fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Roland Garros: Lodowaty początek

Rafael Nadal zagra w Paryżu o 13. tytuł
POOL/AFP, Clive Brunskill
W niedzielę zaczął się w Paryżu turniej niepewności Rafaela Nadala i strachu wszystkich przed koronawirusem. Dzisiaj gra czwórka reprezentantów Polski.

Dla tych, którzy podczas niedawnego US Open narzekali w Nowym Jorku na wirusowe ograniczenia, Paryż nie jest pocieszeniem. Wprost przeciwnie: testy są jeszcze bardziej rygorystyczne, pobrania próbki z nosa nie można dokonać samemu, jak było w Ameryce, robi to personel medyczny i jest to dużo bardziej bolesne.

Laboratorium już ostrzega, że pozytywnych wyników może być nawet o 50 procent więcej niż w US Open. Po dwóch testach „powitalnych" (by zawodnik mógł zagrać, oba muszą być negatywne) następne będą się odbywały co pięć dni.

Od samych graczy i z ich sztabów dochodzą głosy, że wszyscy żyją w strachu, najważniejszy jest nie najbliższy mecz, tylko najbliższy test. Strach jest tym większy, że u już wykluczonych (są wśród nich m.in. Polka Katarzyna Kawa pozbawiona szansy gry w eliminacjach i Hiszpan Fernando Verdasco) negatywne wyniki drugiego i trzeciego testu niczego nie zmieniły. Organizatorzy po pierwszym stanowczo mówią „au revoir" i życzą szczęśliwego powrotu do domu na swój koszt. Wykluczeni grożą procesami.

Zimno i deszcz

Gracze francuscy, którzy w Nowym Jorku po wykryciu wirusa u Benoit Paire'a podnieśli krzyk na pół świata, że trafili do niewoli, teraz narzekają na zamknięcie w hotelu, choć ich żony i dzieci mieszkają trzy kilometry dalej. Prasa anglojęzyczna gospodarzy nie oszczędza, sugerując, że wirus plus francuski bałagan sprawiają, iż US Open z paryskiej perspektywy wydaje się dziś wyspą spokoju i rozsądku.

Turniej zaczął się w niedzielę w ciężkiej atmosferze, a pogoda nie pomogła, bo było bardzo zimno i przez cały dzień nad Paryżem wisiały deszczowe chmury. Dach nad kortem centralnym przydał się od razu tenisistom i nielicznym widzom (1000 osób), na pozostałych kortach trybuny były puste.

Pierwszy raz od lat Rafael Nadal nie jest murowanym faworytem. Z dwóch powodów: zimna i nowych piłek. Hiszpan wygrywał w Paryżu 12 razy, zawsze w słońcu, zawsze dzięki ogromnej rotacji, jaką nadawał piłkom firmy Babolat. W tym roku organizatorzy zmienili dostawcę piłek, została nim firma Wilson, co Nadal ostro skrytykował. „Piłki są o wiele cięższe i wolniejsze niż w latach ubiegłych. Zimno i wilgotność dodatkowo komplikują sprawę. To nie są dobre piłki na korty ziemne, są jak kamienie, nawet na Majorce nie mogłem nimi długo trenować" – powiedział przed turniejem.

Jakby tego było mało, Hiszpan przyjechał do Paryża zaledwie po trzech meczach na kortach ziemnych (w Rzymie przegrał z Argentyńczykiem Diego Schwartzmanem) i zamiast pewności przywiózł w bagażu zwątpienie. Na szczęście losowanie miał dobre, w pierwszych rundach nie czekają go poważne egzaminy, a po kilku zwycięstwach może już straszyć jak dawniej.

Faworytem jest jednak Novak Djoković, który nie licząc dyskwalifikacji w US Open, jest w tym roku niepokonany. Niedawno wygrał na ziemnych kortach w Rzymie i wydawało się, że robi to bez wysiłku. Serb motywację ma podwójną: przerwać dominację Nadala i pokazać, że w Nowym Jorku stracił kontrolę na krótko i teraz przywraca naturalny porządek rzeczy.

Przyjechała Serena

W turnieju kobiet wysoko oceniane są szanse Rumunki Simony Halep (nr 1) i imponującej witalnością Wiktorii Azarenki (nr 10). Obie wygrały już w niedzielę swoje pierwsze mecze, a Białorusinka wykazała się przy okazji charakterem i odwagą i to wcale nie w starciu z rywalką Danką Kovinić, tylko z pogodą i sędziami.

Grały na korcie im. Suzanne Lenglen (tam nie ma dachu), było zimno, padał deszcz, a decyzji o przerwaniu spotkania obie nie mogły się doczekać. W tej sytuacji Azarenka zeszła z kortu, Kovinić poszła w jej ślady i wymusiły na arbitrze przerwanie meczu. Gdy przestało padać, Białorusinka wygrała 6:1, 6:2.

W turnieju kobiet największe zainteresowanie towarzyszy jednak Serenie Williams (nr 6), która właśnie skończyła 39 lat, w Nowym Jorku znów nie wygrała i pomimo wirusowych obostrzeń przyjechała do Paryża w pogoni za 24. wielkoszlemowym tytułem. Jej siostra Venus odpadła już w pierwszej rundzie, po porażce ze Słowaczka Anną Karoliną Schmiedlovą 4:6, 4:6.

Z czwórki Polaków w niedzielę nie grał nikt, wszyscy zaczną turniej w poniedziałek.

Magda Linette (nr 31) spotka się z kanadyjską juniorką Leylah Fernandez, Iga Świątek z ubiegłoroczną sensacyjną finalistką Czeszką Marketą Vondrousovą, Kamil Majchrzak z Rosjaninem Karenem Chaczanowem (nr 15), a Hubert Hurkacz (nr 29) z Amerykaninem Tennysem Sandgrenem, który zasłynął nie tylko swą grą, ale także poglądami politycznymi lekko na prawo od Ku Klux Klanu.

Turniej pokazuje Eurosport

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA