fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Trener Igi Świątek, Piotr Sierzputowski: Nie mamy siebie dość

Piotr Sierzputowski
Piotr Sierzputowski
PAP, Radek Pietruszka
Trener Igi Świątek Piotr Sierzputowski o funkcjonowaniu sztabu polskiej tenisistki, planach po Roland Garros i plusach tego, co zrobiła Naomi Osaka.

Iga traktowana była w Paryżu jako jedna z faworytek. Czy to zmieniło coś w waszych przygotowaniach?

Nic się nie zmieniło. Dla nas nie ma znaczenia czy Iga jest, czy nie jest faworytką. Przygotowania do takiej imprezy idą swoim trybem. W końcu to jest właśnie moja praca, by odpowiednio dobrać obciążenia, zaplanować starty. Za to jestem wynagradzany.

Czyli jak coś jest nie tak, to bierze to pan na przysłowiową klatę, a jak są sukcesy, to zasługa Igi?

Powiedzmy. Gdy coś zrobię źle, nie jest dla mnie problemem, by przyznać się do błędu. Jak zaplanuję za dużo startów, można to skorygować. Na szczęście jestem właśnie po spotkaniu WTA, gdzie rozmawialiśmy o dalszej części sezonu i wygląda na to, że trochę się w kalendarzu rozluźni i będzie łatwiej planować.

Ogłoszono, że w październiku ma być duży turniej w Indian Wells, który zawsze w kalendarzu był w marcu... Przez pełne dwa tygodnie i z pełną pulą nagród.

Czy to znaczy, że WTA Tour do Azji się nie wybiera?

Oficjalna wersja jest taka, że czekamy na potwierdzenie czy turnieje azjatyckie się odbędą. Mnie się jednak wydaje, że raczej czekamy na informację o ich anulowaniu. Decyzja powinna zapaść wkrótce, bo już zostało mało czasu, a zawodniczki muszą planować drugą część sezonu.

A turniej Masters, który miał się odbyć w Shenzhen?

Na ten moment nikt nic nie wie, jednak WTA planuje rozegrać turniej Masters, ale gdzie, tego nie wiem. Logicznym wyborem wydawałaby się Ameryka. Montreal ma kłopoty z organizacją turnieju, można by go przesunąć na czas po US Open, dodać masters i zrobić taki drugi mini „swing" amerykański. Ja bym się na takie rozwiązanie nie obraził.

Przed Australian Open zwracał pan uwagę, że ważne będzie to jak zawodniczki poradzą sobie w tym sezonie z obostrzeniami, kwarantannami, „bańkami". Czy z perspektywy czasu widać, że to czynnik wpływający na wyniki?

Ciężko to określić, choć oczywiście widać gołym okiem, że Naomi Osaka źle sobie z tym radzi. To może być czynnik, choć nie znamy wszystkich powodów jej stanu, o którym sama powiedziała ostatnio. Jest wiele innych zawodniczek, które też to źle znoszą. Iga jest jedyną dziewczyną z czołowej dziesiątki rankingu WTA, która doszła do ćwierćfinału Roland Garros. Widać, że nie jest tak pięknie i kolorowo jakby mogło wyglądać z zewnątrz. Oczywiście głównymi problemami są logistyka, możliwość trenowania, podróże... Są zawodniczki, które jak Paula Badosa, mają za sobą świetną część sezonu na kortach ziemnych, a wiemy, że miała kłopoty z depresją. Druga to Barbora Krejcikova, która początek sezonu miała fatalny, a teraz świetnie gra na mączce. Trudno generalizować w tej materii. Bez wątpienia to, że możemy w Paryżu wychodzić na spacery, że dla zaszczepionych są pewne rozluźnienia, to ułatwia nam życie.

Iga się zaszczepiła tuż przed wylotem do Paryża i poinformowała o tym w mediach społecznościowych. Ktoś jej to zalecił? Sama zdecydowała?

Iga zawsze sama podejmuje takie decyzje. Oczywiście ma doradców i profesjonalistów wokół siebie ktoś jej doradzał, ale to jej decyzja. Też się zaszczepiłem. Każdy z nas podjął taką decyzję we własnym zakresie. Mieliśmy taką możliwość i z niej skorzystaliśmy.

W czym Iga zrobiła największy postęp przez ostatnie miesiące? - W umiejętności adaptacji do sytuacji wokół niej. Oczywiście, poprawiła się też w wielu elementach. Dostałem trochę danych od współpracującego z nami analityka i Iga lepiej gra swoje gemy serwisowe i lepiej returnuje. To są ciekawe dane, niby drobiazgi, ale pokazują postęp w tych elementach, które pozwalają wygrywać mecze. I nie mówimy tu to statystyce pierwszego serwisu, bo to czy jest to 50 czy 60 procent ma niewielki wpływ na liczbę meczów wygranych lub przegranych. Dużo ważniejszy jest procent wygranych akcji po pierwszym serwisie, bo ma przełożenie na wygrane mecze. Dlatego wracając do pytania nie wymienię tu czy poprawiła bardziej forhend, bekhend czy jeszcze coś innego. Ona idzie we wszystkich elementach do przodu i coraz lepiej radzi sobie z trudnymi momentami na korcie. To niesamowite, jak Iga adaptuje się do trudnych sytuacji na korcie i je rozwiązuje. Choćby do tego, że w Rzymie każdy kort jest inny, w Madrycie piłki latają szybciej i skaczą wyżej, na Roland Garros gramy właściwie jak na hardkorcie, tylko można robić doślizgi. Do tego, że wychodzi na mecz wieczorem, przy światłach (z Marta Kostjuk – przyp. Red.) i nowych dla niej warunkach i taki mecz wygrywa 6:3, 6:4. Po jednym przełamaniu w secie, bo tyle trzeba, tak trochę w stylu Rogera Federera. Solidnie i kontrolując wydarzenia. Takie umiejętności powodują, że staje się lepszą zawodniczką, a nie to czy zagra szybciej forhend czy bekhend.

Wielu, szczególnie tych mniej zorientowanych kibiców, pyta po co Idze debel?

To jest nauka i dodatkowe doświadczenie. Do tego pamiętajmy, że dzięki deblowi nie ma dnia wolnego, teoretycznie wolnego, bo przecież do pracy trzeba i tak przyjść. Tylko trudniej to zrobić, gdy jest to kolejny zwykły trening, a zdecydowanie łatwiej, gdy ma się rywalizować w deblu. I tak praca treningowa na korcie musiałaby być wykonana w dzień wolny od meczu. W ciągu roku nie ma wielu okazji do gry równolegle w singla i debla. Dlatego zawsze będę Igę namawiał, gdy taka możliwość się pojawi, by debla grała. Takie pojedynki, jak z Mertens i Hsieh, gdy dziewczyny spędziły na korcie trzy godziny i 11 minut, to trochę „wypadek przy pracy". To się zdarza raz na 20 lat. Takiej jakości meczu z obu stron nie widziałem chyba jeszcze nigdy. Wszystkie cztery dziewczyny zagrały na 100 procent. Ale oczywiście wolę deble po półtorej godzinki, jak ten w ćwierćfinale.

A skąd się wziął pomysł na grę z Bethanie Mattek-Sands?

Tu jestem dość stanowczy. Nie chcę, by Iga grała debla z inną singlistką, bądź dziewczyną, która nie jest w stanie przekazać jej jakiejś dodatkowej wiedzy. To nie ma sensu. Dlatego, gdy przed turniejem w Miami Iga dostała pytanie od Bethanie, czy nie chciałaby z nią zagrać, to powiedziałem „jasne, graj". Amerykanka, która ma w deblu wygranych dziewięć Wielkich Szlemów i chyba z 17 lat gra w tourze ma sporo do przekazania młodszej koleżance. Jak ktoś na nią spojrzy z boku, to pomyśli, że jest sportowym świrem, ale jak pozna ją lepiej, to zobaczy jak pozytywną i otwartą osobą jest Bethanie, która umie doradzić, zmotywować i też pogadać o życiu. Bez dwóch zdań to Mattek-Sands poprawia tego debla. Ona dowodzi i bierze odpowiedzialność na korcie. Podpowiada i uczy Igę.

W sztabie Igi jest pan, Daria Abramowicz i Maciej Ryszczuk, każdy odpowiada za coś innego. Kto jest szefem?

W kwestiach sportowych szefem jestem ja. Nad całością czuwa tata Igi i wspiera wiele aspektów. Menagerką Igi jest Paulina Wójtowicz, która reprezentuje jej interesy i odpowiada za sponsorów.. Daria pomaga Idze w social mediach, w jej obowiązkach dodatkowych na turnieju, bo wiąże się to też z organizacją czasu, zarządzaniem pozasportowymi elementami pracy. A Maciek jest fizjoterapeutą i trenerem od ogólnorozwojówki, czyli osobą, która najbliżej ze mną współpracuje.

Ale te obszary gdzieś się z sobą zazębiają i czasami ktoś musi podjąć decyzję. Kto ma ostatnie słowo?

To podam przykład: stwierdzam, że jakiś turniej powinniśmy z punktu widzenia sportowego odpuścić, a strona menedżerska mówi, że akurat ten jest ważny dla partnerów, sponsorów, kibiców. Wtedy Iga słucha opinii obu stron i podejmuje decyzję, bo to ona przecież ma wyjść na kort i dobrze się z tym czuć. Choć dodam, że chyba się nie zdarzyło jeszcze, by Iga podjęła decyzję wbrew celom sportowym, za które jestem odpowiedzialny i z których jestem rozliczany.

Czy są takie sytuacje, gdy Daria Abramowicz lub Maciej Ryszczuk mówią panu, dziś lepiej odpuścić, dziś daj jej odpocząć?

Każdy z nas działa niezależnie. Moim zdaniem jako trenera było zorganizować dobrze funkcjonujący, uzupełniający się team. Jasne, zawsze może się zdarzyć, że Maciek mi przekaże, że dziś możemy docisnąć na treningu. Albo Daria powie: „Iga dziś źle spała, zwróć na to uwagę". To są trochę takie moje „markery zmęczeniowe". Daje mi to dodatkową wiedzę. Znam Igę już pięć lat i wiele rzeczy sam jestem w stanie wyczuć, ale taka pomoc zawsze jest ważna. I tak samo jest w drugą stronę. Gdy ja widzę, że podczas treningu na korcie coś się dzieje, przekazuję to dalej. Jak oni to wykorzystają w swojej pracy, to już jest ich sprawa. Dla mnie celem jest, by Iga do kolejnych pięciu piłek dobiegła szybciej niż przed rokiem lub po dziesiątym dniu gry dzień po dniu powiedziała „jest ok, nic mnie tak specjalnie nie boli, może jestem trochę zmęczona". Każdy z nas robi swoją robotę, ma swoją działkę, ale gdzieś tam koniec końców spina to trener.

Tym co odróżnia wasz team od wielu innych w tourze jest stała obecność psychologa...

Jest to jakiś precedens i stąd zapewne popularność tego tematu. Ale Daria nie jest tylko psychologiem, ale też osobą, która pomaga całemu sztabowi. Jak popatrzymy na sztab Sereny, to tam nie ma psychologa, ale jest trójka przyjaciół, którzy spędzają czas z Amerykanką, rozmawiają z nią, pomagają w codziennych sprawach. Każdy z nas potrzebuje kontaktu z drugą osobą. My z Maćkiem jesteśmy facetami, a to jest inna rozmowa. Daria pomimo że w pierwszej kolejności jest psychologiem, pełni też dużo funkcji, nazwałbym je „socjalnymi", których my jako faceci nie jesteśmy w stanie pełnić. Do tego trzeba mieć też odpowiednią relację z daną osobą. One się bardzo lubią. Generalnie czerpiemy ze wspólnych podróży sporo przyjemności. Nie ma sytuacji, że ktoś chce się spakować i wyjechać, bo ma dość. Jest równowaga.

Co będzie jak coś przestanie dobrze funkcjonować w teamie?

Po to też jest potrzebna praca psychologa, by funkcjonowało prawidłowo. Jak przestanie, to pewnie trzeba będzie wymienić trybiki. Które i jak? Jedynym stałym trybikiem jest w tym układzie sama zawodniczka. Jak wiadomo w kobiecym tourze to zmienia się z dnia na dzień... Choć ostatnio, mam wrażenie, że trenerzy i sztaby ludzi wokół zawodniczek nie są wymieniane tak często. Najwyraźniej tenisistki widzą, że warto planować długofalowo.

Wasze życie prywatne jest właściwie na drugim planie...

Każdy z nas wchodząc do tego zespołu wiedział, z czym to się będzie wiązać, każdy z nas wiedział na co się decyduje. Wiedzieliśmy, że Iga to młoda dziewczyna i praca z nią wymaga większego zaangażowania czasowego niż np. z 23-letnią Naomi Osaką czy 26-letnią Ashley Barty. Nie da się osiągnąć sukcesu bez poświęcenia swojego czasu i zaangażowania dla dobra zawodniczki. Ale koniec końców, powiedzmy sobie szczerze, każdy z nas jest za pracę bardzo dobrze wynagradzany. Ostatnio Anastazja Pawliuczenkowa w Rzymie powiedziała, że ona teraz nie szuka nowego trenera, bo to wydatek rzędu 2,5 tys. euro tygodniowo. To ja się zapytam, czy wyobraża pan sobie, że ktoś nie poświęca się, nie angażuje, a jedynie kasuje takie wynagrodzenie? Większość trenerów pracujących w tourze wiele poświęca, by podróżować, uczyć się, być lepszymi i za to właśnie są sowicie wynagradzani.

Jakie plany po Roland Garros?

Początkowo był plan był by wystartować na trawie w Berlinie, Eastbourne i na Wimbledonie. Berlin to fajny turniej, bo blisko, może przyjechaliby polscy kibice, ale nie wiem. Wszystko zależy od meczu z Marią Sakkari (rozmowa odbyła się dzień przed ćwierćfinałem – przyp. red.). Rozważamy też wersję, by polecieć wcześniej do Anglii, do Eastbourne, bo tam są większe restrykcje i trzeba wejść wcześniej do „bańki". Nie wiem czy nie lepiej jest zostać w Warszawie, trenować na kortach trawiastych pod Łowiczem i polecieć już prosto na Wimbledon. W Londynie będzie tak restrykcyjnie, że nawet nie będziemy mogli wychodzić na miasto.

W Paryżu przynajmniej można się przespacerować. Nikt panu karty w hotelu nie odbija...

Zdziwiłby się pan. Odbija. Mogę wyjść na maksymalnie godzinę, także powoli nasz spacer wokół wieży Eiffla musimy kończyć. Ale w Paryżu i tak jest fajnie. Miałem już takie momenty w tym roku w tourze, gdy czułem się jak w klatce i trochę miałem dość.

Iga też wychodzi na spacery?

Hotel mamy tuż za rogiem, więc zawsze miło poleżeć na trawie i zjeść kanapkę pod wieżą Eiffla. Dla zdrowia to bezcenne.

Co sądzi pan o historii z Naomi Osaką?

Ktoś być może nawalił, nie zareagował w porę. Wiem, że sztab menedżerski Naomi przygotował dokładnie jej komunikację, a ona to po prostu pominęła i zostały obwinione osoby, które w tej sytuacji były najmniej winne. To moje zdanie. Inna sprawa, że ona może się borykać się z problemami. Jest miłą, fajną dziewczyną, ale od pierwszych startów w dużych turniejach widać, że pewne aspekty są dla niej ciężkie. Ja doceniam to, że zmusiła wszystkich do zwrócenia uwagi na zdrowie psychiczne sportowców, rozpoczęła ważną dyskusję. A co do kontaktów z mediami, które były elementem tej dyskusji, to powiem tylko tyle, że to jest część naszej pracy. Iga zakończyła poniedziałkowy mecz prawie o 23 i przyszła potem na konferencję prasową. Poprosiliśmy tylko, by była jak najkrótsza. Tyle możemy zrobić.

Autor jest redaktorem naczelnym magazynu „Tenisklub"

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA