fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Tsitsipas wygrał turniej mistrzów ATP Tour

AFP
Najlepszym tenisistą jubileuszowego, 50. turnieju Masters został po raz pierwszy Grek, Stefanos Tsitsipas. Debiutant pokonał w finale Austriaka Dominica Thiema 6:7 (6-8), 6:2, 7:6 (7-4)
Mistrz jest młody, wciąż z pokolenia #NextGen, choć gra już tak dojrzale, jak ci starsi. Gra również żywiołowo i pięknie, wedle wielu prognoz, może wkrótce dojść tam, gdzie są mistrzowie poprzedniej generacji: Federer, Nadal i Djoković. Sukces Stefanosa Tsitsipasa to mocna obietnica zmiany warty w tenisie męskim, tym bardziej warto czekać na wydarzenia w przyszłym roku.
Finał był z tych, które chce się oglądać jak najdłużej. Zaczął się od długiego seta, w którym obaj mieli niejedną szansę zdobycia gemów serwisowych rywala i obaj do tego nie dopuścili. Tie-break dla Austriaka, ale brawa za jakość gry należały się obu. Dodatkową przyjemność sprawiało oglądanie w akcji dwóch doskonałych jednorękich bekhendów, takie starcia są coraz rzadsze, w finale Masters ostatnio 13 lat temu, gdy o tytuł walczyli Roger Federer i James Blake.
Drugi set przeleciał przed oczami widzów za szybko, głównie z winy Austriaka, który potrzebował czasu, by po chwilowym odprężeniu ocknąć się i wrócić do normalnej formy. Zrobił to za poźno, przy stanie 0:4.
Publiczność nie narzekała, trzy sety to większa atrakcja, niż dwa. Rozstrzygające wymiany znów miały wysoką temperaturę, gemy były intensywne, ryzyko skalkulowane z ambicją, ale gdy Tsitsipas objął prowadzenie 3:1, mogło się wydawać, że finał ma już zwycięzcę, właściciela wielkiego srebrzystego pucharu i czeku na 2,656 mln dolarów.
Scenariusz był znacznie ciekawszy: Thiem wyrównał i znów decydował tie-break, tym razem wygrał tenisista urodzony w Atenach. Wygrał, bo wciąż atakował, bo nie miał chwili wahania, bo nie bał się wygrać. To z oczywistych powodów jest najważniejszy tytuł Stefanosa Tsitsipasa, choć wygrał wcześniej trzy turnieje ATP. Po meczu finaliści pięknie sobie podziękowali, od paru miesięcy są przyjaciółmi, to też wzmacniało urok zakończenia Masters 2019.
– Nie mam pojęcia, czemu tak dobrze grałem w drugim secie. Naprawdę nie myślałem zbyt wiele. Gra po raz pierwszy w tak dużej imprezie była przecież dla mnie mocno stresująca, chwilami nie wytrzymywałem tej presji. Gdy przyszło rozstrzygnięcie w tie-breaku wreszcie odczułem potężną ulgę. Wsparcie publiczności było fenomenalne, jakbym miał za sobą całą armię. Widzowie dawali mi energię i wiarę, że mogę osiągnąć to, czego pragnę. Im też pragnę podziękować za to, że czułem się jak w domu – mówił do prowadzącego rozmowę na korcie Brada Gilberta.
– Dominic, byłeś i jesteś inspiracją. Nie tylko dla mnie, ale wielu innych tenisistów na całym świecie. Jestem pewien, że także dla ludzi, którzy przychodzą oglądać tenis. Walka, którą dziś stoczyliśmy na korcie była wspaniała. Myślę, że takie mecze budują świetność tenisa. O to chodzi w naszym sporcie – dodał Grek podczas uroczystości wręczania nagród.
Adresat tych słów stał skromnie z boku, uśmiechał się, choć nie wygrał szóstego turnieju w tym sezonie. Będzie jednak znów nr 4 na świecie, no i 1,302 mln dolarów premii, to też nie jest mało. Ma 26 lat, jest również wymieniany wśród tych, którzy zdetronizują Wielką Trójkę.
Deblowymi mistrzami Masters 2019 zostali Francuzi Pierre-Hugues Herbert i Nicolas Mahut. Wykorzystali drugą szansę, pierwszą mieli w Londynie rok temu, wtedy minimalnie przegrali, teraz pokonali w finale 6:3, 6:4 parę Raven Klaasen i Michael Venus.
Sukces był okazały, także dlatego, że Herbert i Mahut po drodze do tytułu nie stracili w pięciu meczach seta, również wtedy, gdy w półfinale trafili na polsko-brazylijski debel Łukasz Kubot i Marcelo Melo.
Francuzi to znani fachowcy w branży deblowej, choć w singlu też miewali osiągnięcia, ale trudno je porównywać z tym, co osiągnęli wspólnie – przede wszystkim wygrali wszystkie turnieje Wielkiego Szlema (choć nie w jednym roku). Wygrana w O2 Arena była ich 15. zwycięstwem, trzecim w tym sezonie, po Australian Open i Rolex Paris Masters w hali Bercy, tydzień przed startem w Londynie.
Nagroda wyniosła 533 tys. dolarów i 1500 punktów rankingowych. Puchar wręczył mistrzom Maks Mirny, patron ich grupy eliminacyjnej w Masters, przed laty dwukrotny zwycięzca tego turnieju. Może kiedyś Francuzi też będą patronować młodszym w Finałach ATP Tour. Na razie kariery nie kończą, Mahut ma niespełna 38 lat, Herbert zbliża się do 29, w deblu to prawie młodość.
> Nitto ATP Finals 2019:
Finał singla: S. Tsitsipas (Grecja, 6) – D. Thiem (Austria, 5) 6:7 (6-8), 6:2, 7:6 (7-4).
Finał debla: P. H. Herbert i N. Mahut (Francja, 7) – R. Klaasen i M. Venus (RPA, Nowa Zelandia, 5) 6:3, 6:4.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA