fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Apetyt na Hurkacza

Hubert Hurkacz (37. ATP) tak dobrze roku jeszcze nigdy nie zaczynał. Pokonał trzech graczy wyżej notowanych: Diego Schwartzmana (13), Bornę Coricia (28) i Dominika Thiema (4)
AFP
Wielka męska trójka trzyma się mocno, ale dla nas najważniejsze jest, że już na początku sezonu polski gracz nr 1 dał wyraźny sygnał: jestem coraz lepszy.

Nowy rok przynosi w męskim tenisie stare pytania: czy Rafael Nadal, Novak Djoković i Roger Federer podtrzymają legendę „wielkiej trójki", czy ich wielkoszlemowa rywalizacja oznaczać będzie kolejne rekordy, złamanie granicy 20 zwycięstw przez Hiszpana lub 21 przez Szwajcara, czy może młodzi zdolni, których jest już wielu, pójdą śladem zwycięzcy Masters Stefanosa Tsitsipasa i wreszcie dobiorą się do skóry weteranom?

Niezależnie od odpowiedzi rok z igrzyskami zapowiada się pasjonująco. Djoković dla wielu wygląda na faworyta najbliższego Australian Open. Tim Henman jest wśród tych, którzy widzą Serba z ósmym pucharem w Melbourne, lecz nikt nie skreśla pozostałych sław. Federer, choć nie wygrał w minionym roku, nadal jest ceniony, dla niektórych jakby wiecznie żywy (Rod Laver wciąż widzi Szwajcara w roli mistrza w Melbourne).

Długowieczny mistrz, zgodnie ze swą sprawdzoną już metodą, zapowiedział zaledwie 13 startów w roku (Wielki Szlem, cztery turnieje ATP Masters 1000, trzy ATP 500, igrzyska w Tokio i Puchar Lavera) plus ewentualnie Finały ATP i parę pokazówek. Jego dwaj główni rywale są w Australii, już grają (i wygrywają) w ATP Cup.

Świeża krew

W związku z sezonem kobiecym powtarza się pytanie, czy Serena Wiliams przełamie wielkoszlemową niemoc w finałach i wreszcie zdobędzie tytuł nr 24. Nie wszyscy są przekonani, w USA już od dawna słychać o poszukiwaniu następczyni (Coco Gauff ma wielu zwolenników, na pewno warto śledzić jej karierę).

Od czasu ostatniego zwycięstwa Sereny w Australian Open 2017 11 turniejów wieloszlemowych wygrało dziewięć różnych tenisistek. Kobiecy tenis to dziś przede wszystkim tworzona przez młode dziewczyny nowa historia. Można zatem oczekiwać początków długiej rywalizacji: Naomi Osaka – Bianca Andreescu, ale też można wierzyć w niezwykłą wszechstronność obecnej liderki rankingu WTA Ashleigh Barty, równie dobrze jak w wielkoszlemowe przebudzenie Karoliny Pliskovej albo Petry Kvitovej, tak jak w wytrwałość mistrzyni Roland Garros i Wimbledonu Simony Halep.

Kobiecy tenis zawodowy nie cierpi na brak świeżej krwi, nawet w tym roku może się okazać, że do grona gwiazd przyszłości dołączy ktoś taki jak Amanda Anisimova lub Diana Jastremska. Zapowiadany powrót Kim Clijsters w tych okolicznościach może stanowić silny kontrast, nawet mecze Marii Szarapowej nie będą już magnesem jak kiedyś, a zakończenie kariery przez Karolinę Woźniacką, choć także nad Wisłą budzące uzasadnione sentymenty, nie zmniejszy zainteresowania wydarzeniami na kortach.

Polski tenis również wchodzi w 2020 rok ze sporymi nadziejami związanymi z młodością Huberta Hurkacza i Igi Świątek, spokojnym postępem Magdy Linette i Kamila Majchrzaka, a także deblową dojrzałością Łukasza Kubota i Alicji Rosolskiej.

Apetyt na sukcesy Hurkacza (nr 37 w rankingu ATP) jest największy i jeszcze wzrósł po trzech ładnych zwycięstwach młodego tenisisty w ATP Cup. Kto niepokoił się z powodu słabego końca roku polskiej rakiety nr 1, zobaczył, że powodów do obaw nie ma.

Treningi na Florydzie

Hurkacz wersja 2020 to jeszcze lepsze serwisy i poruszanie się po korcie, także po dawnemu taktyczny zmysł i chłodna głowa. Wygrane z Diego Schwartzmanem (nr 13. ATP), Borną Coriciem (28.) i Dominikiem Thiemem (4.) dały Polakowi 195 punktów rankingowych (120 netto), w wirtualnej klasyfikacji oznacza to awans o pięć miejsc i grę w Australian Open w grupie rozstawionych. Zadecyduje klasyfikacja z 13 stycznia. Po drużynowych meczach w Sydney Hurkacz ma w planie jeszcze start w Auckland, ale turniej w Nowej Zelandii już nie wpłynie na rozstawienie w Wielkim Szlemie.

– Naprawdę przyłożyłem się do ciężkiej pracy w przerwie między sezonami, sądzę, że to się opłaciło – tak Polak tłumaczył dobrą grę w Ken Rosewall Arena. Ćwiczył od tygodni nieopodal Tampa na Florydzie. Trener główny Craig Boynton oraz Przemysław Piotrowicz (przygotowanie fizyczne) wykonali tam dobrą robotę. W roku olimpijskim trzeba mieć olimpijskie marzenia – Hubert Hurkacz twierdzi, że potraktuje start w Tokio tak jak grę w Wimbledonie, polscy kibice będą mieli wiele okazji, by bić mu brawo.

Iga Świątek (59. WTA) po trzech tygodniach pracy w Dubaju wróciła na święta do Polski. W Melbourne zagra tym razem bez turniejowej rozgrzewki na antypodach. Decyzja jest odważna, ale Piotr Sierzputowski i Sławomir Fotek (zastąpił Jolantę Rusin-Krzepotę w kwestiach przygotowania motorycznego) biorą ryzyko na siebie.

Możliwości młodej Polki są duże, w tej kwestii jest powszechna zgoda, pierwszy rok w WTA Tour Iga przeszła w miarę suchą stopą, ze szczytem (4. runda) w Roland Garros. Wiele teraz zależy od stanu zdrowia, spokoju głowy, uporządkowania spraw formalnych i sponsorskich po rozstaniu z Warsaw Sports Group. Inaczej mówiąc, trzeba życzyć Polce stabilizacji na korcie i poza nim.

Tegoroczny śmiały plan startów panny Igi zawiera też występ olimpijski (to także wpływ taty, olimpijskiego wioślarza z Seulu), nie można również wykluczyć startu w igrzyskach miksta Świątek – Łukasz Kubot. Przymiarka może nastąpić już w Australian Open.

Debel nie składa broni

Ambicje Magdy Linette (43. WTA) też są spore. Polska tenisistka nr 1 przegrała wprawdzie w pierwszej rundzie w turnieju w Shenzen, ale zagra w Hobart i po swojemu, krok za krokiem, spróbuje pokonać kolejny płotek – dziś jest nim nr 40 w rankingu WTA, może zwycięstwo w drugim turnieju WTA po ubiegłorocznym sukcesie w Bronksie. Zmian na zapleczu nie ma, trenerem Linette pozostaje Mark Gellard, baza treningowa w chińskim Kantonie (Guanghzou) także.

Kamil Majchrzak, z trenerem Tomaszem Iwańskim u boku, zaczął 2020 rok od powrotu do pierwszej setki rankingu ATP (jest 97.). Ta wiadomość miała znaczenie, bo oznaczała start w Australian Open bez kwalifikacji. Ciąg dalszy wygląda obiecująco, Polak gra stabilnie i, cytując jego barwnego szkoleniowca: – Nie jest już zagubionym tenisowym dzieckiem.

Polski tenis ma też ten walor, że gdy nie idzie singlistom, to pojawiają się sukcesy deblowe. Najwytrwalsi – Łukasz Kubot (wciąż z Marcelo Melo) oraz Alicja Rosolska (wciąż z różnymi partnerkami) – nie składają broni. Pojawią się w Melbourne i dalej będą o sobie przypominać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA