fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Kamil Majchrzak. Daleko od szosy

Polska rakieta nr 2 - Kamil Majchrzak. W światowym rankingu wyżej od niego jest tylko Hubert Hurkacz
EAST NEWS
Kamil Majchrzak wreszcie znalazł drogę do sukcesów. Przepis wygląda znajomo: dużo pracy, cierpliwości i wiary oraz niepokorny trener.

Dwa wygrane mecze w eliminacjach, szczęśliwa przepustka do gry w turnieju głównym US Open 2019, potem dwa pięciosetowe zwycięstwa i porażka z Grigorem Dimitrowem w trzeciej rundzie – tak wygląda początek tej nowej drogi.

Kariera Majchrzaka powinna dodać wiary wszystkim, którzy daleko od głównych szos zaczynają przebijanie piłki nad siatką. Kamil z bloku w Piotrkowie Trybunalskim zaczynał bardzo zwyczajnie – miał osiem lat, chodził do podstawówki, w której jego mama uczyła informatyki.

Korty były obok, trener Wiesław Kozica miał grupę początkujących, wziął chłopaka przyprowadzonego przez mamę, pokazał technikę i już po miesiącu wiedział, że młodemu Majchrzakowi tenis pasuje, choć na pierwszy rzut oka sylwetka młodego człowieka wydawała się wtedy zbyt okrągła.

Drugi etap zaczął się pod koniec 2008 r., gdy Kamil, wówczas nr 10 w rankingu polskich 12-latków, zmienił trenera. Poszedł do Prywatnego Klubu Tenisa Ziemnego Winner Macieja Wściubiaka. Umowa była następująca: pół roku na próbę, potem dalsze decyzje. Po sześciu miesiącach trener Wściubiak wiedział, że warto przedłużyć współpracę.

Pracowali siedem lat. Przeszli to, co przechodzi większość młodzieży, która ma w Polsce ambicje tenisowe: trudy godzenia nauki ze sportem, poszukiwania kortów w miarę blisko domu i pieniędzy na niezbędne wydatki.

Z nauką szło z początku w miarę dobrze, w podstawówce Kamil dawał radę, problemy zaczęły się w gimnazjum. Często wyjeżdżał, opóźnienia w nauce rosły, treningi to była mordęga – gdy Kamil zaczynał grę, w Piotrkowie nie było kortów krytych, choćby pod balonem, trzeba było jechać dwie godziny autobusem do Pabianic lub Łodzi, powroty wypadały koło północy. Nawet gdy w mieście rodzinnym pojawił się tenisowy balon, to grać chciało wielu. Po dwóch latach Kamil się poddał.

Pomocna okazała się Sopocka Akademia Tenisowa i kształcenie przez internet. Trzy dni konsultacji raz na dwa miesiące w Sopocie połączone z treningami kadry juniorskiej, reszta to nauka w domu. Tak zrobił maturę i zdobył odrobinę czasu na prywatne życie.

Z pieniędzmi też była polska norma: najpierw płacili rodzice, trochę dał Polski Związek Tenisowy, gdy coś jeszcze zostało z programu Prokomu, potem miał szczęście być w grupie młodych zdolnych sponsorowanych przez firmę Siemens.

Tytuły krajowe zdobywał często, w 2013 r. wygrał na Florydzie prestiżowy turniej juniorski Eddie Herr, zagrał w singlowym ćwierćfinale Australian Open, w deblu z Martinem Redlickim wygrali US Open 2013, ma medale Olimpijskiego Festiwalu Młodzieży, indywidualnych i drużynowych mistrzostw Europy. W klasyfikacji ITF był siódmym juniorem na świecie. Wcześnie próbował grać w turniejach zawodowych i też nie było źle, choć z wygranych meczów na poziomie ITF wyżyć się nie da.

Przyszła kolejna zmiana trenera – Macieja Wściubiaka zmienił w 2014 r. na trzy lata Jakub Ulczyński, kiedyś prowadzący Jerzego Janowicza. Między seniorów Kamil Majchrzak wchodził z opinią gracza wytrzymałego, ale zbyt defensywnego jak na wymogi współczesnego tenisa.

Przeniósł się do Łodzi, bo treningi i życie na walizkach jednak zmusiły go do pobytu w dużym mieście. Od dwóch lat pracuje z Tomaszem Iwańskim, byłym reprezentantem Polski, który jako zawodowiec może nie osiągnął wiele (w szczycie nr 568 rankingu singlowego ATP; nr 317 deblowego), ale na pewno to trener niebanalny, z własnym zdaniem i osiągnięciami w tenisie kobiecym (szkolił m.in. Rosjankę Nadię Pietrową w latach największych sukcesów).

Spotkali się w trudnym czasie szukania przez Kamila sensownej drogi rozwoju. Nowy trener zaczął od twardej krytyki efektów pracy poprzedników, ale w Majchrzaka uwierzył i pomógł znaleźć pieniądze. Gdy doszedł grant z ITF oraz fundusze z ministerialnego programu Team 100, można było budować przyszłość. Wyszło, jak pokazują wyniki w 2019 r. i ranking ATP: dwa wygrane challengery, w lipcu upragniony awans do pierwszej setki świata (wedle ostatnich wyliczeń po US Open Majchrzak będzie miał nr 82). No i US Open 2019, gdy los pokazał, że lucky loser bywa też szczęśliwym zwycięzcą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA