fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wojciech Fibak: Tenis przychodził mi łatwo

Michał Klag / Reporter
Stefan Szczepłek
Mirosław Żukowski
Były znakomity tenisista Wojciech Fibak o graczach ze swojego pokolenia, bójce w szatni z Johnem McEnroe, Hubercie Hurkaczu i Idze Świątek oraz meczu z romantycznym finałem.

Czy w nowym sezonie Novak Djoković, Rafael Nadal i Roger Federer będą w dalszym ciągu siłą napędową tenisa, czy też młodzi skoczą im do gardła?

Ci legendarni tenisiści wciąż grają znakomicie i mają zdrowie. Zdarzają się kontuzje, nawet Federerowi się przydarzyła, ale wracają i są mocni. Młodzi jednak już wierzą, że mogą z nimi wygrywać. Często też wygrywają. Może nie w tych najważniejszych turniejach, ale w Masters 1000 wiele razy im się udało. Wygrali Dominic Thiem, Alexander Zverev i Stefanos Tsitsipas. Czy będzie radykalna zmiana warty? Może jeszcze trzeba trochę poczekać.

Federer to jedno z najbardziej zadziwiających zjawisk. Ani Pete Sampras, ani John McEnroe, ani nawet Bjoern Borg nie mieli aż takiej sportowej, a przede wszystkim medialnej pozycji. Z czego to się wzięło?

Federer pięknie mówi po angielsku, świetnie po niemiecku i po francusku. Jest wymarzonym ambasadorem tenisa, zawsze uśmiechnięty, elegancki. Wszyscy chcą być jak on, grać jak on, zachowywać się jak on, mieć taką wspaniałą rodzinę, nie ma z nim żadnych afer. To naprawdę pomnikowa postać. Choć ma już 37 lat, wciąż gra pięknie. To wszystko razem powoduje, że jest tak popularny. Rod Laver był wielkim tenisistą, ale nie miał takiej aury, nie budził aż takiej sympatii. Borg był mniej kontaktowy, grał też mniej ciekawy tenis. McEnroe i Connors to byli wielcy, ale czupurni, kontrowersyjni tenisiści. Sampras był mało elokwentny, mniej kontaktowy. Stefan Edberg bardzo spokojny, cichy. Nadal ma wielkie serce, jest zawsze uprzejmy, na co mam wiele przykładów. Kiedyś musieliśmy biegać w Monte Carlo po trybunach, by znaleźć chłopca, który prosił o autograf. Nie ma jednak tej elegancji, co Federer. Pamiętam rozdanie nagród w Monako po zwycięstwie Nadala. Najpierw Federer zwraca się do wszystkich po francusku, a później Nadal odbiera nagrodę i trąca księcia tak, że ten prawie przewraca się na trybunie.

CZYTAJ LUB SŁUCHAJ

Rozmowa z Wojciechem Fibakiem także na podcasty.rp.pl

Pod tym względem największy postęp zrobił chyba Djoković?

Tak. Novak mówi pięknym angielskim, bardzo rozbudowanym. Znakomicie mówi też po włosku, nauczył się ostatnio po francusku. Wyraża się precyzyjnie, ma swój styl, świetnie się ubiera. Kiedy porównuję ich z Connorsem, Borgiem, McEnroe czy Ivanem Lendlem, pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to wspomnienie tego, że gwiazdorzy z moich lat zawsze ze sobą walczyli. Ciągle były konflikty. Wszyscy byli egoistami. Nigdy nie godzili się na występy charytatywne, aby tenis bardziej wesprzeć. Byłem menedżerem Lendla przez sześć lat i musiałem go ciągle namawiać, prosić. Z Connorsem było jeszcze gorzej.

Ale McEnroe zawsze był gotowy zagrać dla ojczyzny w Pucharze Davisa, co i wówczas, i potem nie zawsze było normą i tych rozgrywek już praktycznie nie ma. Nie żal panu?

To prawda, ja też podjąłem kiedyś decyzję, aby grać finały WCT, a nie Puchar Davisa, i czasem trochę tego żałuję. Tym bardziej że dziś o tych rozgrywkach w ogóle się nie mówi. WCT (World Championships Tennis – przyp. red.). Nikt nie powie, że byłem dwukrotnym mistrzem świata, wicemistrzem w singlu. WCT zniknęło z historii tenisa, a wtedy to była prestiżowa impreza, dużo bardziej prestiżowa niż finały ATP. Marzeniem każdego tenisisty było zagrać w Dallas. To było 100 tys. dolarów za sam występ w późnych latach 70. To jak milion dzisiaj. Grałem tam również ze względu na moich deblowych partnerów. Zbieraliśmy z Tomem Okkerem punkty przez okrągły rok, wygrywaliśmy i co? Miałem nie zagrać w tym finale, gdy byliśmy najlepszą parą na świecie? Miałem wybór: zagrać na kortach Legii w Warszawie w Pucharze Davisa przeciwko Francji lub w finale WCT. Wybrałem WCT, ale byłem spięty i zestresowany, nie grałem tak, jak chciałem i zajęliśmy trzecie miejsce, a Polacy przegrali z Francją. Może gdybym z nimi był, byłoby inaczej... Z nostalgią wspominam ten czas.

Federer zbliża się do 38 lat, Connors grał do 40. roku życia. Pan zakończył profesjonalną karierę, mając lat 36. Czy dzisiaj można wielką formę zachować dłużej?

Mogłem grać dłużej, bo podobnie jak Connorsowi i Federerowi tenis przychodził mi łatwo. Grałem naturalnie, bez specjalnego stresu, wysiłku. Niestety, rozbiłem sobie kolano, grając w piłkę nożną w Paryżu. Praktycznie przez rok nie mogłem grać. Przeszedłem operację, ale to niewiele dało. Już nie wróciłem tak mocny. Przy okazji warto zwrócić uwagę, że ci, którzy twierdzą, że obecni tenisiści grają więcej niż my, są w błędzie. To wielkie nieporozumienie. Jest odwrotnie. Ja grałem po 30 turniejów rocznie, pięć lat straciłem przez Polskę Ludową, dlatego miałem głód grania. Nigdy nie odmawiałem, grałem w singlu i deblu, wszystkie ważne finały były pięciosetowe, często też półfinały. Dzisiaj tenisiści selekcjonują, ciągle się wymigują od gry. Niezrozumiałe było np. wycofanie się Federera z turnieju w paryskiej hali Bercy pod koniec ubiegłego roku. Wygrał turniej w Bazylei, grał znakomicie, nie był przemęczony i wycofał się, tłumacząc to przygotowaniami do Masters. To był wielki błąd. Gdyby zagrał w Paryżu, pewnie by wygrał i dużo lepiej wystartował w Masters.

Mówi pan, że dawni mistrzowie rywalizowali w egoistyczny sposób, ale pomimo to zawsze mieliśmy poczucie, że to był jednak o wiele bardziej romantyczny sport...

Były kiedyś rzeczy pozytywne, ale nie tylko. Gdy wydawało mi się, że już pokonam McEnroe, prowadziłem z nim w trzecim secie w Teksasie w olbrzymiej hali, on nagle zaczął protestować, wyzywać mnie. Biorę w końcu rakietę, próbuję go nią uderzyć, a on ucieka. Na kort wpadł Bobo Živojinović i nas rozdzielił. W szatni się pobiliśmy. Mamy piękne historie, ale mamy również gwałtowne.

Niedługo będzie nowy sezon. Co się musi stać, aby Hubert Hurkacz zagrał w Masters, a Iga Świątek była w czołowej dwudziestce światowego rankingu?

Iga gra energetyczny, szalony tenis, ale z drugiej strony ma niesamowitą regularność trudnych uderzeń. Za tym musi jednak pójść stabilizacja mentalna i zdrowie. Ona może przegrać seta 0:6, a później wygrać 6:1, 6:1. Tak właśnie zrobiła w Paryżu w turnieju Roland Garros. Iga ma też silną konkurencję, bo jest około dziesięciu mocnych młodych dziewczyn, często Rosjanek, które mieszkają już w USA. Te dziewczyny też mocno uderzają piłkę, choć może nie grają tak szalonego tenisa jak Iga.

Nie brakuje głosów, że atrakcyjność kobiecego tenisa spada, szczególnie na tle wspaniałych spotkań mężczyzn...

Kiedyś były dwie siostry Williams, dwie Belgijki Kim Clijsters i Justine Henin, do tego Amelie Mauresmo i Lindsay Davenport. Ta szóstka przez dziesięć lat dzieliła między siebie najważniejsze tytuły. Teraz jest większe zamieszanie, bo te starsze zawodniczki grają w kratkę. Krecze w ważnych spotkaniach, przedziwne rzeczy dzieją się w czołówce tenisa kobiecego. To stwarza możliwości dla Igi, również dla Magdy Linette, która gra elegancko, spokojnie, głównie przez środek siatki. Myślałem, że ona nie potrafi grać precyzyjnie, kiedyś oglądałem jej trening i rozmawiałem o tym z jej trenerem. Powiedziałem, że na treningu Magda umie posyłać piłkę blisko linii, a na meczu tego nie stosuje. Później Linette w Paryżu rozegrała przeciwko Halep genialne spotkanie. Ona też może pukać do czołowej dwudziestki, czego jej życzę.

A Hurkacz?

Hubert na korcie jest wszechstronny, szybki, zwrotny. Jak na wysokiego tenisistę trochę przypomina Jerzego Janowicza i Marata Safina. Ma to, czego nie ma np. John Isner. Do tego ta miękka ręka, wyczucie piłki. To bardzo sympatyczny, a jednocześnie ambitny, ostro trenujący młody człowiek. Wygrał już wiele ważnych spotkań, np. z Thiemem i Tsitsipasem. Czy on może awansować do Masters? Jest taka szansa. Hubert ma wszystkie atuty, aby przebić się wysoko.

Czego mu brakuje?

Jest za delikatny, może trochę zagubiony, a mecz rozpoczyna się w szatni i przy wejściu na stadion. Gdy byłem odpowiedzialny za karierę Djokovicia, mówiłem: Novak, skróć przejście od twojej limuzyny do szatni z 50 minut do 12. Rozmawiaj, ale spróbuj to przejść szybciej, z jednoczesnym szacunkiem i sympatią dla tych ludzi. Zrób tak, aby oni skomentowali: „On jest tu po to, aby wygrać turniej. On jest skoncentrowany". Tenis jest grą, to wszystko jest mentalne, a Hubert jeszcze nie jest takim graczem. Pięknie uderza piłkę, ale nie ma tego, z czym urodzili się Connors lub McEnroe, takiej wersji ostrej. Nawet Janowicz na jeden mecz to miał, ale on z kolei nie miał zdrowia i siły mentalnej. Tenisowi trzeba oddać co najmniej 20 lat, bo najpierw dziesięć lat trenować, by potem przez kolejne dziesięć grać na najwyższym poziomie. Tę mentalną twardość mają też Federer i Nadal, ale nie w aż takim stopniu jak McEnroe i Connors, którzy się z tym urodzili. Dawali z siebie wszystko, aby wygrać każdy punkt. Przeglądam czasem albumy i trafiłem na turniej w Indian Wells. McEnroe i Connors wygrywali mecze 6:1, 6:1 lub 6:2, 6:2. Bardzo trudno było w starciu z nimi zdobyć gema. Hubert nie ma tej zaciekłości, waleczności.

Może to przyjdzie z wiekiem...

Zawsze tak mówimy, ale McEnroe miał to już jako szesnastolatek, gdy widziałem go pierwszy raz w Dallas. Mówiąc o Polakach, wspomnijmy również Kamila Majchrzaka, który gra regularnie, pewnie. Może uderzać w każde miejsce na korcie z każdej pozycji. Tomek Iwański, który mu pomaga, prowadzi go znakomicie. Kamil dojrzewa, staje się mężczyzną, bo kiedyś był chłopcem, taką trochę gapą na korcie. Nie chciałem użyć słowa „gapa" przy Hubercie, ale tutaj mi jakoś samo wyskoczyło. Kamil też może być 25. tenisistą świata, bo gra bardzo regularnie, wszystko potrafi. No i jest jeszcze Łukasz Kubot w deblu. Wiem, że ma świetny kontakt z Hubertem, niech dalej będzie dla młodzieży wzorem. Kubot jest w deblu takim samym profesjonalistą jak Nadal, Djoković czy Federer w singlu. To jest niezwykłe, bo ja debla grałem zawsze na dostawkę, oszczędzałem się na singla.

Zakończmy romantycznie. Na spotkaniu w Polskim Komitecie Olimpijskim opowiadał pan o meczu, który rozgrywali Duńczyk Torben Ulrich i Amerykanin Eric Van Dillen. To piękna historia...

Turniej w Bostonie, elegancja, nawierzchnia trawiasta, tuż przed US Open, grali tam wszyscy najlepsi. Ulrich to była niezwykła postać. Warkocz do pasa, gitara wieczorem. Jego syn założył zespół Metallica. Gra z Van Dillenem, wtedy jeszcze nie wprowadzono tie-breaków i przy wyniku 10:10 Torben podchodzi do siatki, prosi Erica, by też podszedł, i mówi: – Przepraszam, dla mnie będziesz zwycięzcą tego meczu, ale wydaje mi się, że już piękniej nie możemy grać. Wolałbym zejść z kortu i mieć to cały czas w głowie, żyć tym. Jeżeli pozwolisz, podaję ci rękę, dziękuję i zostańmy z tym wspomnieniem na zawsze.

Myśli pan, że dzisiaj byłoby to możliwe?

Dziś byłyby za to kary.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA