fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

TURYSTYKA Trendy

Betlej: Coraz więcej lockdownów w Europie, kiedy u nas?

Izrael poskromił koronawirusa dopiero stosując drugi raz lockdown.
Fot. AFP
Sytuacja epidemiczna jest tak trudna, że żeby ją okiełznać władze Polski mogą za kilka tygodni sięgnąć po rozwiązanie najdalej idące – ponowne zamknięcie gospodarki. Tymczasem powinny zdecydować się na zamknięcie szkół i ograniczenia gastronomii – uważa ekspert.

Tygodniowe wskaźniki epidemiczne w 36 z 37 wszystkich krajów obserwowanych przez Instytut Badań Rynku Turystycznego Traveldata rosną. Wskaźnik spadł jedynie w Tunezji – informuje na wstępie cotygodniowego raportu prezes Instytutu Badań Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej.

Na tle krajów źródłowych dla turystyki pozytywnie wyróżniają się Skandynawia (335 nowych zachorowań na milion mieszkańców), kraje nadbałtyckie (405) i Niemcy (486). Choć takie wartości nowych infekcji były jeszcze do niedawna uważane za fatalne.

Przy czym tygodniowy wskaźnik zgonów podniósł się o prawie 70 procent z 4,63 do 7,83 przypadków na milion mieszkańców. A warto zauważyć, że jest to dynamika już znacząco większa od dynamiki dla liczby nowych infekcji (prawie 41 procent) – wylicza autor.

Nadal znacznie stabilniejszy jest wskaźnik nowych zakażeń w krajach dla ruchu turystycznego docelowych. W ostatnim tygodniu miał tam miejsce niespełna 10-procentowy wzrost, z 307 do 337 przypadków na milion mieszkańców. Jednak jego bezwzględna wielkość z porównaniu z wskaźnikami dla krajów źródłowych staje się też stopniowo coraz bardziej korzystna.

W tych samych krajach sytuacja pod względem liczby zgonów była zdecydowanie korzystniejsza niż w krajach źródłowych – wskaźnik wzrósł umiarkowanie z 6,15 do 6,82 przypadków na milion mieszkańców, czyli o niecałe 11 procent.

„Trzeba jednak pamiętać, że obecne tygodniowe liczby zmarłych nadal pozostają we wszystkich wymienionych obszarach w jednoznacznym trendzie rosnącym i, że najbardziej niekorzystny dla zdrowia okres jesienno–zimowy dopiero się rozpoczyna. Ponadto liczba zgonów jest zwykle opóźnionym w czasie efektem liczby zachorowań na koronawirusa, a więc jest dość prawdopodobne, że wraz ze wzbierającą falą nowych zachorowań również ona będzie nadal wzrastać” – pisze Betlej.

Bardziej zaraźliwy, mniej zjadliwy

W kolejnej części wywodu, zatytułowanej „Sytuacja epidemiczna w Polsce: koniec epopei, początek tragedii…” autor wraca do historii epidemii i opisuje przebieg walki z nią od marca. Tytuły poszczególnych fragmentów oddają charakter narracji: „Akt pierwszy – euforia wiosennego zwycięstwa”, „Akt drugi – wakacyjne intermedium z czarnymi chmurami na horyzoncie” („Wydaje się, że w sierpniu i wrześniu nasze władze popełniły bądź kontynuowały błędne decyzje, których skutki już są widoczne i będą widoczne przynajmniej w tygodniach następnych (…) i prawdopodobnie przyczyniły się w znaczącym stopniu do tej sytuacji, którą obserwujemy obecnie”), „Akt trzeci – wczesnojesienna eksplozja zachorowań i zgonów”.

Następnie Betlej poświęca więcej miejsca kwestii, jakie korzyści i niebezpieczeństwa płyną z tego, że wirus stał się „bardziej zaraźliwy choć mniej zjadliwy”.

Jak pisze, „mniej zjadliwy wirus wywołuje łagodniejszy przebieg choroby, co w konsekwencji powoduje relatywnie mniejszą liczbę przypadków śmiertelnych”, ale jego większa agresywność objawia się prawdopodobnie „większą liczbą zakażeń”. Tym bardziej, że ciągle mała liczba mieszkań powoduje, że pod jednym dachem żyją wielopokoleniowe rodziny.

Zamknąć szkoły i kluby

Pyta autor i radzi ponownie zamknąć szkoły (szczególnie dla młodszych roczników) i zdecydowanie ograniczyć działalność barów, restauracji, klubów i lokali rozrywkowych, „gdzie w godzinach wieczornych w sposób naturalny dochodzi do rozluźnienia dyscypliny stosowania się do reguł dystansowania społecznego i innych ograniczeń, co w konsekwencji prowadzi do wzmożenia transmisji wirusa”.

To ostatnie powinno – zdaniem eksperta – bezwzględnie łączyć się z wypłacaniem rekompensat przedsiębiorcom, aż pandemia nie zostanie „ponownie ograniczona do rozmiarów nie zagrażających prawidłowemu funkcjonowaniu społeczeństwa”.

„Alternatywą dla zamknięcia szkół i ograniczenia działalności lokali gastronomicznych i rozrywkowych może być ponowny i bardzo kosztowny lockdown wielu istotnych gałęzi gospodarki oraz śmierć nawet do kilkunastu tysięcy ludzi podczas kilku miesięcy drugiej fali pandemii” – alarmuje Betlej.

Jak dodaje, rząd powinien jednocześnie jeszcze bardziej zdecydowanie informować ludzi starszych, jak powinni się zachowywać, żeby nie zarazić się koronawirusem.

Lockdownem w wirusa

Jeśli liczba zakażeń będzie nadal gwałtownie rosła (np. 20-30 tysięcy dziennie) „decyzje dotyczące całkowitego lub częściowego lockdownu mogą ze względów zdrowotnych i politycznych okazać się nieuniknione” – wskazuje.

Przypomina też postępowanie władz Izraela, które dzięki drugiemu zamknięciu gospodarki i radykalnemu ograniczeniu życia społecznego odniosły sukces i ograniczyły epidemię. Tygodniowy wskaźnik liczby nowych zachorowań spadł z 4688 przypadków na milion mieszkańców przed trzema tygodniami do 1180 w tygodniu ostatnim, czyli do niższego poziomu niż odnotowany w tym samym czasie w Polsce (1321).

Przy czym Izrael nie jest już jedynym krajem, który wprowadził powtórny lockdown. Na duże obostrzenia przypominające lockdown znany z wiosennego okresu pandemii decyduje się coraz więcej państw, w tym nasi południowi sąsiedzi Czechy i Słowacja, a także Wielka Brytania (zwłaszcza Walia), Słowenia, Włochy i Irlandia. Takie obostrzenia wprowadzane są też lokalnie w regionach, w których zagrożenie epidemiczne przybiera duże rozmiary takich jak obszar Paryża i okolic (tzw. Ile de France), aglomeracja Madrytu, czy hiszpańskie północne prowincje Nawarra i La Rioja – wymienia.

TUI Group w kleszczach koronawirusa i goodwillu

Wraca teraz autor do poruszonej już we wcześniejszym materiale (czytaj: „Betlej: Zielony znika z mapy zakażeń”) sytuacji koncernu TUI.

TUI Group dostało już chojną pomoc od rządu Niemiec w łącznej wysokości 3 miliardów euro, czyli około 15 procent rocznych przychodów organizatora – przypomina prezes Traveldaty. To zapewniło wprawdzie firmie płynność finansową do mniej więcej początku II kwartału 2021 roku. Ale pozostaje jeszcze kwestia zachowania dodatnich funduszy własnych koncernu. Ze sprawozdań finansowych firmy wynika, że na skutek bardzo dużych strat w ostatnich trzech kwartałach kapitały zmniejszyły się z 4,17 miliarda euro (wrzesień 2019 r.) do 1,15 miliarda euro na koniec czerwca 2020 roku.

„Nie wiadomo, czy i ile udało się koncernowi zarobić w mocno programowo okrojonym III kwartale 2020 roku, ale historia i obecna sytuacja rynkowa z dużym prawdopodobieństwem prowadzi do konkluzji, że przewidywane straty koncernu w IV kwartale 2020 i pierwszym półroczu 2021 roku mogą spowodować, że kapitały Grupy staną się ujemne” – sądzi ekspert.

Stąd zapewne nowa inicjatywa touroperatora, zmierzająca do podniesienia funduszy własnych przez akcjonariuszy w kwocie od 0,7 do 1 miliarda euro.

Jest jednak jeszcze jeden problem – goodwill. W branży turystycznej (pod warunkiem, że dotyczy wartości niematerialnych związanych z turystyką jak renoma, marka, doświadczenie biznesowe, relacje z agentami itp.) to bomba z opóźnionym zapłonem. Jest to bowiem wartość przepłaconej kwoty przy zakupie lub przejęciu innego przedsiębiorstwa (turystycznego) ponad wartość ujętych w jego księgach aktywów. „Jest to więc kwota, której w zasadzie nie ma, została bowiem wypłacona sprzedającemu za dane przedsiębiorstwo. Goodwill jest dość powszechną pozycją w przedsiębiorstwach z innych branż, ale w odróżnieniu od branży turystycznej stoją za nim często realne wartości. (…) W turystyce renoma i biznesowe doświadczenia są wartościami bardzo miałkimi” – opisuje. Nie precyzuje jednak, jaki problem z goodwillem ma konkretnie TUI.

Ilustruje natomiast generalnie problem wykresem sprzed listopada 2019 roku, pokazującym stosunek wartości goodwillu do przychodów (w procentach) wybranych touroperatorów w latach 2018 i 2019 (patrz: analiza Traveldaty).

„Wymieniony już pierwszy aspekt goodwillu, czyli płynnościowy (goodwill wymaga finansowania) nabiera teraz coraz większego negatywnego znaczenia, klienci nie są bowiem w warunkach pandemii zbyt skorzy do przedpłacania wycieczek z dużym wyprzedzeniem i z oczywistych względów preferują wycieczki last minute, gdy mają już wysoki stopień pewności, że dojdą one do skutku” – pisze w komentarzu pod wykresem autor.

Kolor zielony zniknął z mapy zakażeń

W kolejnej części materiału prezes Traveldaty tradycyjnie przedstawia zaktualizowane mapy i tabelę obrazujące sytuację rozprzestrzeniania się koronawirusa w poszczególnych krajach, w podziale na rynki źródłowe i docelowe.

Sytuacja w zakresie zgonów uległa znacznemu pogorszeniu. Wśród krajów o relatywnie korzystnej sytuacji w tym zakresie status quo wobec wcześniejszego tygodnia zachowały jedynie Niemcy, Dania i kraje nadbałtyckie (kolor jasnozielony), Białoruś i Austria (bladoczerwony).

Jedyny obszar o najkorzystniejszym w Europie wskaźniku liczby zgonów (ciemnozielony, poniżej 1), którym w ubiegłym tygodniu była jeszcze Skandynawia, przeszedł obecnie do grupy „jasnozielonej”, choć jego wskaźnik pozostał nadal na najlepszej pozycji na naszym kontynencie (1,52).

Brak jakiegokolwiek kraju źródłowego, któremu można przypisać kolor zielony, wskazujący na mniej niż 250 nowych zakażeń tygodniowo na milion mieszkańców, ale pozostał już tylko jeden skandynawski obszar jasnoczerwony, co oznacza poziom poniżej 400.

W ostatnim tygodniu we wszystkich państwach źródłowych nastąpiło znaczące przyspieszenie rozprzestrzeniania się wirusa i w rezultacie ogólne ważone wskaźniki dla obszaru zachodniej i środkowo-wschodniej Europy kolejny raz istotnie wzrosły. Ważony liczbą ludności wskaźnik dla krajów Europy Zachodniej w ubiegłym tygodniu osiągnął wartość 1603 przypadków na milion mieszkańców. To oznacza, że podniósł się o prawie 41 procent.

W Polsce po dużym przejściowym spadku wskaźnika zakażeń przed pięcioma tygodniami do poziomu 88, ostatnio wyniósł on 1321 przypadków na milion mieszkańców, wykazując przy tym dynamikę znacznie większą niż w większości krajów regionu. Co najmniej równie niepokojąco przedstawiał się w naszym kraju dynamiczny wzrost tygodniowego wskaźnika liczby zgonów.

W zdecydowanie najmniejszym stopniu, gdyż jedynie o niecałe 10 procent, wzrósł wskaźnik nowych zakażeń w krajach docelowych, czyli w takich do których udają się turyści. Najnowszy tygodniowy wskaźnik wyniósł w tym obszarze 337 przypadków na milion wobec 307 odnotowanych w tygodniu poprzednim.

W znaczącej skali pogorszyła się sytuacja pod względem tygodniowego wskaźnika nowych infekcji w Hiszpanii, który wzrósł z 827 do 1100 (wzrost o 33 procent).

W ostatnim tygodniu już dziewiąty raz z rzędu pogorszyła się sytuacja w Portugalii (wzrost wskaźnika do 1301), a czwarty raz we Włoszech, w których wskaźnik wzrósł z 875 do 982. W jedynie umiarkowanym stopniu zmieniła się sytuacja epidemiczna w Maroku (wzrost wskaźnika z 517 do 574), a w znacznym w najbardziej infekującym się kraju docelowym, czyli na Malcie, gdzie tygodniowy wskaźnik zakażeń wzrósł z 1140 do 2054.

Nadal dość korzystnie kształtowały się wskaźniki nowych infekcji w bardzo ważnych krajach dla wyjazdów wypoczynkowych Polaków, czyli w Grecji i Turcji. W tym pierwszym nastąpił jedynie kosmetyczny wzrost wskaźnika (z 264 do 265), a w drugim wprawdzie nieco większy (z 131 do 141), pozostaje on jednak tam nadal na bardzo niskim poziomie. Kolejny raz z rzędu zdecydowanie najniższy tygodniowy wskaźnik nowych infekcji był w Egipcie – nieco powyżej zaledwie 8 przypadków nowych zakażeń na milion mieszkańców, aczkolwiek jego wymowę osłabia bardzo mała liczba wykonywanych testów.

Sytuacja epidemiczna w Stanach Zjednoczonych w ostatnim tygodniu ponownie się pogorszyła. Nowe zakażenia wzrosły dość umiarkowanie, czyli o 11 procent, z 1072 do 1194 przypadków na milion mieszkańców. Wskaźnik zgonów nawet w niewielkim stopniu spadł z 15,3 do 15,2, ale nieco wzrosły wskaźniki osób hospitalizowanych i podlegających kwarantannie (kolumna trzecia), jak również liczby chorych w stanie ciężkim (kolumna czwarta).

Warto zwrócić uwagę, że sytuacja epidemiczna w Stanach Zjednoczonych jest bardzo niekorzystna, ale mniej więcej stabilna, zwłaszcza na tle Europy Zachodniej, w której okresom relatywnie korzystnym (czerwiec-sierpień) towarzyszyły bardzo niekorzystne pandemiczne fale silnego skumulowania się liczby infekcji i przypadków śmiertelnych, takie jak na wiosnę i w ostatnich tygodniach.

Dziś nawet trudno w to uwierzyć, ale w drugiej połowie lipca wskaźniki infekcji w zachodniej części naszego kontynentu były aż 30-krotnie mniejsze niż w USA, a wskaźniki liczby zgonów około 10-krotnie. Obecnie dwa ostatnie zachodnioeuropejskie tygodniowe wskaźniki liczby zachorowań przekroczyły już ich wartości w Stanach Zjednoczonych, a wskaźniki liczby zgonów szybko zbliżają się do siebie – wyjaśnia Betlej.

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA