fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wiktorowski: Będą trzy szczyty formy

Fotorzepa/Piotr Nowak
Trener Agnieszki Radwańskiej Tomasz Wiktorowski o planach na nadchodzący olimpijski rok.

Rzeczpospolita: Czy start w pokazowej lidze w Azji traktował pan jako czas roztrenowania dla Agnieszki, czy raczej jako wejście w nowy rok?

Dokładnie przemyśleliśmy ten wyjazd. Najpierw miał się składać z pięciu turniejów, ale kiedy wzięliśmy pod uwagę, że Agnieszka skończyła sezon bardzo późno, doszliśmy do wniosku, że nie damy rady uczestniczyć w całym cyklu rozgrywek. Nie starczyłoby jej czasu na aktywną regenerację, ważny dla sportowca czas odnowy i odpoczynku. Zrezygnowaliśmy więc z dwóch z pięciu startów. Sam udział w tej imprezie potraktowaliśmy jako impuls przed rozpoczęciem nowego sezonu, element przygotowania startowego.

Ale czy takie mecze, mające raczej charakter towarzyski i biznesowy, da się wykorzystać szkoleniowo?

Jak na rywalizację w meczach pokazowych poziom był wysoki. Dla mnie dużo większą wartość ma set rozegrany z sędzią głównym, liniowymi, systemem Hawk-Eye, z chłopcami do podawania piłek. Liczyło się też to, że Agnieszka grała przy pełnych trybunach. Sety rozgrywane w takich warunkach przynoszą o wiele więcej korzyści niż zwykłe sety sparingowe, które rozgrywała w poprzednich latach w tym momencie przygotowań.

Trener Sereny Williams Patrick Mouratoglou podczas wizyty w Polsce powiedział, że nadchodzi czas, w którym Agnieszka może już wygrać Wielkiego Szlema...

Ja też w to wierzę. Agnieszce brakowało już niewiele, by być numerem 1, pokonać grającą legendę Serenę Williams i wygrać turniej wielkoszlemowy. W 2012 roku można było ziścić te trzy marzenia jednocześnie. Doświadczenia, które zbierała w kolejnych latach, pozwalają Agnieszce myśleć, że staje się to coraz bardziej realne. Z niecierpliwością czekamy na nadchodzący sezon. Mamy cztery szanse na Wielkiego Szlema plus igrzyska.

W który Wielki Szlem dla Agnieszki pan celuje?

Wszystko jedno, nie mam żadnych preferencji.

Jak połączy pan przygotowania do Szlemów i do igrzysk?

Turniej w Rio odbędzie się niedługo po Wimbledonie. Na ten okres szykujemy drugi z trzech szczytów formy. Podzieliliśmy ten sezon na trzy etapy. Pierwszy, do którego teraz się przygotowujemy, obejmuje Australian Open z zakończeniem w Miami i Indian Wells. Drugi to Wimbledon i igrzyska. Trzeci – z US Open i turniejami azjatyckimi – będzie zależał od tego, jak przebiegną dwa pierwsze.

Nie wspomniał pan o turnieju na kortach Rolanda Garrosa...

Świadomie. W tym czasie może przyjść moment pewnego spowolnienia. Nie da się fizycznie przygotować zawodnika na cały sezon, a ten moment między Paryżem a Nowym Jorkiem jest bardzo długi, gdzieś trzeba znaleźć czas na lekki oddech. Ale podkreślam, będziemy pracowali także nad dobrym wynikiem w Paryżu, choć gdzieś w tyle głowy Agnieszka myśli przede wszystkim o Wimbledonie i igrzyskach.

Czy taki plan wynika z awersji Agnieszki do French Open?

Nie zgodzę się z tym. W 2013 roku pokazała, że jest w stanie grać w Paryżu bardzo dobrze, niewiele zabrakło, by awansowała do półfinału. Może na ceglanej nawierzchni ma mniejsze szanse, co nie znaczy, że nie osiągnie tam kiedyś dobrego wyniku. Starty w Madrycie (półfinały w 2014 i 2012 roku – przyp. red.) – gdzie nawierzchnia jest taka sama, choć warunki nieco inne – pokazywały, że Agnieszka może dobrze grać na cegle. Dużą rolę odgrywa kwestia mentalna, wiara w umiejętności. Agnieszka ułożyła sobie w głowie, że w Paryżu idzie jej gorzej. Będę pracował nad tym, by zmienić to nastawienie.

Czy w sztabie szkoleniowym zajdą jakieś zmiany?

Agnieszka przeniosła się do Warszawy i mamy utrudnioną współpracę z trenerem przygotowania fizycznego Wackiem Mirkiem, pracujemy z nowym trenerem. Po pierwszym okresie startowym będziemy podejmowali kolejne decyzje.

Agnieszka zakończyła rok największym sukcesem w karierze, ale pierwsza połowa sezonu była trudna, także dla pana. Czy dzięki temu, że przetrwał pan ten kryzys, czuje się pan lepszym trenerem?

Nie zastanawiam się nad tym. Najważniejsze, że moja zawodniczka zachowała się jak profesjonalny sportowiec. Popadła w kryzys. Nie było łatwo z niego wyjść. Ale ciężką pracą i wiarą pokazała, że jest w stanie wygrywać ważne turnieje.

Rzadko mówi pan o swojej karierze tenisowej, ale trudno uciec od przeszłości, bo rozmawiamy w skromnym domku pana jedynego klubu...

Ja i nasz fizjoterapeuta Krzysztof Guzowski zaczynaliśmy na Okęciu, które dawniej nazywało się RKS i miało siedzibę na Radarowej w Warszawie, teraz przeniosło się na Ursynów. Byliśmy dzieciakami, mieliśmy po osiem, dziewięć lat i rozpoczęliśmy w tym klubie tenisową edukację. Ja skończyłem udział w rozgrywkach w wieku 18 lat, potem były studia, praca, kursy, studia podyplomowe na AWF. Darzę ogromnym szacunkiem trenerów Pawła Kalinowskiego i Tadeusza Paprockiego, którzy zaszczepili w nas miłość do tenisa. Żyjemy z Krzyśkiem w świecie wielkiego tenisa, ale chętnie wracamy do tego małego tenisa, do naszych sportowych korzeni.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA