fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Tenis na kacu

Maria Szarapowa wraca na korty po dyskwalifikacji za doping.
Rzeczpospolita, Piotr Nowak
Już jutro Włoszka Roberta Vinci przekona się na własnej rakiecie, czy przez ostatnie 15 miesięcy Maria Szarapowa nie zapomniała, jak się gra.

Artur St. Rolak ze Stuttgartu

Przede wszystkim jednak Rosjanka nikomu nie pozwoliła zapomnieć o sobie. W ostatnich tygodniach udzieliła wielu wywiadów – i to wcale nie dlatego, że miała więcej wolnego czasu. Każdemu, kto chciał przyjąć jej wersję wydarzeń, tłumaczyła, jak bardzo czuje się skrzywdzona dyskwalifikacją za doping, drakońskim jej zdaniem werdyktem Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF), ale również bardzo krytyczną reakcją koleżanek z kortu na jej powrót do gry.

W zeszłym tygodniu Agnieszka Radwańska została wywołana do tablicy przez polskich dziennikarzy. Nie chciała udawać, że wszystko jest OK. Nie ma sensu powtarzać całej jej wypowiedzi na ten temat, bo „Rz" już o tym pisała. Warto jednak przypomnieć, że „jeśli będzie tak, że od razu będzie można z nią grać już w pierwszej rundzie, to faktycznie jest to dość trudne losowanie. Umówmy się: na pewno nie byłoby to wymarzone losowanie dla nikogo".

Padło na Robertę Vinci, finalistkę US Open z 2015 roku (po sensacyjnym półfinałowym zwycięstwie nad Sereną Williams walczącą o Wielkiego Szlema), obecnie pierwszą rakietę Włoch i 36. w rankingu WTA.

– Osobiście nie mam nic przeciwko Marii. To wybitna tenisistka i wiem, jak ważna jest dla WTA. Uważam jednak, podobnie jak wiele innych zawodniczek, że po dyskwalifikacji nie powinna dostawać dzikich kart. Po trzech, czterech turniejach na pewno wróciłaby do pierwszej setki normalną drogą – już w Stuttgarcie stwierdziła Vinci.

Jeśli Rosjanka pokona ją w środę, to w czwartkowym meczu drugiej rundy można się spodziewać wszystkiego poza wzajemną kurtuazją. Kolejną rywalką powracającej banitki będzie bowiem albo Radwańska, albo Jekaterina Makarowa (ich mecz we wtorek wieczorem). Polkę musiała podrażnić arogancka i chyba nieprzypadkowa akurat w tym czasie wypowiedź agenta Szarapowej („Radwańska i Woźniacka to tylko wyrobniczki, które nigdy nie wygrały Wielkiego Szlema").

W środowisku tenisistek nie jest tajemnicą, że dodatkowej motywacji nie będzie potrzebowała także Makarowa. Obie Rosjanki, delikatnie mówiąc, nie przepadają za sobą do tego stopnia, że unikają gry w reprezentacji kraju, jeśli w drużynie ma być również ta druga.

Tenisistki musiały czytać wypowiedź Steve'a Simona, prezesa WTA, że „Maria sprzedaje bilety". Dyskwalifikacja Szarapowej kończy się dzisiaj. Turniej Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie zaczął się wczoraj, a jeśli uwzględniać także eliminacje, to już w sobotę. I to wszystkim zgrzyta najmocniej. Turnieje w Madrycie i Rzymie (tam też dzięki zaproszeniom zagra Szarapowa) odbędą się później, więc jeśli ich organizatorzy gotowi są zrobić wszystko, by mieć na trybunach więcej publiczności niż zwykle, to z trudem, ale można to sobie jakoś wytłumaczyć. Stuttgart zrozumieć trudniej.

Szarapowa sprzedaje jednak nie tylko bilety. Od kilku lat jest ambasadorką marki Porsche w Stanach Zjednoczonych i – można się domyślać – wywiązuje się z tej roli wzorowo. Podobną rolę pełni w Niemczech Andżelika Kerber. Zwyciężczyni stuttgarckiego turnieju w ostatnich dwóch latach, zapytana o „lex Szarapowa", dyplomatycznie odparła, że „to dziwne".

Dziwić się jednak nie warto. Markus Guenthardt, dyrektor Porsche Tennis Grand Prix, mówi wprost: – Jestem zachwycony, że Maria wraca do touru. Jestem też zachwycony, że wraca właśnie przed naszą publicznością. Jej powrót przyciąga uwagę mediów z całego świata. W końcu Maria jest jedną z supergwiazd kobiecego sportu, nie tylko tenisa.

Z takim wsparciem Szarapowa nie musi się kajać. Można nawet odnieść wrażenie, że w ogóle nie widzi swojej winy; winni są wszyscy, tylko nie ona. W jednym Guenthardt ma rację. Zainteresowanie Porsche Tennis Grand Prix jest w tym roku znacznie większe niż dotychczas i to wcale nie z okazji jubileuszu (do wygrania już 40. raz jest auto tej marki). Po raz pierwszy służby prasowe turnieju musiały dokonać selekcji wniosków o akredytację i wiele z nich odrzucić.

Pomieszczenie, w którym mieści się biuro prasowe, zostało zaaranżowane inaczej niż dotychczas – dostawiono kilka stolików, każdemu dziennikarzowi przypisano konkretne miejsce, wszystkim zapowiedziano, by do Porsche Arena przyjeżdżali metrem lub autobusem, bo dla dziennikarzy miejsc na parkingu przed halą na pewno zabraknie.

Nie wiadomo, ilu wywiadów Szarapowa zdąży udzielić w Stuttgarcie. Jeśli skończy się na jednym meczu i jednej konferencji prasowej, to może znów warto będzie sięgnąć po „Vogue'a". W rozmowie z tym magazynem tenisistka przyznała, że podczas dyskwalifikacji miała wreszcie czas na życie towarzyskie. Stwierdziła nawet, że przez te 15 miesięcy wypiła więcej alkoholu niż kiedykolwiek przedtem.

Wygląda jednak na to, że kaca ma nie Szarapowa, ale tenis.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA