Tenis

Agnieszka Radwańska: Jest lepiej

AFP
Nie spodziewam się fajerwerków, ale jest lepiej - mówi najlepsza polska tenisistka po pierwszym meczu w Wimbledonie 2017

Przypomniał się pani stary, dobry Wimbledon?

Agnieszka Radwańska: Oczywiście, miło być tu znów, zwłaszcza po tych trudnych poprzedzających tygodniach. Teraz każdy mecz, który wygrywam, daje mi mnóstwo radości.

– Sądzi pani, że właśnie tu zacznie się zwrot w tym nieudanym roku?

Oczywiście. Miałam poważne problemy ze stopą, przeszłam choroby wirusowe, miesiącami nie czułam się dobrze.

Bardziej cierpiałam z powodu stanu zdrowia, niż z powodu porażek na korcie. Teraz każdy mecz się liczy, trawa to nawierzchnia którą lubię. Mam więc nadzieję na postęp, choć nie miałam odpowiednich przygotowań.

– Coś pani wciąż dolega?

Nie, ale jak mówiłam, niewiele robiłam ostatnio. W Eastbourne na dobrą sprawę chyba nie powinnam była grać. Każdy trening niesie poprawę, lecz daleko mi do 100 procent formy. Teraz jestem po prostu szczęśliwa, że jestem w Wimbledonie, gram i choć pierwszy mecz kosztował mnie wiele energii, to przynajmniej go wygrałam. Do pełni dyspozycji jest mi wciąż daleko.

– Poczuła pani ulgę, że przynajmniej duch walki wrócił?

Tak, oczywiście. Jeśli ma się zdrowie i można grać to już jest dobrze. Grałam wprawdzie dwa sety, które odczułam jak pięć, to nie jest przyjemna sprawa, lecz przynajmniej wiem, jak to jest walczyć praktycznie bez przygotowania.

Trzy sety z Janković, to naprawdę byłoby za dużo?

Nie wiem, czy bym je przeżyła. Na szczęście pierwszy okazał się kluczowy, Jelena miała parę szans, dwa razy serwowała, by wygrać. Obie wcześniej serwowałyśmy tak, że mogłyśmy się przełamywać, więc gdy dostałam szanse, starałam się je wykorzystać, przynajmniej pogonić rywalkę po korcie. W drugim secie coś w niej puściło i dla mnie było z górki. Chyba Janković fizycznie uległa, miała dość.

Każdy kolejny mecz ma znaczenie?

Na pewno. Nie było ich przecież dużo, chciałabym w końcu odzyskać meczowy rytm.

Pocieszy nas pani, że w porównaniu z Eastburne jest lepiej?

W Eastbourne chciałam po prostu potrenować, to była moja decyzja, ale grałam tak, jakby w ogóle mnie tam nie było. Spóźniona, bez wyczucia, bez siły rąk i nóg. Pogoda też nie pomagała. Teraz z dnia na dzień jest lepiej. Skutki wirusa są mniejsze. Nie spodziewam się fajerwerków, ale jest lepiej.

— w Londynie wysłuchał Krzysztof Rawa

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL