fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Hubert Hurkacz nie zagra w finale Wimbledonu

AFP
Polski tenisista przegrał mecz półfinałowy z Włochem Matteo Berrettinim 3:6, 0:6, 7:6 (7-3), 4:6.

Rozsądek podpowiadał, że Matteo Berrettini, który w ostatnich latach zmienił się z wiotkiego młodzieńca w atletę kategorii co najmniej półciężkiej, ma serwis, który może dorównać, a nawet przewyższyć podanie Huberta Hurkacza. Także potężne strzały forhendowe w pięciu poprzednich meczach Włocha budziły niemały respekt przeciwników. Inne zalety też wymieniano: dynamikę, rosnącą z meczu na mecz dojrzałość i dobre rozumienie gry na trawie.

Gdy wyszli na kort centralny w piątkowe popołudnie dość szybko okazało się, że to wszystko prawda. Równa walka trwała najpierw do połowy pierwszego seta, ale przy remisie 3:3 zaczął się kryzys Polaka, a właściwie połączenie tego kryzysu z rosnącą pewnością siebie rywala.

Dwa sety przemknęły szybko, stanowczo za szybko jak na polskie marzenia o finale Wimbledonu. Powody były widoczne – na serwis, spokój i szybkość Berrettiniego nie było skutecznych odpowiedzi Hurkacza, odrobina szczęścia przy piłkach uderzających w górę siatki też się rywalowi przydała, ale nie to decydowało o wyniku.

Przy stanie 3:6, 0:6 nie gra się łatwiej, lecz polski tenisista westchnął głeboko, włożył białą czapkę i pokazał rzadką w tenisie zdolność mobilizacji w tak trudnych chwilach. Zebrał się na tyle, że zaczął trzeciego seta dobrze, do stanu 3:3 szli równo, widać było więcej ataków Hurkacza przy siatce, kolejny remis 4:4 dawał wreszcie nieśmiałą nadzieję na zmianę sytuacji na korcie. Publiczność kortu centralnego też zaczęła dyskretnie wspomagać Polaka.

Przy stanie 5:4 dla Berrettiniego serwował Polak, było 40-40, tylko dwie wygrane piłki od półfinału dla Włocha. Hurkacz posłał asa, dopiero drugiego w meczu, lecz po minucie przyszła chwila, że znów była równowaga. Hubert wytrwał, wyszarpał remis 5:5. Tie-break był już blisko, choć dotrzeć do niego też nie było łatwo. W tie-breaku Polak wreszcie zagrał znakomicie, tak jak z Miedwiediewem i Federerem. Wygrał.

Na trybunach pojawiły się hasła: „Hur-cules" i „Go HuHu" (HuHu wydaje się powoli wypierać Hubiego), w loży włoskiego tenisisty trener Vincenzo Santopadre wydawał się nieco zdenerwowany, dziewczyna – Australijka z Chorwacji Ajla Tomljanovic także. Czwarty set zaczął się jednak od przełamania serwisu Hurkacza. Opowieść o pierwszym męskim półfinale Wimbledonu'2021 nie skończyła się w tej chwili, ale szkic włoskiego sukcesu został nakreślony.

Pierwszą piłkę meczową Polak obronił wygrywającym serwisem przy stanie 3:5, potem jednak serwował rywal, miał w meczu skuteczność pierwszego podania ponad 80 procent i ten nakaz statystyczny obowiązywał także w ostatnim gemie.

Nigdy wcześniej nie było Włocha w finale Wimbledonu, nigdy nie było Polaka. Matteo Berrettini pierwszy napisał tę historię, nie traćmy nadziei, że przyjdzie kolej na Huberta Hurkacza. Należy oddać jednak Włochowi, że nic nie stracił z mocy tenisa w półfinale, już wiadomo, że awansuje w klasyfikacji ATP. Może nie grał nadzwyczaj błyskotliwie, artyzm w tym meczu nie grał dużej roli, tylko silna głowa kierująca silną prawą ręką.

Tłumaczenie tego sukcesu nie musi być skomplikowane. Trener Santopadre mówił jeszcze przed meczem, że jego tenisista dojrzał jako zawodnik i jako człowiek. To, co osiągnął, jest wynikiem wytrwałości, kultury pracy i chęci doskonalenia się. Ciąd dalszy nastąpi w niedzielnym finale, o 15. czasu polskiego, z Novakiem Djokoviciem lub Denisem Shapovalovem.

– Nie mam słów, potrzebuję chyba kilku godzin, by dotarło do mnie to, co to się wydarzyło. Cała rodzina jest tu ze mną, bliscy i ekipa. Chyba nigdy nie marzyłem o finale Wimbledonu, bo to była dla mnie zbyt wielka sprawa. Czułem się dziś mocniejszy, w trzecim secie także, ale trudno, stało się, pomyślalem, będę walczył dalej. Chyba będę oglądał drugi półfinał, ale życzę obu rywalom powodzenia. Finał będzie najważniejszym dniem mej kariery. Jestem teraz porównywany z włoską drużyną piłkarską, już mam w związku z tym gęsią skórkę... – mówił zwycięzca.

Hubert Hurkacz wyjeżdża z Londynu jako drugi Polak, który grał w półfinale Wielkiego Szlema, może dla świata to mało, dla polskiego tenisa bardzo dużo. Premia będzie niemała (485 tys. funtów szterlingów), rankingowe zyski będą niemałe (awans na 11. miejsce wygląda dobrze), świadomość, że grało się w najlepszej wimbledońskiej czwórce też ma znaczenie. To nie koniec wielkoszlemowych marzeń najlepszego polskiego tenisisty, to początek.

Mężczyźni – 1/2 finału: M. Berrettini (Włochy, 7) – H. Hurkacz (Polska, 14) 6:3, 6:0, 6:7 (3-7), 6:4.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA