fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Maria Szarapowa, caryca przestała straszyć

shutterstock
Maria Szarapowa jest dziś 81. tenisistką rankingu WTA. Przegrywa, zmaga się z kontuzjami i coraz częściej pada pytanie, czy najbogatsza kobieta światowego sportu wkrótce nie skończy kariery.

W przyszłym tygodniu Rosjanka wypadnie poza czołową dziewięćdziesiątkę rankingu, a to oznacza, że jeśli nie zacznie grać lepiej, bliski jest moment, gdy o prawo występu w najpoważniejszych turniejach będzie musiała walczyć w kwalifikacjach, jeżeli nie dostanie od organizatorów dzikiej karty.

Szarapowa już była w takiej potrzebie, ale wówczas sytuacja była inna, ponieważ wracała po dyskwalifikacji za doping i dzikie karty dla niej były przedmiotem kontrowersji. Wiele tenisistek protestowało, dyrektorzy turniejów reagowali różnie (od Roland Garros zaproszenia nie dostała).

Jak byłoby teraz – trudno powiedzieć. Towarzyską i medialną atrakcją Szarapowa będzie jeszcze długo, bo wybudowała swą pozycję nie tylko na korcie, ale też pod względem sportowym sprawy mają się zupełnie inaczej.

Rosjanka powoli przestaje być gwiazdą i wiele zależy od tego, czy zaakceptuje swój nowy status, czy wystarczy jej cierpliwości, bo powrót na szczyt nie będzie łatwy, choć kobiecy tenis kłopotów bogactwa raczej nie przeżywa. Pierwszoplanowe role grają zawodniczki, którym daleko do wybitności, a przede wszystkim stałości formy.

To może być dla Szarapowej zachęta do zostania, do zmagań z samą sobą i kontuzjami, czyli mówiąc krótko, wyboru tej samej drogi, którą idzie Serena Williams. Rosjanka już nie raz i nie dwa dawała dowody, że łatwo nie rezygnuje. Możną ją lubić lub nie, ale woli walki nie odmówi jej nikt, kto choć raz widział ją na korcie.

Przeszkodą mogą być natomiast kontuzje. W ciągu ostatnich trzech sezonów, czyli po odbyciu kary za doping, Szarapowa wygrała tylko jeden turniej, i to niepierwszoplanowy (w Tianjinie w Chinach). Kłopotów zdrowotnych miała natomiast znacznie więcej, łącznie z operacją prawego ramienia w lutym 2019 r. W tegorocznym Wimbledonie poddała mecz pierwszej rundy z Francuzką Pauline Parmentier. Później już nie grała, wróciła teraz w Toronto i odpadła też w pierwszej rundzie po porażce z Estonką Anett Kontaveit. To wystarczyło, by padły pytania, czy zbliża się sportowy koniec carycy kortów.

Kariera Szarapowej zaczęła się w roku 2004, gdy świat poznał jej tenis i towarzyszące mu jęki. 17-letnia Rosjanka wychowana w Ameryce wygrała Wimbledon i do akcji wkroczył jej agent (jest nim do dziś)Max Eisenbud, który uczynił z pięknej Marii jedną z największych gwiazd z pogranicza sportu, mody i popkultury. Szarapowa do USA przyjechała, gdy miała 7 lat. Kiedy skończyła 11, trafiła pod skrzydła koncernu Nike i materialne kłopoty jej rodziny się skończyły, ale naprawdę nowe życie zaczęła po zwycięskim Wimbledonie.

Wygrała potem wszystkie turnieje wielkoszlemowe, nawet Roland Garros na ceglanej mączce, choć gdy pierwszy raz przejechała do Paryża, powiedziała, że czuje się na tej nawierzchni jak krowa na lodzie. Była liderką światowego rankingu, bały się jej wszystkie rywalki poza Sereną Williams. Dzięki temu Rosjanka może być pewna, że nie powtórzy drogi pionierki glamour tenisa Anny Kurnikowej, która nie wygrała żadnego turnieju i przeminęła bez śladu.

Odpowiedź na pytanie o sportową przyszłość Szarapowej otrzymamy zapewne już za dwa tygodnie w Nowym Jorku podczas US Open. Jako zapowiedź tego, co może się stać, można potraktować jej słowa ze stycznia, gdy przegrała mecz w Australian Open: „Każdy kiedyś przekonuje się, że nie jest nieśmiertelny".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA