fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wimbledon: Wielkie spełnienie marzeń

Adrian DENNIS / AFP, Glyn KIRK / AFP
Novak Djoković pokonał w finale Matteo Berrettiniego 6:7 (4-7), 6:4, 6:4, 6:3. To dwudzieste wielkoszlemowe zwycięstwo Serba i trzecie w tym roku. Turniej kobiet wygrała Ashleigh Barty.

Wielki finał męski zakończył się jak w znanym, choć zmodyfikowanym powiedzeniu Gary’ego Linekera o niemieckich piłkarzach: „Grają wszyscy, a na końcu wygrywa Novak”. Niewiele wyszło z zapowiedzi, że będzie to skuteczna walka młodego pokolenia ze starym, że włoski serwis zwycięży serbski return, że Matteo Berrettini dorósł do pierwszej wygranej w Wielkim Szlemie.

Na tle zdyscyplinowanego i niezmiennie wszechstronnego tenisa Djokovicia, ataki Włocha wydały się zbyt schematyczne, zestaw narzędzi do pokonania mistrza zbyt ubogi. Serb od dawna nie kryje przed światem wielkich ambicji, które dwudzieste zwycięstwo wielkoszlemowe, czyli dorównanie Rogerowi Federerowi i Rafaelowi Nadalowi, wcale nie wyczerpuje. 

W Wimbledonie zaczął realizację śmiałych marzeń w 2005 roku od przegrania kwalifikacji – w trzeciej rundzie pokonał go Francuz Sebastian Grosjean. Szesnaście lat i sześć wygranych turniejów wimbledońskich później Djoković nadal mówił w Londynie: – Wielkie Szlemy są dziś mą największą motywacją do kontynuowania kariery. Chcę wygrać tyle turniejów, ile będę mógł. 

To może także oznaczać, że serbski mistrz po dogonieniu rywali z Wielkiej Trójki może w mierzyć w rekord absolutny, w przegonienie Margaret Court (24 tytuły), Sereny Williams (23) i Steffi Graf (22). W niedzielę dostaliśmy potwierdzenie, że jest to możliwe. 


 

Po ostatnim sukcesie Novak Djoković ma też trzy wygrane tytuły wielkoszlemowe w tym roku. Wygrana jesienią w Nowym Jorku oznacza klasyczny Wielki Szlem, osiągnięcie, które po raz ostatni tenisowy świat podziwiał w 1969 roku w wykonaniu Roda Lavera. Wcześniej zdarzyło się to jeszcze cztery razy, w 1962 (Laver), 1956 (Lew Hoad), 1938 (Don Budge) i 1933 roku (Jack Crawford). Jeśli komuś mało, to Serb zapewne spróbuje powtórzyć to, co zrobiła tylko Steffi Graf – do czterech tytułów Wielkiego Szlema dorzuciła w 1988 roku piąty – złoty medal olimpijski w singlu.

W tym niedzielnym finale tylko pierwszy set mógł przynieść jakiekolwiek zwątpienie w moc mistrza. Matteo Berrettini odrobił początkową stratę i dzięki potędze serwisu wygrał tie-break. To był jedyny powód, by młody Włoch miał wiarę, kiedyś znajdzie się na miejscu Novaka. Potem mecz zamienił się w dość atrakcyjne, ale jednak odrobinę jednostronne widowisko, z rolą wiodącą tylko jednego tenisisty. 

– Z pewnością na początku meczu byłem nieco bardziej nerwowy, niż zwykle, ale po pierwszym secie poczułem ulgę. Miałem start za sobą, przed sobą chęć gry na moich zasadach. Od razu poszło mi lepiej. Zacząłem kontrolować spotkanie. Gra przeciw takiemu silnemu fizycznie tenisiście to oczywiste wyzwanie, returny nie były łatwe, ale czułem swe szanse w wymianach. Jeśli miałbym wymienić tylko jedną cechę, którą najbardziej udoskonaliłem poprzez 15 lat rywalizacji z Rafą i Rogerem, to powiedziałby, że jest to zdolność do radzenia sobie z presją – mówił Djoković podczas konferencji prasowej, gdy już odbył wszystkie ceremoniały i oddał złocisty puchar do wimbledońskiego muzeum. 

Na pytanie natury zasadniczej – czy już uważa się za największego tenisistę w historii rzekł: – Tak, uważam się za największego i w to wierzę. Gdybym tak nie uważał, to nie mówiłbym z taką wiarą o wygrywaniu kolejnych turniejów i pisaniu historii tenisa. 

Trochę inne wrażenia i słowa zostały po sobotnim finale kobiecym, w którym grały Ashleigh Barty i Karolina Pliskova. Już po półfinale obie mogły czuć się spełnione, wimbledońskiego finału na korcie centralnym nie przeżywała wcześniej żadna z nich. Mecz zostanie zapamiętany nie tylko dlatego, że Barty wygrała po dekadzie od zwycięstwa juniorskiego w 2011 roku, że nosząc stosowny ubiór przywołała wspomnienie dawnych australijskich sukcesów Evonne Goolagong Cawley, że jest liderką rankingu, która umie udowodnić swe umiejętności.

Finał pań to było przede wszystkim wielkie spełnienie odrodzonych marzeń dziewczyny spod Brisbane, która w dekadzie dzielącej wimbledońskie sukcesy przeżywała załamanie psychiczne, pożegnała na kilkanaście miesięcy tenis, potem zmieniła dyscyplinę na krykiet, także golf. Wróciła i weszła na szczyt kobiecej rywalizacji, najpierw wygrywając w Paryżu (2019), teraz w Londynie. 

Australia ma powody, by gratulować tenisistce, której sposób bycia i wygrywania daleki jest od gwiazdorstwa. Nawet gratulacje od Roda Lavera, Cathy Freeman, Kylie Minogue, Hugha Jacksona i innych bardzo znanych rodaków oraz wielki dziękczynny bilboard w centrum Melbourne nie zmieni mistrzyni, która po twardej walce umie się spłakać na korcie, a zaraz potem chwalić rywalkę i świat dookoła. W sali konferencyjnej rzekła do dziennikarzy: –  Próbuję żyć zgodnie z zasadami wpojonymi przez rodziców. To znaczy, że bardziej ważne jest dla mnie bycie dobrą osobą, niż dobrą tenisistką. To zawsze jest mój priorytet.

Ujawniła także mała tajemnicę – jej ekipa z troski o nastawienie psychiczne Ashleigh Barty nie powiedziała jej całej prawdy o kontuzji odniesionej w Paryżu. – To była kontuzja do wyleczenia w dwa miesiące, ja miałam niecały miesiąc, ale o tym nie wiedziałam. Pracowałam normalnie i dziś mogę powiedzieć, że to, iż byłam w stanie zagrać w Wimbledonie i nie czułam żadnego bólu, było czymś w rodzaju cudu – powiedziała. 

Za rok Wimbledon znów trochę się zmieni. Będą mecze w środkową niedzielę, zniknie Manic Monday, być może uda się rozegrać turniej kwalifikacyjny już po drugiej stronie Church Road, na nowych, powiększonych terenach All England Lawn Tennis Club. Nie zmieni się trawa, pozostaną truskawki, białe stroje i wszelkie inne atrakcje. Pozostanie także polska tęsknota, by Iga Świątek, Hubert  Hurkacz i inni odrobili tegoroczną, całkiem udaną lekcję. Za kilkanaście dni zaś rozpoczyna się turniej olimpijski z udziałem mistrzyń i mistrzów Wimbledonu oraz polskiej szóstki, chciałoby się napisać – grającej na medal.

Wimbledon 2021 – finały

Mężczyźni: N. Djoković (Serbia, 1) – M. Berrettini (Włochy, 7) 6:7 (5-7), 6:4, 6:4, 6:3

Kobiety: A. Barty (Australia, 1) – K. Pliskova (Czechy, 8) 6:3, 6:7 (4-7), 6:3

Debel mężczyzn: N. Mektić, M. Pavić (Chorwacja, 1) – M. Granollers, H. Zeballos (Hiszpania, Argentyna, 4) 6:4, 7:6 (7-5), 2:6, 7:5

Debel kobiet: S. W. Hsieh, E. Mertens (Tajwan, Belgia, 3) – W. Kudermietowa, J. Wiesnina (Rosja) 3:6, 7:5, 9:7

Mikst: N. Skupski, D. Krawczyk (W. Brytania, USA, 7) – J. Salisbury, H. Dart (W. Brytania) 6:2, 7:6 (7-1)  

Juniorzy: S. Banerjee (USA) – V. Lilov (USA) 7:5, 6:3

Juniorki: A. Mintegi Del Olmo (Hiszpania) – N. Schunk (Niemcy) 2:6, 6:4, 6:1

> finały

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA