fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

ATP Masters: Piąty raz z rzędu nowy mistrz

Daniił Miedwiediew pierwszy raz awansował do finału turnieju Masters
AFP
O tytuł grali w Londynie Daniił Miedwiediew i Dominic Thiem. Ciąg dalszy w przyszłym roku, choć co będzie z Australian Open, wciąż nie wiadomo.

Pożegnanie z Londynem i halą O2 (od przyszłego roku Masters będzie gościł Turyn) w telewizji wypadło nieźle, choć tablice świetlne, reflektory i muzyka nie zastąpiły braw kilkunastu tysięcy kibiców.

Czekający na zmianę generacji w męskim tenisie dostali jednak prezent: w półfinale Daniił Miedwiediew pokonał Rafaela Nadala (nr 2 na świecie) 3:6, 7:6 (7-4), 6:3, a Dominic Thiem zwyciężył lidera rankingu Novaka Djokovicia 7:5, 6:7 (10-12), 7:6 (7-5). Przywiązani do tradycji mogą żałować, że nie będzie 57. meczu Nadal – Djoković, że Hiszpan znów nie dostał szansy wygrania Finału ATP Tour (w 16 startach), albo tego, że Serb nie wyrównał rekordowego osiągnięcia Rogera Federera i nie zwyciężył szósty raz.

Rosyjska ośmiornica

Małą tradycją Masters stało się to, że piąty rok z rzędu poznajemy nowego mistrza.

Thiem, mistrz US Open i finalista Australian Open, nie jest już tenisistą, który umie wygrywać tylko na kortach ziemnych. Rozegrał w grupie najlepszy mecz Masters – z Nadalem, a jego półfinałowe spotkanie z Djokoviciem też było znakomite i dramatyczne.

Miedwiediew w meczach grupowych nie oddał nawet seta. Rosjanina, ze względu na długie i sprawne ramiona, nazwano „ośmiornicą" i coś jest na rzeczy, gdy widzi się jego tenis i sposób, w jaki rozsyła mocne piłki po korcie.

Obaj wytrzymywali w Londynie trudy długich wymian na najwyższych obrotach. Dwa razy wspólnie trenowali we wcześniejszej fazie turnieju i obaj wynieśli z tych treningów przeświadczenie, że rywal jest wyjątkowo mocny.

Dzielą ich trzy lata (Thiem ma 27, Miedwiediew 24), pierwszy raz zmierzyli się już dekadę temu podczas turnieju juniorskiego w Umagu, starszy wygrał wtedy łatwo 6:2, 6:0 i udzielił młodszemu rady: – Będziesz wygrywał, jak się uspokoisz. Rosjanin posłuchał.

i hokeistki na trawie

W deblowym finale Wesley Koolhof i Nikola Mektić pokonali Juergena Melzera i Edouarda Roger-Vasselina 6:2, 3:6, 10-5.

Dla Łukasza Kubota siódmy start w Masters (czwarty z Marcelo Melo) zakończył się w fazie grupowej. Szczytem osiągnięć polskiego tenisisty w turnieju mistrzów pozostaje finał w Londynie w 2017 roku. Ostatni mecz Polaka i Brazylijczyka w hali O2 oznaczał także pożegnanie Kubota z partnerem, z którym wygrał najwięcej – 15 z 27 zwycięskich turniejów, wśród nich pamiętny Wimbledon w 2017 roku.

Marcelo Melo od przyszłego roku zaczyna grę z Holendrem Jeanem-Julianem Rojerem, Kubot będzie miał za partnera także Holendra – młodszego od siebie o siedem lat, 31-letniego Wesleya Koolhofa.

Takie zmiany nie są w światku specjalistów deblowych rzadkie, czasem decydują o nich kontuzje, czasem zmęczenie lub niezgodność charakterów, najczęściej po prostu brak satysfakcji z wyników. Melo i Kubot, mimo niezłych rezultatów (są wciąż na wspólnym, 7. miejscu deblowego rankingu ATP) uznali jednak, że czas poszukać nowych rozwiązań.

Nowy partner Polaka Wesley Koolhof wychował się w sportowej rodzinie, ojciec Jurrie (zmarł w zeszłym roku) był niezłym piłkarzem, zagrał nawet pięć meczów w reprezentacji Holandii, brat Dean też wybrał futbol, mama Monique przez wiele lat grała w reprezentacji hokeja na trawie.

Holender gra zawodowo w tenisa od 2008 roku, pierwsze sukcesy zaczął odnosić cztery lata temu, gdy z rodakiem Matwe Middelkoopem wygrali turnieje ATP w Sofii i Kitzbuehel. Potem dołożył jeszcze cztery tytuły z różnymi partnerami (przed Masters – z Rohanem Bopanną w styczniu w Dausze). Chwalony jest, podobnie jak Kubot, za świetny return, co w deblu ma znaczenie.

Pierwszy wspólny start pary Kubot/Koolhof powinien nastąpić w Australii, ale można mieć spore wątpliwości, czy nowy sezon tenisowy rozpocznie się na antypodach wedle zwykłych reguł.

Nad Australian Open, pierwszym turniejem wielkoszlemowym w 2021 roku (18–31 stycznia), oraz turniejami poprzedzającymi Wielki Szlem Azji i Pacyfiku, wśród nich ATP Cup, widać wciąż ciemne chmury.

Problemem jest pandemia. Premier stanu Victoria Daniel Andrews poinformował, że na razie nie podjęto decyzji o wpuszczeniu zagranicznych tenisistek i tenisistów do Australii w połowie grudnia, tak by mogli przejść dwutygodniową kwarantannę i wziąć udział w turniejach, których zwieńczeniem jest impreza w Melbourne. W mocy pozostaje decyzja, że do 1 stycznia Australia ma zamknięte granice.

Plan federacji australijskiej (TA – Tennis Australia), by o dwa tygodnie przesunąć ten termin dla przyszłych uczestników Australian Open, na razie kłóci się z wytycznymi służb medycznych i opinią władz stanowych. Dyskusja trwa, jednym z argumentów władz jest fakt, że inne sporty nie uzyskały podobnych ułatwień.

Dyrektor Australian Open (i szef Tennis Australia) Craig Tiley przekazał wprawdzie lokalnym mediom informację, że porozumienie w sprawie przeniesienia wszystkich wydarzeń tenisowych do stanu Victoria zostało osiągnięte, a także to, że sportowcy i ich ekipy spełnią surowe warunki sanitarne i będą zamknięci przez dwa tygodnie w pokojach hotelowych. Premier Andrews uważa jednak, iż żadnego porozumienia w tej sprawie nie ma.

Ostrożna Iga

Oznacza to, że albo część tenisistów nie przyjedzie do Melbourne, albo organizatorzy Australian Open zrezygnują z tegorocznego turnieju, choć ta ewentualność na razie nie jest głośno artykułowana. Gra w Wielkim Szlemie bez solidnego przygotowania nie ma sensu – takie głosy płyną także ze sztabu Igi Świątek, 17. tenisistki świata, mistrzyni Roland Garros.

Australia znacznie ograniczyła rozwój pandemii. W stanie Victoria od prawie trzech tygodni nie zanotowano zakażeń. W Australii Południowej w ostatnich dniach wykryto jednak kilka nowych przypadków, co skłania władze do kolejnych blokad.

Jest też rozważana opcja przesunięcia Australian Open. Dla Rafaela Nadala późniejszy przyjazd do Australii nie stanowi dużej różnicy, o ile tenisiści będą mieli możliwość treningu podczas kwarantanny. – Jedyna negatywna sprawa, to tak naprawdę konieczność przyjazdu 16 dni przed startem rywalizacji – mówił dziennikarzom w Londynie.

Jak z tego widać, styczniowy Słoneczny Szlem może przegrać z wirusem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA