fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

US Open: Serena nie umie zdjąć klątwy

Bianca Andreescu za zwycięstwo dostała 3.850.000 dolarów
AFP
Kanadyjka Bianca Andreescu pokonała w finale Serenę Williams 6:3, 7:5. Kilka lat temu porażka Amerykanki byłaby sensacją, dziś już nią nie jest.

O tym, że 19-latka, której rodzice w poszukiwaniu lepszego życia przyjechali z Rumunii do Kanady, może w Nowym Jorku zajść daleko, mówili przed turniejem wszyscy komentatorzy. To była jedna z najszybszych podróży z nędzy do pieniędzy w historii tego sportu. W ubiegłym sezonie Andreescu odpadła w kwalifikacjach US Open (i w trzech pozostałych turniejach wielkoszlemowych również), a od poniedziałku będzie nr 5 kobiecego tenisa.

Zawdzięcza to charakterowi – potrzeba ogromniej dzielności serca, by pokonać Serenę Williams w finale w Nowym Jorku, turnieju dla Amerykanki najważniejszym, gdzie publiczność wspiera ją wyjątkowo.

Uznanie dla Andreescu jest tym większe, że tak naprawdę musiała wygrać ten mecz dwa razy. Gdy w drugim secie serwowała, prowadząc 5:1, mogła mieć poczucie, że wszystko co najważniejsze już się dokonało i za chwilę spokojnie dojedzie do mety. Nie wykorzystała jednak meczbola, pozwoliła Serenie odbudować wiarę i wydawało się, że ten mecz zaczyna się od nowa. Nic takiego nie nastąpiło, nastolatka okazała się lepsza od zawodniczki, która pierwszy wielkoszlemowy turniej wygrała, gdy jej nie było jeszcze na świecie.

Serenę podziwiać można przede wszystkim za to, jak zniosła kolejną porażkę w wielkoszlemowym finale (ta była już czwarta z rzędu). Ani jednym gestem czy słowem – w przeciwieństwie do ubiegłego roku, gdy w US Open przegrała z Naomi Osaką – nie dała poznać, że jest sfrustrowana czy wręcz upokorzona. Tylko ludzie jej najbliżsi wiedzą, jak zachowała się w szatni, gdy została sam na sam z tą porażką, która sprawia, że dążenie do wyrównania rekordu wielkoszlemowych zwycięstw Australijki Margaret Court (24) wdaje się dla niej klątwą. Publicznie powiedziała, że nie goni za tym rekordem, chce po prostu dobrze grać w tenisa, ale smutek na twarzach jej teamu po porażce (siostra Venus wyglądała, jakby za chwilę miała się rozpłakać) świadczy, że zdjęcie tej klątwy jest jednak ważne, że wysiłek, który Serena podjęła, by po urodzeniu dziecka wrócić na szczyt, bez wielkoszlemowego triumfu pozostanie frustrujący. Czy 37-letniej Amerykance wystarczy siły woli, by próbować dalej?

Pomimo oszałamiającego roku raczej nie można powiedzieć, że bez wątpienia przyszłość należy do Andreescu. Oczywiście ma talent i charakter, ale w ostatnim czasie to samo pisano o Jelenie Ostapenko, o Madison Keys i Sloane Stephens, o Ashleigh Barty i przede wszystkim o Naomi Osace, gdy wygrała dwa Wielkie Szlemy z rzędu. Na razie jednak nic nie wskazuje, by któraś z nich została supergwiazdą jutra. Dlatego Serena w każdym turnieju, do którego się zgłosi, wciąż będzie faworytką i być może to sprawi, że jeszcze się z tenisem nie pożegna. Tego samego nie można już chyba napisać o Marii Szarapowej.

Sformułowanie, że w kobiecym tenisie władza leży na ulicy, nie jest chyba wielką przesadą, co stwarza szansę dla takich jak Andreescu, Barty i oby także dla Igi Świątek. Nasza najlepsza tenisistka najważniejsze zadanie na ten rok wykonała, jest w światowej czołówce, może grać bez eliminacji w Wielkich Szlemach, ale to oznacza, że myślenie: „jestem młoda i mam czas", nie może jej już usprawiedliwiać po porażkach. Ten etap Polka ma za sobą. Teraz będą oczekiwania, coraz większe i uzasadnione wielkim talentem, ale do tego trzeba jeszcze dołożyć charakter taki jak Andreescu. Miejmy nadzieję, że Iga z Warszawy też go kiedyś pokaże na największym korcie świata.

> Finał debla mężczyzn: J.S. Cabal i R. Farah (obaj Kolumbia, 1) – M. Granollers (Hiszpania) i H. Zebalos (Argentyna, 8) 6:4, 7:5

> Finał miksta: B. Mattek-Sands (USA) i J. Murray (Wielka Brytania) – H. Chan (Tajwan) i M, Venus (Nowa Zelandia, 1) 6:2, 6:3.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA