fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Iga Świątek zaczyna Roland Garros. Cztery gwiazdki

Iga Świątek rok temu zaczęła w Paryżu nowe życie. Teraz przyszedł czas na kolejny krok
AFP
W poniedziałek o 12.00 Iga Świątek uznawana za jedną z faworytek turnieju rozpoczyna w Paryżu obronę mistrzowskiego tytułu wywalczonego w październiku.

Przeciwniczką rozstawionej z nr. 9 Polki będzie jej dobra znajoma, a nawet więcej niż znajoma, bo Iga w wywiadach nazywa Kaję Juvan najlepszą przyjaciółką. Ta sympatia to spadek po czasach juniorskich, bo dziś panie idą innymi drogami – Polka jest jedną z gwiazd tenisa, powszechnie uznawaną za największy talent, jaki pojawił się w tym sporcie od lat, a Słowenka to nr 101 w rankingu WTA.

Razem były w półfinale debla w juniorskim Wimbledonie 2016, a dwa lata później wywalczyły złoty medal Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich w Buenos Aires. W dorosłym tenisie spotkały się tylko raz – w styczniu tego roku w Melbourne w jednym z turniejów przed Australian Open Świątek wygrała 2:6, 6:1, 6:2.

Polka jest oczywiście faworytką nie tylko tego meczu, ale i całego turnieju, dziennik „L'Equipe" umieścił ją na pierwszym miejscu swego rankingu wraz z Australijką Ashleigh Barty, obu przyznając po cztery gwiazdki. Dwie gwiazdki dostała Białorusinka Aryna Sabalenka, a po jednej Hiszpanka Garbine Muguruza i Kanadyjka Bianca Andreescu.

Wśród faworytek nikt natomiast nie wymienia najlepiej zarabiającej tenisistki świata Naomi Osaki, która na kortach ziemnych grać nie lubi. Japonka zwycięstwo w pierwszej rundzie nad Rumunką Patricią Marią Tig (6:4, 7:6) ma już za sobą, ale jeśli dalej będzie grała tak słabo, to swego paryskiego bilansu nie poprawi (w trzech startach nigdy nie awansowała poza trzecią rundę).

Osaka przed turniejem kolejny raz dała dowód, że choć nie mówi głośno, umie wywołać burzę. Oświadczyła po prostu, że nie będzie uczestniczyła w obowiązkowych pomeczowych spotkaniach z dziennikarzami w trosce o swoje zdrowie mentalne i ogólny błogostan. I pierwszy krok już zrobiła, po zwycięstwie nad Tig na konferencję prasową nie przyszła.

Organizatorzy Roland Garros – jak podkreślili w specjalnym komunikacie, działając wspólnie z Wimbledonem, US Open i Australian Open – starali się skłonić Osakę do zmiany stanowiska, ale ta się nie ugięła i zapłaci karę w wysokości 15 tysięcy dolarów. Jeśli nie zmieni zdania, możliwe jest wykluczenie jej z tego turnieju i innych Wielkich Szlemów.

Pytanie o to, czy koleżanki i koledzy po fachu popierają Japonkę, stało się obowiązkowym punktem programu konferencji prasowych przed turniejem i trzeba przyznać, że nie znalazła ona wielkiego zrozumienia. Rafael Nadal był jak to on grzeczny i empatyczny. Powiedział, że rozumie, ale nie pójdzie tą drogą. Większość reagowała tak jak Iga Świątek, która stwierdziła, że sportowiec ma dziś do dyspozycji dwa kanały, by komunikować się z fanami: media tradycyjne i social media i trzeba umiejętnie korzystać z obu.

Każdy, kto uczestniczył w konferencjach z tenisistami, wie, że bywają różne: takie, gdy widać wyraźnie, że bohater odwala pańszczyznę, zabawne lub smutne, niestety zbyt rzadko naprawdę pouczające. Jednak bardzo rzadko tenisowi dziennikarze są okrutni dla przegranych. Wprost przeciwnie, czasami zachowują się tak, jakby nie chcieli tenisiście robić przykrości (co potem piszą, to inna sprawa), incydenty naganne nie zdarzają się często.

O ile poprzednie akcje Osaki, w których zabierała głos, broniąc praw kobiet czy czarnoskórych w USA, spotykały się z powszechnym poparciem, wzmacniały szacunek dla cichej, wychowanej w Ameryce Japonki, o tyle tym razem pozostanie ona raczej sama na swojej wyspie. Ciekawe, czy wytrwa na niej długo.

O rywalizacji mężczyzn w Paryżu już wiele lat temu napisano zdanie, które pozostaje aktualne do dziś: Rafael Nadal będzie wygrywał, dopóki będzie w stanie chodzić. Już kilka razy wydawało się, że panowanie Hiszpana jest zagrożone, że nie biega on po korcie tak szybko jak kiedyś, że rotacja, którą nadaje piłce, nie rani rywali śmiertelnie jak dawniej, że są młodzi-głodni. Ale za każdym razem, gdy przychodziła ta ostatnia niedziela na stadionie Roland Garros, Hiszpan grał wszystkim na nosie.

Czy tak będzie i tym razem? Wiele na to wskazuje, choć losowanie było dla Nadala okrutne. Nie tylko dla niego, ale też całej trójki gwiazd. Rozstawiony z nr. 1 Novak Djoković (wygrał w sobotę turniej w Belgradzie), Nadal (nr 3) i Roger Federer (nr 8) znaleźli się w tej samej połówce turniejowej drabinki, co oznacza, że tylko jeden z nich może być w finale. Z  logiką wynikającą z rankingu trudno dyskutować, ale fakt, że po drugiej stronie drabinki z nr. 2 rozstawiony jest Rosjanin Daniił Miedwiediew, który w czterech startach w paryskim Wielkim Szlemie nie wygrał ani jednego meczu, zakrawa na złośliwość losu.

Dla publiczności, która w ograniczonej liczbie na korty zostanie wpuszczona, atrakcją nr 1 będzie jak zwykle Federer. Szwajcar zapracował sobie na taką pozycję, że turnieje z punktu widzenia ludzi płacących za bilety dzielą się na dwie kategorie: z Federerem i bez Federera. Tak jest od dawna, a dziś u zakochanych w Rogerze dochodzi jeszcze strach, że to być może już ostatnia okazja, by na własne oczy zobaczyć szwajcarskiego maestro.

Handlarze biletami przy stacji metra Porte D'Auteuil zwykle podnosili ceny o 100 procent, gdy już było wiadomo, kiedy i na którym korcie zagra Federer. W tym roku zapewne będzie tak samo, choć być może nowe zasady dystrybucji biletów w związku z koronawirusem interes im popsuły.

Sensacją niedzieli było wyeliminowanie dwukrotnego finalisty Austriaka Dominika Thiema (nr 4), który przegrał z Hiszpanem Pablo Andujarem (68 ATP) 6:4, 7:5, 3:6, 4:6, 4:6. Hubert Hurkacz (nr 19) grał w niedzielę mecz pierwszej rundy po zamknięciu gazety, a dziś w godzinach popołudniowych zagra Kamil Majchrzak (124 ATP). Jego przeciwnikiem będzie Francuz Arthur Cazaux (dzika karta 451).

Turniej pokazują Eurosport 1 i 2

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA