fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Roland Garros: Iga inna niż zwykle

Idze Świątek pozostała jeszcze w Paryżu gra w deblu
AFP
Na to nie byliśmy przygotowani: Iga Świątek przegrała ćwierćfinał z Greczynką Marią Sakkari 4:6, 4:6 i nie obroni tytułu zdobytego w październiku.

Bardzo krótko można było karmić się nadzieją, że Iga Świątek tego spotkania nie przegra, bo na tle pełnej energii Greczynki prezentowała się mniej bojowo i nie było w jej grze świeżości. Na początku mozolnie wygrywała własne gemy serwisowe i niekiedy próbowała zagrozić rywalce, ale widać było wyraźnie, że to nie jest Iga jak zwykle.

Pierwsza poważna wątpliwość pojawiła się w końcu pierwszego seta, gdy zamiast prowadzić 5:4, jednak straciła gema przy swym podaniu. W takiej chwili brakuje czasu na odrabianie strat. Seria 22 paryskich wygranych gemów dość brutalnie się skończyła, pozostało walczyć o przedłużenie serii 11 wygranych meczów, ale z tym było jeszcze trudniej, bo przy wyniku 0:2 w drugim secie Polka poprosiła o pomoc medyczną.

Nie tylko Tsitsipas

Wróciła z opatrzonym prawym udem, ale obraz spotkania się nie zmienił. Maria Sakkari nadal fruwała po korcie, mając wsparcie w mocnym serwisie. Troską przygaszonej Igi było raczej to, by nie powiększyć straty. 6:4, 6:4 dla 18. rakiety świata to wynik oddający stan rzeczy. Jeśli ktoś wierzył, że wróci nagle dawna Maria, której nigdy nie brakowało mocy, ale dość często zdarzało się tracić nad nią kontrolę, musiał zmienić zdanie.

Sakkari, córka tenisistki i wnuczka tenisisty, przypomniała rodakom, że mają wśród najlepszych na świecie nie tylko Stefanosa Tsitsipasa. Wydaje się, że zwycięstwa nad ubiegłorocznymi finalistkami Roland Garros (przed Igą pokonała Sofię Kenin) każą widzieć w Greczynce najmocniejszą kandydatkę do końcowego sukcesu, choć w Paryżu wygłaszanie definitywnych opinii o kobiecym tenisie sprawdza się ostatnimi laty raczej słabo.

Na pewno wiadomo, że będzie nowa mistrzyni Roland Garros, że nie będzie to żadna heroina z pierwszej dziesiątki rankingu, że będziemy w pośpiechu uzupełniali wiedzę o źródłach sukcesu tegorocznych półfinalistek.

– Nie chcę być zbyt podekscytowana, gdyż nie mam dnia odpoczynku. Półfinał to oczywiście moje wielkie osiągnięcie. Z Barborą Krejcikovą w Dubaju przegrałam, ale to były inne warunki, inna nawierzchnia i inne piłki. Teraz wierzę w kolejny dobry plan gry trenera, wierzę w siebie. Na razie wykonuję wszystko, co mówi Tom Hill, i to działa. Wiele razy myślałam, że dotarłam do kresu tenisowych możliwości, ale w tym roku przebiłam ten sufit i udowodniłam, że mogę grać jeszcze lepiej – mówiła Greczynka.

Iga Świątek pożegnała się z Paryżem w nastroju refleksyjnym, ale bez łez. – Na pewno nie zagrałam najlepiej, na pewno Maria wykonała dobrą robotę, grając mi wiele piłek na forhend, co było pewnym zaskoczeniem i dziś się sprawdziło. Znalazła z pewnością dobre rozwiązanie taktyczne. Ja miałam kłopoty, nie potrafiłam zagrać tych uderzeń, które zwykle dawały mi wiele punktów. Moje piłki nie miały odpowiedniej długości i siły. Krótko mówiąc, moja najgroźniejsza broń nie działała – mówiła Polka podczas konferencji prasowej.

W kwestii kontuzji strachu raczej nie ma, choć noga trochę bolała. – Teraz wydaje się, że to nic poważnego. Gdy byłam na korcie, czułam się jednak znacznie gorzej. Wczoraj słabo spałam, ledwie kilka godzin, i w czasie meczu trochę za bardzo się tym przejmowałam. Poprosiłam o plastry właściwie najbardziej po to, by zyskać więcej pewności siebie podczas poruszania się po korcie. Ale i tak nie grałam dobrze. Nie mam jednak obaw o przyszłość, co prawda nie wiem, jak zagram na trawie, ale wyjazd na igrzyska do Azji, w której wcześniej nie byłam, może być bardzo interesujący. Igrzyska to mój kolejny ważny cel – stwierdziła Iga.

W dobre ręce

Wyjedzie z Paryża bogatsza na pewno o prawie 300 tys. euro, a jeśli w deblu pójdzie jej lepiej niż w singlu, to dołoży jeszcze trochę. Pozycji w pierwszej dziesiątce świata nie straci, choć Maria Sakkari, zdobywszy Puchar Suzanne Lenglen, może zepchnąć Polkę na 10. miejsce.

Przed meczem Świątek – Sakkari o awans do półfinału zagrały Barbora Krejcikova (33. WTA) i Cori Gauff (24. WTA). Wygrała 7:6 (8-6), 6:3 Czeszka, która podobnie jak Greczynka, jest pierwszy raz tak wysoko w rozgrywkach singlowych Wielkiego Szlema, choć atmosferę meczów na tym poziomie zna ze znakomitych występów deblowych.

Nie tylko ze względów rankingowych stawiano raczej na bitną młodość Amerykanki, ale trzeba było docenić twardość Barbory, która w pierwszym secie obroniła 5 piłek setowych, by zwyciężyć w tie-breaku. Gdy motywacja nieco spadła, nieoczekiwanie było jej trudniej – w drugim secie prowadziła już 5:0 i nie potrafiła szybko postawić pieczęci na wygranej.

To nie było zwycięstwo perfekcji, ale poszło w dobre ręce deblowej mistrzyni Roland Garros 2018 (z Kateriną Siniakovą). – Nigdy nie chciałam być wyłączną specjalistką od debla, ale każdy od razu przyklejał mi tę etykietę. Trochę pomogła mi pandemia koronawirusa. Zrozumiałam wtedy, że dzieją się na świecie inne, ważniejsze rzeczy niż tenis, że porażki na korcie nie mają znaczenia, gdy ludzie tracą życie, że powinnam cieszyć się, będąc zdrową i robiąc rzeczy, które są dla innych niedostępne – mówiła Czeszka.

Cori Gauff na razie powinna wystarczyć pochwała, że od 2006 roku nie było młodszej dziewczyny w ćwierćfinale Wielkiego Szlema. – Oczywiście jestem niezadowolona, że w pierwszym secie nie byłam w stanie dokończyć dzieła. Mój partner treningowy powiedział mi, że taka porażka prawdopodobnie pomoże mi zostać mistrzynią w przyszłości. I ja naprawdę w to wierzę – mówiła Amerykanka.

Linette w półfinale debla

Dobrą wiadomością jest awans Magdy Linette i Bernardy Pery do półfinału debla. Może nie był to decydujący czynnik, ale ich rywalki, Anastazja Pawliuczenkowa i Jelena Rybakina, mogły czuć w nogach długi wtorkowy ćwierćfinał singla i prawdopodobnie trochę zapłaciły za niezwykłą ambicję i długie godziny na korcie. Polka i Amerykanka wygrały z Rosjankami (Rybakina w barwach Kazachstanu) 7:5, 4:6, 6:2. Junior Maks Kaśnikowski zakończył singlowy turniej na trzeciej rundzie, przegrywając z Ukraińcem Wiaczesławem Bielińskim 6:2, 3:6, 1:6.

Broniący tytułu Rafael Nadal pokonał w ćwierćfinale Argentyńczyka Diego Schwartzmana 6:3, 4:6, 6:4, 6:0.

Czwartek to przede wszystkim dzień singlowych półfinałów pań. Najpierw na korcie centralnym Anastazja Pawliuczenkowa zagra z Tamarą Zidansek, następnie Maria Sakkari zmierzy się z Barborą Krejcikovą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA