fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Szarapowa: nieśmiałe gwizdy

Maria Szarapowa
AFP
Po 15 miesiącach przerwy Maria Szarapowa znowu wygrywa. W pierwszej rundzie Porsche Tennis Grand Prix w Stuttgarcie Rosjanka pokonała Włoszkę Robertę Vinci 7:5, 6:3.

Korespondencja ze Stuttgartu

„Drodzy sympatycy tenisa. Tak, dziś gra Maria. Cieszymy się z tego i, jak wy, jesteśmy podekscytowani” – jak co dzień Markus Guenthard napisał w programie turniejowym kilka zdań do publiczności. Kilkanaście minut przed rozpoczęciem meczu para spikerów w kilku zdaniach również przygotowała trybuny na przybycie tenisistek.

Później na ekranie dwa razy szerszym nawet od kortu deblowego pojawiła się grafika imitująca deskę rozdzielczą samochodu (wiadomo jakiego). Jeden z liczników wskazywał nie prędkość, nie liczbę obrotów silnika czy ilość paliwa w baku, lecz poziom hałasu. Na prośbę prowadzących prawie komplet publiczności – puste pozostawały tylko krzesełka spóźnialskich – wydał z siebie próbny okrzyk entuzjazmu, po którym strzałka na ekranie przekroczyła 100 decybeli.

Wreszcie zza kotary wyłoniły się tenisistki. Oklaski były przeznaczone dla obydwu, ale setki już nie osiągnęły. Przyszła kolej na prezentację zawodniczek. O Szarapowej: pięciokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych, była liderka rankingu WTA, trzykrotna zwyciężczyni Porsche Tennis Grand Prix – i ani słowa o dyskwalifikacji za doping. Odezwały się brawa, ale już nie tak donośne jak wcześniej. Były także gwizdy, ale trzeba przyznać, że raczej nieśmiałe. Ot tak, dla zademonstrowania zdania odrębnego.

Z wysokości trybun trudno rzetelnie ocenić, ile przez ostatnie 15 miesięcy stracił tenis Szarapowej. Nawet przed dyskwalifikacją potrafiła skarcić każdą rywalkę (no, może poza Sereną Williams), a po chwili pozwolić sobie na metrowy aut. Z całą pewnością można powiedzieć jedynie, że Rosjanka nie zmieniła przyzwyczajeń. Na kort weszła – to już przesąd – starając się nie nadepnąć na linię, przed ważnymi punktami koncentrowała się odwrócona plecami do siatki, zaciskała pięść i głośnym „C’mon!” motywowała się do gry na najwyższym poziomie. A i serwis działa jak działał, bo asy zawsze mówią same za siebie.

Sprawdziły się przedmeczowe przewidywania Vinci, że Szarapowej trudno będzie utrzymać wysoki poziom gry w każdym gemie, że będą przytrafiały się jej słabsze momenty. Przewidzieć je a wykorzystać – to właśnie różnica między zwycięstwem a porażką. Włoszka zaczęła od prowadzenia 2:0, które jednak natychmiast roztrwoniła, a później częściej broniła się przed stratą podania niż miała szansę odebrać je Rosjance.

Po godzinie i trzech kwadransach Szarapowa udzieliła pierwszego od 15 miesięcy wywiadu. Jak to na korcie – pytania były kurtuazyjne. Co innego podczas konferencji prasowej, na którą Rosjanka spóźniła się niecałe 10 minut. Jak na nią – mało.

Za czym najbardziej tęskniła przez tych 15 miesięcy? - Za rywalizacją. Czy nie obawiała się reakcji publiczności? - Nie, bo w ogóle o tym nie myślała. Musiało paść także pytanie o jej reakcję na opinie innych tenisistek w sprawie „dzikiej karty” do turnieju w Stuttgarcie. Padła też odpowiedź, ale nie na temat. Dziennikarz z „The Times” nie dał za wygraną i sprecyzował pytanie kolegi: - Co Szarapowa myśli o komentarzu swojego agenta na temat Agnieszki Radwańskiej i Karoliny Woźniackiej? - Otóż nic nie sądzi, bo nie ma wpływu na to, co mówią inni ludzie; ani jej agent, ani tenisistki w szatni.

Rosjanka powiedziała kiedyś w jednym z wywiadów, że szatnia nie jest jej ulubionym miejscem. Rozbiera się, kąpie, ubiera, pakuje, nie traci czasu na rozmowy i od razu ucieka do hotelu. Teraz przebiera się jeszcze szybciej, bo w stuttgarckiej szatni inne tenisistki patrzą na nią raczej krzywo. Przecież nie ukrywają, że wolałyby, aby „ubóstwianej grzesznicy”, jak ją nazwała jedna z niemieckich gazet, w ogóle tu nie było.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA