fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wimbledon: Powrót namiętności

Serena Williams wygrywała Wimbledon siedem razy – ostatnio w 2016 roku
AFP
Simona Halep i Serena Williams równie łatwo awansowały do sobotniego finału Wimbledonu. W piątek powtórka z klasyki: Roger Federer – Rafael Nadal.

Mecze półfinałowe pań zapewne odrodzą dyskusję na temat równości płac w tenisie, ale to nie wina tych lepszych, że są mocne. Pani Williams pokonała Barborę Strycovą 6:1, 6:2, panna Halep – Elinę Switolinę 6:1, 6:3.

Ukrainka była raz w finale Wimbledonu, w rozgrywkach juniorek w pamiętnym dla nas 2012 roku (gdy Agnieszka Radwańska walczyła o tytuł z Sereną Williams), przegrała decydujący mecz z Eugenie Bouchard. Nie zagra na razie w finale dorosłych mistrzyń rakiety, bo Halep od początku do końca meczu była szybsza, sprytniejsza i bardziej waleczna.

Można, cytując złośliwych angielskich dziennikarzy, napisać, że w drugim półfinale 37-letnia matka gładko pokonała 33-letnią rozwódkę, ale nie ma żadnego powodu, by tak traktować wimbledońskie mecze Barbory Strycovej.

Warto było trenować

Fakt – mecz z Sereną jej nie wyszedł, ciśnienie było za duże, lecz kiedy przypomni się dziewczynę, która w latach juniorskich często wygrywała z młodszą o rok Rosjanką o nazwisku Szarapowa, a potem ważne tytuły umykały jej przez lata, to trzeba cenić, że w końcu zaszła wysoko i mogła powiedzieć, grając w pierwszym wielkoszlemowym półfinale singlowym: – Ten turniej pokazał mi, że mogę wygrać ze sobą, z moim charakterem i emocjami. Długo to trwało, ale nawet dla półfinału z Sereną warto było 27 lat trenować tenis.

Dzień finału kobiecego Simona Halep – Serena Williams to sobota. Pytania o faworytkę są niepotrzebne, dotychczasowy bilans finalistek: 9-1 dla Amerykanki. – Sądzę, że mecz z Sereną to fantastyczna sprawa. Wygrasz: zwycięstwo jest bardziej słodkie, przegrasz: możesz spokojnie wyczekiwać następnej okazji. To niezła pozycja – powiedziała Rumunka.

Nauka poruszania po trawie

W drugi wimbledoński piątek kibice na korcie centralnym najpierw zobaczą mecz Novaka Djokovicia z Roberto Bautistą Agutem. Zwycięzca jest wskazywany od dawna, nie jest to ambitny tenisista z Castellon de la Plana, czyli z przedmieść Walencji.

Hiszpan, z szacunkiem należnym liderowi rankingu i obrońcy tytułu, ma powody, by być umiarkowanym optymistą. – W moim pierwszym klubie grało się tylko na kortach ziemnych, byłem mały, miałem za ciężką rakietę, nie umiałem nadać piłce silnej rotacji, od zawsze grałem więc płasko. Tak mi zostało. Lubię uderzać piłkę wcześnie, tuż po odbiciu, lubię długie wymiany, takie jak z Novakiem. Przez lata nauczyłem się w końcu poruszania po trawie, poprawiłem umiejętności potrzebne w Wimbledonie – mówił Bautista Agut. Nie musiał dodawać, wszyscy pamiętają, że w tym roku pokonał Djokovicia dwa razy, w Dausze i Miami.

Po Serbie i Hiszpanie wyjdą na kort Rafael Nadal i Roger Federer. Zagrają po raz 40., ale w Wimbledonie dopiero trzeci raz. Ostatni ich mecz, w finale w 2008 roku, był jednym z najsławniejszych, może nawet najlepszych w historii turnieju: pięć fascynujących setów, niebywała dramaturgia wzmacniana przez zapadające ciemności (dachu i świateł wtedy nie było) i pierwsza wielka wygrana na trawie mistrza z Manacor.

Kapelusze z głów

Właściwie od tego czasu wszyscy czekali na równie ekscytującą powtórkę, niekiedy Roger i Rafa potrafili zbliżyć się do tamtych chwil, ale miejsca i okoliczności były inne, więc i smak nie ten. Po jedenastu latach znów staną naprzeciwko siebie, znów sławny tenisowy stadion podzieli namiętności.

– Oczywiście, że to ekscytująca sprawa. Ten półfinał wiele dla mnie znaczy, dla Federera prawdopodobnie też. Zagram z najlepszym tenisistą w historii, najlepszym na tej nawierzchni, i muszę odbijać piłki najlepiej jak umiem, jeśli chcę mieć szansę na finał. To wszystko. Możliwości takiej rywalizacji są z roku na rok coraz mniejsze, ale wciąż są – mówił Nadal.

– Będzie trudno. Świetnie wiemy, że Rafa nie jest wyłącznie specjalistą od gry na kortach ziemnych. Mogę tylko przypomnieć, że z roku na rok grał na trawie coraz lepiej i trochę inaczej. Poprawił serwis, znacznie szybciej zdobywa punkty. Tak, wiem wszystko o jego grze, on o mojej też, myślę, że nie muszę nikomu wymieniać jego zalet i słabości – dodał Federer.

Niezależnie od tego, jakie będą wyniki półfinałów, już zdjęto kapelusze z głów przed wielką trójką. W półfinałach Wimbledonu, wbrew pozorom, nie tak często zjawiali się w komplecie – ostatnio tak było w 2007 roku.

W niedzielę o tytuł zagrają mężczyźni i zaczną się końcowe oceny. Niektóre laurki już są wystawione, dostał taką kończący w grudniu tego roku pracę przewodniczący All England Lawn Tennis Club 63-letni Philip Brook. Były aktuariusz z Wakefield w Yorkshire przekaże obowiązki byłemu prawnikowi z firmy Freshfields, 72-letniemu Ianowi Hewittowi.

Pan Brook zostawi Wimbledon w doskonałym stanie, z jeszcze lepszymi perspektywami. Za jego kadencji korty zyskały drugi ruchomy dach, uczestnikom odpadającym w pierwszej rundzie singla podniesiono wypłaty z 11 do 45 tysięcy funtów, Church Road stała się wewnętrzną ulicą turnieju, bo klub kupił (w istocie wziął w wieczystą dzierżawę) wielkie pole golfowe Wimbledon Park Golf Club po drugiej stronie jezdni.

To między innymi z inicjatywy pana Brooka sezon tenisowy na trawie został wydłużony do siedmiu tygodni, a wszystkie święte tradycje Wimbledonu, takie jak nieskazitelna biel strojów (także pod spodem daszków), zostały mocno ugruntowane.

Przewodniczący w ostatnim słowie do dziennikarzy rzekł, że zostawia śmiałe plany, w których jest mowa o możliwym przeniesieniu Church Road pod ziemię lub na wiadukt, o rozbudowie, która umożliwi przeniesienie eliminacji z Roehampton na teren klubu, o powiększeniu kortu nr 2 (by dorównać temu w Melbourne), wreszcie o stworzeniu nowego przystanku metra Wimbledon Park tuż obok granicy obiektu.

Statua Murraya

Philip Brook powiedział także, że w Wimbledonie stanie obok pomnika Freda Perry'ego także statua Andy'ego Murraya, za znane zasługi dla brytyjskiego tenisa, tyle że wypada poczekać, aż Szkot skończy karierę – artysta i kształt rzeźby nie są zatem znane.

Nie będzie tylko nazywania głównych kortów nazwiskami legend tenisa, tej tradycji Wimbledon nigdy nie przyswoi. Jak głoszą napisy widoczne na klubowych ścianach i ogrodzeniach, Wimbledon jest i zawsze będzie „future-proof", czyli odporny na przyszłość.

Kobiety – 1/2 finału: S. Williams (USA, 11) – B. Strycova (Czechy) 6:1, 6:2; S. Halep (Rumunia, 7) – E. Switolina (Ukraina, 8) 6:1, 6:3.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA