fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

US Open: Noc, jakich mało

Rafael Nadal wygrał 19. turniej wielkoszlemowy. O jedno zwycięstwo więcej ma tylko Roger Federer
Al Bello / Getty Images / AFP
Rafael Nadal po fantastycznym meczu i blisko pięciogodzinnej walce pokonał w Nowym Jorku Daniiła Miedwiediewa 7:5, 6:3, 5:7, 4:6, 6:4.

Po takich przeżyciach każdy, kto uznaje tenis za najwspanialszą sportową zabawę, utwierdza się w słuszności swego wyboru.

Nadal i Miedwiediew stworzyli w Nowym Jorku widowisko, którego długo nie zapomną widzowie z kortu im. Arthura Ashe'a i ci którzy, tak jak my musieli zarwać noc, by już nad ranem zobaczyć załzawione oczy Nadala zmęczonego jak rzadko i wzruszonego jak nigdy. Byliśmy przyzwyczajeni do łez Rogera Federera, gdy wygrywał i gdy przegrywał, ale Nadal tak otwarcie rozpłakał się po meczu pierwszy raz.

Gdy zgasło światło

Hiszpan wygrał 19. turniej wielkoszlemowy (czwarty raz US Open). Ma już na koncie tylko o jedno zwycięstwo mniej od Federera i czas najwyższy, by traktować ich podobnie, choć grają zupełnie inaczej. Federerowi oczywiście nikt nie odbierze maestrii, ale Nadal powinien dostawać więcej ciepła i szacunku za to, jak gra i jak zwycięża.

Na szczęście organizatorzy US Open, choć zapewne sukces Szwajcara byłby im bardziej na rękę z uwagi na pozasportową pozycję Federera, zachowali się wspaniale. Gdy przed ceremonią wręczenia nagród na największym korcie świata zgasło światło i na ekranie pojawiły się obrazy ze wszystkich wielkoszlemowych triumfów Nadala, Miedwiediew miał minę człowieka, który właśnie zrozumiał, z kim przegrał, choć nigdy w życiu nie grał lepiej.

A przecież niewiele brakowało, by ten mecz potoczył się zgodnie z rankingową logiką, by faworyt zwyciężył, a widzowie poszli do domu z przeświadczeniem, że był to wieczór, jakich wiele, gdy kończy się wielkoszlemowy turniej.

Nadal wygrał dwa pierwsze sety, nie wyprowadziły go z równowagi ostrzeżenia za przekroczenie czasu przeznaczonego na serwis, w trzecim prowadził 3:2 i miał szansę na kolejny break, ale posłał łatwą piłkę daleko w aut.

To był punkt zwrotny meczu – gdyby Hiszpan nie pozwolił Rosjaninowi odrobić straty, zapewne to spotkanie nie przeszłoby do historii jako wyjątkowe. Ale Nadal się pomylił i dostaliśmy prezent godny ostatniego w tym roku wielkoszlemowego finału.

Z taktycznego punktu widzenia najbardziej zaskakujące było to, jak wiele akcji aż do końca meczu kończyło się przy siatce. Oczywiście każdy przeciwnik Nadala wie, że nie można z nim grać na wyniszczenie, wdawać się w długie wymiany z głębi kortu, bo to jest woda, w której wojownik z Majorki czuje się najlepiej.

Ale z tej wiedzy zwykle niewiele wynika, bo Hiszpan jak mało kto umie minąć atakującego rywala. Miedwiediewowi wiele z tych ataków jednak przynosiło punkty, ośmielał się nawet iść do siatki przy drugim serwisie i zdobywał po tych akcjach punkty, a gdy batalia z głębi kortu okazywała się nieuchronna, wcale nie był w niej gorszy.

Rosjanin z klasą

Nadal nigdy nie przegrał wielkoszlemowego finału, w którym prowadził 2:0 w setach, tym razem był tego bliski (dla Miedwiediewa byłoby to pierwsze w karierze pięciosetowe zwycięstwo).

Po przegraniu czwartego seta Hiszpan wydawał się kompletnie wyczerpany, chyba pierwszy raz w karierze był też tak surowo karany za przekroczenie limitu czasu na serwis. Pomimo to jeszcze raz okazał się niezniszczalny. W secie piątym przy remisie 2:2 przełamał podanie rywala (choć Miedwiediew prowadził już 40:0), po chwili zrobił to po raz drugi i wygrał, padł na kort, długo leżał, a potem się rozpłakał. Widać było wyraźnie, że dojechał do sukcesu na resztce paliwa.

Miedwiediew może być z siebie dumny, bo choć przegrał, to jednak również dużo wygrał. Rosjanin trenujący od dawna we Francji na Lazurowym Wybrzeżu klasę pokazał także, gdy zamiast rakiety miał już w ręku mikrofon. Jeszcze raz wrócił do swego niemądrego zachowania w meczu z Feliciano Lopezem (ręcznik gniewnie odrzucony chłopcu i środkowy palec w górze, gdy publiczność zaczynała buczeć), wyraźnie dał do zrozumienia, że żałuje tego błędu.

Dzięki temu, gdy za rok wróci do Nowego Jorku, zapewne powitają go brawa, jak przystało na Amerykę, kraj, który podobno każdemu daje drugą szansę.

Czwarty do Karety?

US Open to ostatni wielkoszlemowy turniej roku, w którym po dwa zwycięstwa odnieśli Novak Djoković (Australian Open i Wimbledon) oraz Rafael Nadal (Roland Garros i US Open). Liderem rankingu ATP jest Serb, ale Hiszpan może go wyprzedzić, choć jesień w hali to nigdy nie był jego czas.

Djoković i Federer zakończyli start w US Open z kontuzjami, wkrótce przekonamy się, jak drogo pod względem fizycznym zapłaci za swój triumf Nadal. Gwiazdorzy – pomimo wieku, w którym do końca kariery jest już bliżej niż dalej – nie mają jednak powodów czuć się przesadnie zagrożeni.

Młodzi nie idą do przodu tak szybko, jak się spodziewano, kariery Alexandra Zvereva, Stefanosa Tsitsipasa i Dominika Thiema wyhamowały, Nick Kyrgios wciąż walczy z własnymi demonami i tylko Miedwiediew może powiedzieć, że miał w pełni udane lato. Jeśli jesienią nie zwolni, zachowa formę i zdrowie, może zostać czwartym w Karecie Asów, w której wciąż pewnie jadą Djoković, Nadal i Federer.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA