fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Piotr Sierzputowski, trener Igi Świątek: Wyzwanie dla głowy

Piotr Sierzputowski
BARTOSZ KRUPA/EAST NEWS
Trener Piotr Sierzputowski o planach startowych Igi Świątek, układzie sił w kobiecym tenisie i zamieszaniu rankingowym z powodu koronawirusa.

Dlaczego Iga nie pojedzie na turniej w Stuttgarcie?

Pierwszym powodem jest długi występ w Miami, po którym Iga dopiero niedawno zaczęła trenować na mączce. Mamy za sobą tylko kilka treningów. Następnym to, że turniej jest w hali, na dość specyficznej nawierzchni. Granie w hali to z mojej szkoleniowej perspektywy całkiem inny sport. Ostatni raz Iga grała w hali w Budapeszcie w 2019 roku. To jest dobry turniej WTA 500, obsadę ma niezłą, ale my szykujemy się do turniejów wyższej rangi – WTA 1000 w Madrycie i Rzymie – i potrzebujemy czasu, żeby się przygotować.

Czy przesunięcie o tydzień Wielkiego Szlema w Paryżu też miało znaczenie?

Miało takie, że mamy o tydzień więcej czasu na treningi, możemy inaczej zaplanować obciążenia i wbrew pozorom opóźnienie startu Roland Garros też sprawiło, że turniej w Niemczech warto było opuścić, by lepiej wykorzystać ten czas. Plusem jest także to, że starty w czasach pandemii to również wyzwanie dla głowy. Odcinając jeden wyjazd i siedzenie w hotelu bez możliwości wyjścia, poprawiamy nastrój Igi. W końcu przez dziesięć miesięcy w roku jest poza domem, a to bardzo duże wyzwanie. Dla niej to pierwszy pełny rok w dorosłym tourze.

Ciąg dalszy też będzie polegał na cięciu programu startów?

Od początku nie miałem w planach grania więcej niż jednego turnieju na trawie przed Wimbledonem. Zakładałem, że mógłby to być Berlin. Jeżeli jednak Iga spisze się świetnie w Paryżu, to być może zagramy na trawie tylko w Wimbledonie. Życie pokaże, co dalej, także przed igrzyskami.

Minął pierwszy kwartał sezonu, jak pan ocenia nowy układ sił w WTA Tour?

Naomi Osaka na pewno nieco odskoczyła rywalkom, ale nawet ona powiedziała, że by stale dominować, musiałaby odskoczyć znacznie dalej. Wiele dziewczyn ciężko pracuje, jedna napędza drugą, ale nie ma jak u mężczyzn wielkiej trójki, nie pojawiła się mocna kilkuosobowa grupa, która rozdziela między siebie główne nagrody. Jeśli mówimy o tenisistkach nr 20 i nr 7 w rankingu WTA, to nie można z góry założyć, że ta z nr 20 jest słabsza. Trzeba śledzić wcześniejsze mecze, zwłaszcza tegoroczne. Sam ranking jest nieadekwatny.

Wraca stary sposób wyliczania rankingu, sprzed koronawirusa. To ważna zmiana?

Ważna i dobrze, że kończy się poprzedni sposób, bo jego przedłużanie byłoby bzdurą. Parę rzeczy mnie jednak drażni. Iga traci punkty za finał w Lugano w 2019 roku, lecz dorobek dziewczyn, które grały w Indian Wells nie znika. Parę osób zachowa punkty za ten turniej przez trzy lata. Czemu? Otrzymałem z WTA dosyć wymijającą odpowiedź, że turniej w Lugano nie ma kontynuacji. Skąd mam wiedzieć, że Indian Wells w 2022 roku się odbędzie?

Co jeszcze pokazała pandemia?

Każe nam wyciągnąć wnioski odnośnie do przerw na kontuzje, może zmienić zasady zamrażania rankingów, przydałoby się także nowe rozwiązanie problemu urlopu macierzyńskiego. Pojawiło się sporo nowego w kwestiach organizacyjnych, o których przeciętny kibic nie wie: wiele rzeczy dzieje się teraz zdalnie, można więcej załatwić na telefon, usprawnić organizację naszej pracy.

Co się stanie, jeśli trwałym efektem pandemii pozostanie zmniejszenie puli nagród i spłaszczenie siatki płac w turniejach?

Jeżeli ten stan się utrzyma, to wiele tenisistek i tenisistów zakończy kariery. Nie mówię o dziewczynach z Top-20 rankingu, w ich przypadku duża część zarobku pochodzi z innych źródeł niż premie turniejowe. Najlepsze większość tych premii i tak przeznaczają na pensje ekip, nie są to pieniądze, które decydują o utrzymaniu. Tym z dalszych miejsc, u kobiet z przedziału 50–300, będzie trudniej, chociaż w czasie pandemii pule nagród zostały podzielone tak, by najwięcej tracili zwycięzcy, a grający w pierwszych rundach mieli podobne wpływy jak wcześniej. Ci z góry rankingów jednak też nie będą zadowoleni, gdyż im również może zabraknąć na opłacanie kosztów działalności. Łatwo wejść na wysoki standard życia, trudno z niego zrezygnować. Gdy będą musieli miesiąc po miesiącu dokładać do interesu, to mogą dojść do wniosku, że lepiej zostać sportowym celebrytą, niż wydawać pieniądze na tenis i zasuwać w pocie czoła na korcie.

Nie brak głosów, że właśnie najlepszym nie opłaca się grać przy tych zmniejszonych pulach...

Wygranie turnieju z cyklu WTA 500 daje wprawdzie prawie 500 punktów rankingowych, ale finansowo mniej niż porażka w pierwszej rundzie Wielkiego Szlema. Wiem, że wciąż są to duże pieniądze, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak duże są koszty kariery. Na stronie WTA można przeczytać, że tenisistka zarobiła 3 mln dol. Z tych 3 milionów 1 milion zabierają podatki, kolejny milion lub półtora to wydatki. Można oczywiście spać w tańszym hotelu, ale w czasach pandemii nie ma wyboru, trzeba spać w bańce, w hotelu organizatora. Czasem za chore pieniądze. W Miami za cenę narzuconego pokoju byłbym stanie wynająć kilkupokojowy apartament w wysokim standardzie. Tenisiści mają ten pokój za darmo, trener i reszta ekipy nie. Koszty wyżywienia całej ekipy to też niemałe wydatki.

Cieszyłby się pan z szybkiego zaszczepienia przeciw Covid-19 całej ekipy Igi Świątek?

Tak i jestem zdania, że wszyscy ludzie pracujący wokół sportu powinni być zaszczepieni, choć sportowcy muszą mieć wybór, czy chcą się zaszczepić czy nie. To, że w tenisie nie wszyscy są chętni, wynika pewnie z faktu, że gramy w turniejach praktycznie co drugi tydzień, często wyjeżdżamy na długo z kraju i trudno znaleźć czas na przyjęcie szczepionki.

Otrzymał pan w Miami trofeum dla najlepszego trenera WTA w 2020 roku. Czy ta nagroda oznacza dodatkowe obowiązki?

Są publikacje na stronie WTA Tour, pewnie nadal będą się ukazywać wywiady ze mną, ale to zależy także od wyników Igi. Innych obowiązków nie ma. W latach przed pandemią były szkolenia, angażowano także laureatów w działalność charytatywną, ale teraz o takie rzeczy trudno.

Wim Fissette powiedział niedawno, że trenowanie z Naomi Osaką to jego praca marzeń. Powiedziałby pan to samo o pracy z Igą Świątek?

Wim Fissette jest bardzo doświadczonym trenerem, swoje w życiu zawodowym przeżył, trudno mi się z nim porównywać. Mogę natomiast śmiało powiedzieć, że ogromnie lubię tę pracę, cieszę się nią, nawet trochę się z tego śmieję, że dostaję nagrodę za to, co sprawia mi taką przyjemność. Sportowiec musi wyjść codziennie na kort, poświęcić się na 100 procent. Ja się tak nie męczę fizycznie, mam więcej pracy intelektualnej. Ta praca sprawia mi frajdę, nie zamieniłbym jej na inną.

Co dziś jest najtrudniejsze?

Pandemiczne planowanie. To jest piekielnie trudne, gdy człowiek wciąż się zastanawia, co i jak będzie. Przestałem już myśleć opcjonalnie, stwierdziłem, że należy działać wedle stanu bieżącego, a nie opierać się na plotkach i przypuszczeniach. Informacje zmieniają się z dnia na dzień, i bywa, że nie wiem, czy nie będziemy musieli wykonać jakiejś pracy jeszcze raz. Iga jest młoda, każdy trening sprawia, że staje się lepsza, lecz jej pokłady cierpliwości i motywacji też nie są niewyczerpane. Musimy dbać o jej komfort.

Iga jest aktywna w mediach społecznościowych, czasem pan też w nich się pojawia. Dlaczego?

Myślę, że jest to po prostu element komunikacji z kibicami i opinią publiczną. Nie musimy dzielić się wszystkim, co robimy, ale sądzę, że będzie tych informacji z zaplecza naszej pracy coraz więcej. Spotykamy się czasem z krytyką, ale wiemy także, że wielu ludzi lubi to, co robimy, i docenia nasze wysiłki. Dla mnie głównym powodem obecności w mediach społecznościowych jest edukacja. Choć zbytnio nie lubię się pokazywać, to chciałbym, aby ludzie wiedzieli, o co chodzi w tenisie i jak to wszystko działa. Może się to przełożyć także na promocję tej gry w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA