fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Hubert Hurkacz: Zamierzam podjąć rękawicę

Michael Reaves/Getty Images/AFP
Najlepszy polski tenisista Hubert Hurkacz o treningu na Florydzie, planach startowych i niepewności w czasach pandemii.

Jak wyglądało pańskie amerykańskie miejsce pracy w ostatnich czterech miesiącach?

Akademia w Saddlebrook to bardzo duży obiekt. Znajdują się w nim dwa pola golfowe, ośrodek hotelowy, no i jest około 30 kortów, może nawet więcej. Przez cały czas mieliśmy też dostęp do miejscowej siłowni, oczywiście z ograniczeniem liczby ćwiczących w tym samym czasie osób.

Jak pan sobie radził z monotonią wymuszonego przez pandemię pobytu na Florydzie?

Po prostu graliśmy dużo w tenisa, większość dnia zajmowały mi treningi – powiedzmy do godz. 16 – po których często chodziłem na kolację do domu trenera Craiga Boyntona. Dzień do dnia był rzeczywiście podobny: praca na korcie, potem rozciąganie, jeszcze internetowa rozmowa z rodziną, no i jazda na kolację, ale dzięki temu czas mijał w miarę szybko.

Jak ocenia pan efekty tego wysiłku? Zmężniał pan i jeszcze się wzmocnił?

Rzeczywiście, pracowałem z trenerem nad elementami, na których poprawę zwykle nie ma czasu. Mam wrażenie, że poprawiłem swoją grę i będzie to widać w przyszłości.

Obserwował pan z bliska, jak koronawirus atakuje USA?

Oprócz wyjazdu na dwa turnieje pokazowe przebywaliśmy cały czas w jednym miejscu, więc o wpływie koronawirusa na życie Amerykanów mogliśmy się dowiedzieć tylko z telewizji. Oczywiście wiedzieliśmy, co się dzieje dookoła tenisa, czekaliśmy na sygnał o wznowieniu rozgrywek ATP Tour i staraliśmy się sami zdobywać informacje w tej sprawie.

To wie pan, co się stało podczas firmowanego przez Novaka Djokovicia cyklu Adria Tour...

Myślę, że to zdarzenie nie będzie miało znacznego wpływu na turnieje ATP. Obecnie największym problemem są trudności w swobodnym poruszaniu się zawodników, zwłaszcza przyjazdy z niektórych krajów i kontynentów bez odbywania kwarantanny. To może być największym ograniczeniem.

Nie jest pan zatem zwolennikiem odwoływania Djokovicia z funkcji szefa Rady Zawodniczej ATP?

W sumie nawet od kogoś takiego jak on teraz niewiele zależy.

Co pan sądzi o nowym sposobie określania rankingu ATP – rozliczanie tenisistów z osiągnięć od marca 2019 roku do grudnia 2020 roku, czyli z 22, a nie z 12 miesięcy?

To jest sprawiedliwe rozwiązanie. Bez niego ci, którzy nie zdecydowaliby się na przyjazd na turnieje, byliby mocno pokrzywdzeni, także z powodu związanych z koronawirusem restrykcji dla podróżujących.

Plan najbliższych pańskich startów wygląda ambitnie: Waszyngton, dwa razy Nowy Jork – Masters 1000 i Wielki Szlem – potem ewentualnie Kitzbuehel, Madryt, Rzym i Roland Garros, czyli wszystko, co oferuje zmieniony kalendarz ATP Tour. Nic się nie zmieniło?

Zamierzam podjąć tę rękawicę. Te turnieje są w moim programie i mam nadzieję, że nie zostaną odwołane. Chcę grać.

Wie pan już, z kim pojedzie, jak zorganizuje pobyt w USA?

Na razie muszę wiedzieć, kiedy będę mógł tam polecieć, aby móc się przygotowywać do amerykańskich turniejów na miejscu. Na pewno przewiduję pobyt z trenerem, reszta dopiero się okaże.

Są jakieś różnice między USA i Polską w kwestii ochrony przed zakażeniem koronawirusem?

W Polsce jest pod tym względem nieco luźniej.

Największe przyjemności po powrocie do kraju?

Proste sprawy: spotkanie z rodziną, pójście na kort ze znajomymi, wspólny trening. W sumie jednak ten powrót niewiele zmienił, jest tak, jak było wcześniej.

Zgłosił się pan do mistrzostw Polski. Szykuje się pan na scenariusz: teraz wszyscy sprężamy się na Huberta, bo to przecież nr 29 w rankingu ATP?

Myślę, że niemal wszyscy pojadą do Bytomia, żeby wygrać, ale atmosfera między nami naprawdę jest świetna, życzymy sobie jak najlepiej. To jest zdrowa rywalizacja, wzajemnie sobie kibicujemy i jednocześnie każdy próbuje poprawić grę.

Czy obserwował pan ewentualnych rywali podczas obecnego turnieju z cyklu Lotos PZT Polish Tour we Wrocławiu?

Tak, przychodziłem na korty praktycznie codziennie.

Tak się składa, że najlepszy polski tenisista Hubert Hurkacz i najlepszy polski golfista Adrian Meronk są z Wrocławia i się przyjaźnią. Czy Adrian dobrze gra w tenisa?

Chyba jeszcze niezbyt dobrze (śmiech).

A dla pana golf to obcy sport?

Gdy byłem w Saddlebrook, zdarzyło się, że kilka razy zagrałem. Mam już własne kije, uderzam w miarę normalnie. Nie mam jeszcze handicapu (wskaźnika określającego poziom umiejętności – przyp. k.r.), bo wciąż zdarzają mi się takie dołki, na których piłki nie lecą w tę stronę, w którą powinny lecieć.

Wielu wybitnych tenisistów: Nadal, Sampras, Courier, Edberg, Lendl, doskonale gra w golfa…

Nie wykluczam, że gdybym poprawił się w golfie, to grałbym także lepiej w tenisa.

Plan pobytu w Polsce ma pan do końca nakreślony?

Jeszcze nie do końca, są znaki zapytania. Na razie ważne są mistrzostwa Polski w Bytomiu (zaczynają się w poniedziałek 13 lipca, oprócz Hurkacza zagra w nich m.in.także polska rakieta nr 2 Kamil Majchrzak – przyp. k.r.). Chcę w nich dobrze wypaść, chcę także nadal pracować nad wolejem, serwisem, być bardziej świadomym tego, co dzieje się na korcie. Jak ten plan wypełnię, będę zadowolony. Potem zobaczymy, jak to będzie z możliwością gry w Ameryce i Europie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA