważa dyplomata. Jest też do rozstrzygnięcia kwestia zapewnienia bezpiecznej i wydajnej infrastruktury parkingowej dla tirów, o którą upomina się Parlament.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA