fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Tomasz Wiktorowski o Radwańskiej, Williams, dopingu i korupcji

Tomasz Wiktorowski: – Sportowiec musi radzić sobie z internetowymi falami miłości i nienawiści.
Fotorzepa, Piotr Nowak
Tomasz Wiktorowski, trener Agnieszki Radwańskiej o swojej podopiecznej, Serenie Williams, dopingu i korupcji.

Rzeczpospolita: Spotykamy się na kortach warszawskiej Mery, czemu nie w jesteście w Hajdarabadzie, w finale rozgrywek ligi IPTL?

Tomasz Wiktorowski: Wyjazd został odwołany, gdyż projekt IPTL mocno finansowo podupadł. Ten start jednak mógł być wartościowy. Mieliśmy udać się do dwóch miejsc, spędzić w Azji sześć, siedem dni, Agnieszka zagrałaby dwa sety, przy okazji trenowałaby w słońcu. W zimie to ważne. Sprawy potoczyły się inaczej, z wyboru jesteśmy w Europie, ale wielkiej zmiany nie ma – znajdujemy się w połowie przygotowań, Agnieszka miała kilka dni na regenerację, wróciliśmy do treningów w poniedziałek.

Coroczny cykl się powtarza?

Idea na pewno jest zbliżona, lecz co roku modyfikujemy plan. Niektóre obciążenia w treningu motorycznym są coraz większe, inne mniejsze, cały czas je monitorujemy i zmieniamy poprzez dobór nowych metod i środków, bo bodźce muszą się różnić, bez tego nie będzie postępu.

Ten postęp to większa moc trzeciej tenisistki świata?

Oczywiście, że jej potrzebujemy, ale wciąż bazujemy na regularności gry. Istotą sprawy jest odpowiednie regulowanie proporcji miedzy objętością, intensywnością i odpoczynkiem.

Mimo tej ostrożności widać, że Radwańska poprawia cechy motoryczne. Jakim sposobem?

Od chwili rozpoczęcia współpracy położyliśmy nacisk na zabezpieczenie Agnieszki przed kontuzjami. Już to spowodowało, że zaczęła być lepiej przygotowana do wysiłku. Przygotowanie fizyczne pielęgnujemy codziennie: od chwili mobilizacji przed rozgrzewką, w czasie rozgrzewki, na korcie i poza nim. Wydaje się, że znaleźliśmy równowagę między treningiem i regeneracją. No i mamy do czynienia z dziewczyną, która, niezależnie od wieku, idzie do przodu, wciąż ma rezerwy, które cały czas wykorzystujemy. Ale zastrzegam: nie można było zrobić tego szybciej, bo jej ciało musiało być przygotowane, by znosić większe obciążenia. Gdybyśmy chcieli pominąć jakiś etap, na pewno doprowadzilibyśmy Agnieszkę do kontuzji.

Czy nie mija jej chęć do tego mozołu?

Nie, obecne tygodnie okresu przygotowawczego przepracowała chyba najlepiej, odkąd pamiętam. Ćwiczenia dopasowaliśmy ściśle do niej, łącznie ze ściągnięciem specjalistycznego sprzętu do siłowni. Sprzęt ten jest dość kosztowny, więc na razie go wypożyczamy, ale pracujemy nad tym, by został do jej dyspozycji na stałe. Trener przygotowania ogólnego świetnie steruje obciążeniami, bo to jedyna droga do mądrej i wydajnej pracy. Teraz nadchodzi czas na trening techniczno-taktyczny.

W kobiecym tenisie zapowiada się ciekawy rok?

Rywalizacja stała się bardziej otwarta. Kiedyś Agnieszka była w sytuacji Andy'ego Roddicka – on, grając fantastycznie, czasem nawet genialnie – przez chwilę był numerem 1 – nie mógł osiągnąć największych zaszczytów, bo miał za rywala Rogera Federera. W przypadku Agnieszki te główne przeszkody to były Serena Williams i przez dwa sezony Wiktoria Azarenka. Ścigaliśmy te dwie rywalki, z Wiktorią się udało, z Sereną nie. Nasza filozofia jednak się nie zmienia. Cały czas pracujemy i czekamy na swoją szansę. Andżelika Kerber pokazała, że to dobra droga, że się da, że można pokonać Williams i zostać numerem jeden. Nie nastawiamy się na konkretne cele, celem głównym jest właściwe przygotowanie, mamy mieć głód sukcesu i wiarę w siebie. Ale nie parcie i presję wyniku.

Brzmi to trochę jak stare słowa Adama Małysza: trzeba oddać dwa dobre skoki, to sukces sam przyjdzie...

W naszej wersji – trzeba rozegrać dobrze około 80 piłek w meczu.

Czy świat damskiego tenisa nie czeka jednak po cichu na odejście Sereny?

Myślę, że takie oczekiwanie może tkwić w zbiorowej podświadomości. Dla mnie jednak najpiękniejszym dniem kariery Agnieszki byłoby osiągnięcie sukcesu, gdy Serena jest i gra na wysokim poziomie. W 2012 roku brakowało jednego seta, by na zawsze wpisać się do annałów tenisa: pokonać mistrzynię w finale Wimbledonu, zostać numerem 1. Wszystko w jednym meczu. To była wielka szansa. Serena to Serena, legenda i osobowość, dla tenisa to dobrze, by grała i kolekcjonowała Wielkie Szlemy.

Powrót wiosną Marii Szarapowej też pomoże WTA Tour?

To trudniejsze pytanie. Z jednej strony tak, bo powróci bardzo popularna i utytułowana rywalka. Z drugiej strony jednak wiemy, że dwa, trzy razy do roku dostajemy informację o zmianach listy dopingowej. Sposób tłumaczenia tego przewinienia był żenujący. Nie wchodząc w medyczne rozważania, sądzę, że kara dla Szarapowej powinna być bardziej dotkliwa, choć jestem zwolennikiem tego, żeby każdy dostawał drugą szansę.

Czy doping wydaje się dziś problemem tenisa?

Sądząc po tym, jak często jest badana Agnieszka i inne dziewczyny, uważam, że sprawa jest traktowana poważnie. Myślę, że furtki do niedozwolonego wspomagania są lepiej pozamykane. Jeśli ktoś został złapany, kara z reguły jest sroga. Nie zawsze jednak można winić tylko zawodnika, może być inaczej.

Przyjmuje pan tłumaczenia, że można przyjąć zabroniony środek nieświadomie?

Trzeba dopuszczać taką możliwość i minimalizować ją. To kwestia ludzi i zaufania do nich. My mamy w teamie całkowite zaufanie do siebie, ale gdy musimy zostawić suplementy Agnieszki gdzieś na zewnątrz, to je w pewien sposób plombujemy. Konsultujemy stosowanie wszystkich odżywek z dwoma ekspertami. Prawdopodobieństwo popełnienia błędu z naszej strony musi być równe zeru. Doping należy bezwzględnie tępić i karać, jeśli wina zostanie udowodniona.

Co z zakładami bukmacherskimi, które grożą skorumpowaniem tenisa?

Nawet gdy w latach 2004–2007 pracowałem na poziomie turniejów ITF, nigdy nie spotkałem się z próbami korupcyjnego nacisku, choć o nich słyszeliśmy. Agnieszka Radwańska i jej drużyna nigdy nie była nagabywana w takich sprawach. Sądzę, że na poziomie WTA Tour jest za duża rywalizacja i zbyt wiele można stracić.

Dostrzega pan wpływ mediów społecznościowych na tenisistki, czy tą sferą życia Agnieszki też pan się interesuje?

Mnie zajmuje to, żeby Aga była dobrze przygotowana i miała jak najlepszą opiekę sportową, ale wiem, że zainteresowanie mediów społecznościowych jej osobą wynika z medialności tenisa i należy to traktować jako pewną część pracy. Problemem jest, gdy sportowiec zaczyna się zastanawiać, jak jest postrzegany, ile ma lajków, gdy nie ma do tego dystansu, nie potrafi sobie radzić z naprzemiennymi falami internetowej miłości i nienawiści. Staramy się dawać Agnieszce taką tarczę spokoju. Człowiekowi bez negatywnych emocji dużo łatwiej o sukces.

Karuzela trenerska w WTA Tour kręci się ostatnio szybciej, to zaczyna być zawód wysokiego ryzyka?

Raczej nie, bo nazwiska przy tenisistkach się zmieniają, ale wciąż to ta sama dość hermetyczna grupa ludzi, nowych twarzy widać niewiele. Ostatnio przybył tylko szkoleniowiec Johanny Konty. To zawód jak każdy i po zmianie pracodawcy fach w ręku zostaje.

Gdyby przyszło panu stawać przed takim wyborem: latać po świecie z kolejną bardzo zdolną tenisistką czy osiąść i otworzyć akademię tenisa pod szyldem: Tomasz Wiktorowski, co by pan wybrał?

Zdecydowanie bardziej widziałbym się w roli trenera prowadzącego akademię tenisową, która zdolnym osobom otwierałaby drzwi do lotu w wielki świat.

—rozmawiali Krzysztof Rawa i Mirosław Żukowski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA