fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Sławny Nicola Pietrangeli w Warszawie

Fotorzepa/ Krzysztof Rawa
Był dwukrotnym mistrzem Roland Garros, kapitanem drużyny, która zdobyła Puchar Davisa, świetnym tenisistą lat 50. i 60., ale także wielkim miłośnikiem pełni życia, przyjacielem Marcello Mastroianniego i głów koronowanych. Sławny Nicola Pietrangeli pojawił się w krótką wizytą w stolicy.

Ma 86 lat, rocznik 1933, ale forma wciąż godna zazdrości. Kiedy wysłuchał fragmentu biografii „C'era una volta il tennis. Dolce vita, vittorie e sconfitte di Nicola Pietrangeli" („Dawno temu był tenis. Słodkie życie, zwycięstwa i porażki Nicoli Pietrangeliego"), jaką kilka lat napisała Lea Pericoli, kiedyś niezła tenisistka, potem znana prezenterka telewizyjna i dziennikarka, skomentował: – W tych słowach podoba mi się wszystko poza zdaniem, że był jednym z najlepszych, nie najlepszym...".

Życie miał niezwykłe. Urodzony w Tunisie, syn rosyjskiej arystokratki (w domu mamy mówiono tylko po rosyjsku i niemiecku) i Włocha, po wielu tułaczych przygodach znalazł się w Rzymie, gdzie zachęcany przez ojca Gulio zaczął trenować piłkę nożną i tenis. Do 19. roku życia był, jak twierdzi, nawet lepszym piłkarzem, grał w barwach Lazio, ale zesłanie do drużyny rezerw obudziło w nim tenisowego lwa.

Wygrał w sumie 66 turniejów singlowych, chwalili go wszyscy współcześni mówiąc o ogromnym naturalnym talencie, swobodzie i stylowej grze, ale także o wielkim przywiązaniu do kolorowego życia poza kortem. Taki był – zaangażowany w sport, ale zawsze z hasłem „kobiety, wino i śpiew" na ustach.

– Wiele razy słyszałem: wygrałbyś o wiele więcej, gdybyś poważnie traktował treningi. Równie poważnie zawsze odpowiadałem: ale bawiłbym się znacznie gorzej – powiedział bohater spotkania.

Jak na taką postawę zdobył w tenisie wiele: ma dwa tytuły wielkoszlemowe w Paryżu (1959 i 1960) i jeszcze dwa finały (wygrał także paryski finał debla w 1959 r.), półfinał Wimbledonu, mnóstwo wygranych turniejów od końca lat 50. do początku 70.

Nie chciał zostać zawodowcem, odmówił Jackowi Kramerowi gry w jego „Cyrku", bo chciał grać w Pucharze Davisa, do dziś jest rekordzistą świata w liczbie spotkań: 164 (120 wygranych). Dwa razy walczył o Srebrną Salaterę w finale (1960 i 1961), dwa razy Włosi przegrali wówczas z Australijczykami, ale jako kapitan poprowadził reprezentację w 1976 roku do jedynego zwycięstwa – 4:1 nad Chile.

Grał też z Polakami, przede wszystkim wspominał bardzo ciepło Władysława Skoneckiego, którego znał z meczów daviscupowych i tych na Riwierze. Podczas prowadzonego przez red. Tomasza Tomaszewskiego spotkania w Warszawie popłynęły zatem relacje gości, niekiedy świadków meczów włosko-polskich.

W Pucharze Davisa bilans Polska – Włochy wynosi 0:9, w dużej części dzięki talentowi Nicoli Pietrangeliemu. Był w reprezentacji w roku 1956 (5:0 w Warszawie, 1957 (4:1 w Palermo) i 1958 (4:1 ponownie w Warszawie). Droga Włochów po Puchar Davisa w 1976 roku też zaczęła się od wygranej 5:0 z Polską we Florencji.

Nicola Pietrangeli skończył karierę singlową w 1974 roku, był po czterdziestce, miał wtedy nr 271. w rankingu ATP. Jeszcze w 1977 roku pojawił się w deblu w US Open obok Adriano Panatty. Wojciech Fibak pamięta, że w drugiej połowie lat 70. i on zdążył zagrać (i przegrać) mecz deblowy z Pietrangelim – w ośrodku w dzielnicy Zamalek na kairskiej wyspie Gezira.

Pamiętany przez niektórych mecz w 1979 roku na kortach Legii w Warszawie (znów 1:4, jedyny punkt zdobył Fibak w meczu z Panattą) obył się bez Pietrangeliego, w tym czasie Nicola był już bardziej światowym ambasadorem włoskiego tenisa i włoskiego stylu życia. W 1986 roku został pierwszym Włochem przyjętym do Międzynarodowej Tenisowej Galerii Sław, drugim jest znany w branży dziennikarz Gianni Clerici.

Pretekstem do tych pełnych uroku tenisowych wspomnień i rozmów były obchody stulecia nawiązania relacji dyplomatycznych pomiędzy Polską i Włochami – okrągła rocznica tego wydarzenia minęła 27 lutego. Gospodarzem spotkania pod hasłem „Tennis Amarcord" był Ambasador Republiki Włoskiej w Warszawie, Aldo Amati, miłośnik sportu, oczywiście tenisa, ale także czynny golfista.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA