fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Transport drogowy

BlaBlaCar chce wejść do miast

Bloomberg
Francuski gigant, łączący kierowców i pasażerów jadących w długie trasy, rzuci wyzwanie Uberowi i taksówkom.
Wkrótce na polskim rynku przewozu osób w miastach może pojawić się kolejny międzynarodowy gracz, po amerykańskim Uberze, niemieckim mytaxi czy chińskim Taxify.
Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", chodzi o BlaBlaCar, francuskiego jednorożca (startup wyceniany powyżej 1 mld dol.), który przebojem podbił światowy rynek tzw. ride-sharingu.

Zrewolucjonizować transport podmiejski

Ride-sharing to współdzielenie pojazdu w celu obniżenia kosztów podróży. Francuska aplikacja wyspecjalizowała się w łączeniu pasażerów i kierowców jeżdżących na długich odcinkach (średnio to ok. 300 km), głównie między miastami. I ta usługa jest dostępna w naszym kraju już od 2012 r.
Teraz jednak spółka, którą założył Frédéric Mazzella, rozszerza plany i celuje w klientów przemieszczających się w ramach jednej aglomeracji, tym samym rzucając rękawicę korporacjom taxi i innym aplikacjom.
Testy nowej usługi już ruszyły. Na razie w ojczyźnie BlaBlaCar. Pilotaż krótkodystansowej aplikacji BlaBlaLines w regionach Toulouse i Reims zdał egzamin i teraz usługa debiutuje w Paryżu. Przedstawiciele spółki nie ukrywają, że Polska byłaby atrakcyjnym rynkiem dla BlaBlaLines.
– Jesteśmy przekonani, że taka forma podróżowania może zrewolucjonizować transport podmiejski i z pewnością będziemy chcieli ją rozwijać – mówi nam Michał Pawelec, country manager BlaBlaCar w Polsce.
Jak tłumaczy, BlaBlaLines adresowany jest głównie do osób z terenów podmiejskich, dojeżdżających wspólnie do miasta (chodzi o odcinki rzędu 15–80 km). Nie chce mówić jednak o konkretnych planach względem rodzimego rynku przewozu. – BlaBlaLines ma charakter pilotażowy i jest zbyt wcześnie, aby mówić, czy i kiedy aplikacja ta będzie dostępna w Polsce – zaznacza.
Nie ukrywa jednak, że Polska to atrakcyjny rynek. – Polacy są coraz bardziej mobilni i coraz częściej używają nowoczesnych form transportu, takich jak współdzielone przejazdy. Chcą podróżować sprawnie, tanio i komfortowo – dodaje Pawelec.
Twórca BlaBlaCar wiąże z BlaBlaLines spore oczekiwania. Według niego to zrównoważone, długoterminowe rozwiązanie dla miast. – Ma potencjał, by zrewolucjonizować codzienne nawyki związane z podróżowaniem – przekonuje Frédéric Mazzella.

Przybywa pasażerów

BlaBlaCar w Polsce na razie koncentruje się na rozwoju długodystansowej oferty przewozowej, która dostępna jest od 2012 r. W marcu br. spółka wprowadziła nową ofertę – BlaBlaPass, dzięki której pasażerowie zyskali nieograniczony dostęp do platformy przez pół roku za 1 zł. Oferta ta zastąpiła wcześniejszą opłatę serwisową, płaconą przez pasażerów podczas rezerwacji (wyliczaną procentowo od kwoty kontrybucji w kosztach oczekiwanej przez kierowców).
– Po wprowadzeniu BlaBlaPass nastąpił znaczący wzrost liczby aktywnych pasażerów – jest ich teraz 50 proc. więcej niż wcześniej – informuje Pawelec.
BlaBlaCar łączy kierowcę, który planuje prywatną podróż, z pasażerem, którego może podwieźć. Kierowca nie osiąga zysku, a jedynie dzieli się kosztem z pasażerem.

Opinia

Michał Beim, ekspert ds. mobilności, Instytut Sobieskiego
Nowoczesne formy transportu szybko zdobywają popularność, często wypierając tradycyjnych przewoźników. W dużej mierze jednak Uber w przewozach miejskich czy BlaBlaCar w dalekobieżnych nie są wcale dla nich konkurencją, ale stanowią uzupełnienie dla środków komunikacji miejskiej czy pekaesów. Gdyby przeanalizować, gdzie Uber generuje największy ruch, to wyraźnie widać, że są to stacje metra czy przystanki tramwajowe, pod które podwożeni lub spod których odbierani są pasażerowie.
Z kolei BlaBlaCar bardzo często pozwala pasażerom przemieszczać się na odcinkach, na których trudno znaleźć alternatywny transport.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA