fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Roland Garros: Federer ucisza młoty

Triumfator 20 wielkoszlemowych turniejów Roger Federer wraca do Paryża po czterech latach nieobecności
AFP
Drugi wielkoszlemowy turniej roku zaczyna się w niedzielę. Tytułów bronią Rafael Nadal i Simona Halep, ale tym razem nie na nich czeka Paryż.

Na stadionie im. Rolanda Garrosa od zakończenia ubiegłorocznego turnieju trwa remont, a w ostatnich dniach tempo prac jest wprost szalone. Nowy kort centralny (za rok ma już mieć zasuwany dach) został prawie ukończony, ale wokół roboty idą pełną parą. Leją asfalt i huczą młoty. Cisza zapada tylko na dwie godziny dziennie i nikt nie pyta dlaczego: wszyscy wiedzą – trenuje Roger Federer.

Nie było go tu od czterech lat, choć kuszenie trwało, ale bez efektów i tak naprawdę trudno się dziwić, bo czym można skusić Federera? Wreszcie w tym roku blisko 38-letni szwajcarski maestro uznał, że gra na nawierzchni ziemnej nie jest już dla niego tak bolesna jak dawniej i przyjechał, by sprawdzić, czy wciąż ma Paryż u stóp.

Ulubieniec ludu

Turniej się jeszcze nie zaczął, ale już jest jasne, że nic się nie zmieniło, choć to Rafael Nadal uczynił sobie w roku 2005 tę ziemię poddaną i z przerwami na lata 2009, 2016 i 2017 dzierży władzę absolutną.

Ulubieńcem ludu pozostaje jednak Federer, choć triumfował w Paryżu tylko raz (2009) i do dziś uznaje ten dzień za jeden z najważniejszych w sportowym życiu. Gdyby wówczas – gdy finałowy rywal usunął mu już z drogi Nadala – nie wygrał ze Szwedem Robinem Soederlingiem, jest bardzo prawdopodobne, że sportowy bilans jego życia wyglądałby tak jak Pete Samprasa: nie byłoby w nim triumfu na paryskiej mączce, a to duża wizerunkowa rysa.

Federer wprawdzie dziś opowiada, że nigdy nie brał pod uwagę definitywnego rozstania z Paryżem, ale trudno mu wierzyć. Gdy zrezygnował ze startów na kortach ziemnych i wrócił do pełni zdrowia, wiodło mu się przecież znakomicie (w roku 2017 wygrał Australian Open i Wimbledon).

Nic dziwnego, że dyrektor Roland Garros, były francuski tenisista Guy Forget, stracił już nadzieję. Jak się okazuje, za wcześnie.

Federer powtarza, że tegoroczny turniej jest dla niego inny niż poprzednie, bo bez presji, ale to kokieteria. Jeśli przyjechał, to znaczy, iż czuje, że może wygrać. Oczywiście o tym nie mówi, podkreśla, że byłby szczęśliwy z dwóch, trzech dobrych meczów, ale jeśli ten powrót ma mieć sens i być zachętą do kolejnych wizyt, to zbyt skromny cel.

Start Federera będzie największą atrakcją, lecz nie zmienia to faktu – co podkreślają wszyscy tenisiści – że faworytem nr 1 pozostaje Rafael Nadal. Od ponad dekady, za każdym razem, gdy rywalizacja odbywa się na korcie ziemnym, jest on i reszta.

Tej wiosny Hiszpan grał wprawdzie słabiej niż zwykle, pierwszy turniej wygrał dopiero w Rzymie (przedtem na mączce przegrywał w Monte Carlo, Barcelonie i Madrycie), ale na Foro Italico wrócił Rafa, postrach wszystkich.

Szacunek bez miłości

Hiszpan triumfował w Paryżu jedenastokrotnie, nie zapracował jednak na taki status jak Federer. Ma szacunek, ale nie ma miłości. Wielbiony we Francji były świetny tenisista, a dziś gwiazdor popkultury Yannick Noah, już dawno wysunął wobec niego podejrzenia dopingowe. Jeszcze dalej poszła była minister sportu Rosalyne Bachelot, która wprost oskarżyła Nadala o doping (i przegrała przed sądem). We francuskiej prasie ukazywały się nawet mało smaczne karykatury inspirowane tymi podejrzeniami.

Nadal nigdy nie wypomniał tego gospodarzom podczas przemówień po zwycięstwach. Podkreśla, że Paryż to dla niego miasto szczególne, że tak naprawdę urodził się na centralnym korcie stadionu im. Rolanda Garrosa. To godna uznania powściągliwość, mało kto by się na nią zdobył.

Lider światowego rankingu Novak Djoković wprawdzie przegrał z Nadalem finał w Rzymie, ale ten turniej popsuła pogoda i chyba nikt nie ośmieli się powiedzieć, że cień Serba z trzeciego seta to jest prawdziwy Djoković.

W „karecie asów" męskiego tenisa – przynajmniej na kortach ziemnych – Andy Murraya zastąpił Dominic Thiem. W ubiegłym roku był w finale, w dwóch poprzednich latach w półfinałach, jest więc jasne, co powinien zrobić teraz. Może już wygrać z każdym, nawet z Nadalem. Ma technikę, młodość i zdrowie, nie ma tylko jednego: pewności siebie w starciu z najlepszymi, ale to się może zmienić w każdej chwili, przede wszystkim w Paryżu.

Już znają Hurkacza

Hubert Hurkacz przystępuje do turnieju jako gracz, który już dał się poznać światu. Żaden rywal nie powie – tak jak Marin Cilić przed meczem drugiej rundy rok temu – że nie zna młodego Polaka. Jak zawsze w przypadku nierozstawionych, dużo zależy od losowania (odbyło się w czwartek po zamknięciu gazety).

W turnieju kobiet wystartują bywała w wielkoszlemowej elicie Magda Linette i aspirująca do niej Iga Świątek. W deblu liczymy na Alicję Rosolską i parę Łukasz Kubot – Marcelo Melo. Od nich zależy, jak długo będziemy tęsknili za Agnieszką Radwańską.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA