fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

TURYSTYKA Trendy

Dlaczego Polacy mogą lecieć do Turcji, a nie mogą do Egiptu

Fot. AFP
Więcej nowych infekcji w Europie i Polsce

W minionym tygodniu istotnym wydarzeniem dla polskich organizatorów była decyzja polskich władz o rozszerzeniu ruchu lotniczego na bardzo ważną dla turystycznych wyjazdów wypoczynkowych Polaków Turcję i na notującą znaczny wzrost popularności Tunezję. Jednocześnie duży zawód spotkał touroperatorów, którzy liczyli na umożliwienie połączeń lotniczych również z Egiptem, zwłaszcza specjalizujących się w wyjazdach do tego kraju – pisze na wstępie swojego cotygodniowego materiału prezes Instytutu Badania Rynku Turystycznego Traveldata Andrzej Betlej.

Za mało testów w Egipcie

Dlaczego pozytywna decyzja zapadła w przypadku Turcji, która miała prawie dwukrotnie wyższy i dość stabilny wskaźnik nowych infekcji, a nie objęła Egiptu, w którym wskaźnik ten na dodatek ostatnio przebywał w trendzie spadkowym?

Betlej wyjaśnia, że punktem wyjścia do tego typu decyzji są liczby nowych zakażeń. Ta z kolei zalęży od tego, jak dużo testów wykonuje się w danym kraju. Znaczna liczba testów pozwala wykryć chorych z łagodnymi objawami choroby lub nawet bez jej symptomów, co jednak odbija się na statystykach.

Rzecz w tym, że w Egipcie przeprowadza się bardzo mało testów na obecność koronawirusa. Dotąd wykonano ich tam niewiele ponad 1,3 tysiąca na każdy milion mieszkańców. W Turcji testów było około 45 razy więcej, czyli 59 tysięcy na milion, prawie tyle ile w Polsce (prawie 63 tysiące).

Przy tak niskim poziomie testowania prawdziwa sytuacja epidemiczna w Egipcie może być słabo rozpoznana i najprawdopodobniej ryzyko epidemiczne jest większe niż wynika to z liczb wykrytych chorych. Tezę taką może potwierdzać znacznie więcej zgonów w stosunku do liczby wykrytych zakażonych w Egipcie (0,09), niż w Turcji (prawie pięć razy mniej).

Decyzja polskiego rządu może też być efektem oceny opieki zdrowotnej, w Egipcie gorszej niż w Turcji.

Przechodząc do sytuacji epidemicznej w Europie Betlej pisze, że w ostatnioch dwóch tygodniach nastąpiło przyspieszenie zachorowań. Wirusolodzy przewidywali zresztą taki scenariusz jako prawdopodobne następstwo łagodzenia ograniczeń antyepidemicznych i znacznego rozluźnienia dyscypliny, jeśli chodzi o utrzymywanie odległości od innych i stosowania innych nakazów władz.

W ostatnim tygodniu wzrost zakażeń odnotowano w 25 krajach, a spadek w 12. Dla krajów zachodniej Europy ważony wskaźnik nowych zakażeń wzrósł z 74 do 91,8 zachorowań na milion mieszkańców, a dla krajów środkowo-wschodniej części kontynentu, z 239 do 242. Mowa o krajach źródłowych, z których zwykle za granicę wyjeżdża najwięcej turystów. Z kolei w krajach docelowych wskaźnik zakażeń na milion mieszkańców urósł z 98,1 do 113. W tej grupie wyróżniła się negatywnie Hiszpania. Bez niej wzrost byłby niewielki – z 68,9 do 72,7.

Rozkład zgonów przedstawiał się wyraźnie korzystniej od zakażeń – odnotowano 17 krajów ze wzrostem i 12 ze spadkiem. W ośmiu liczba zgodnów nie zmieniła się.

Wyspy nadal bezpieczniejsze

Betlej nawiązuje też do wniosku, który wysunął już kilka tygodni temu, że wyspy i tereny nadmorskie generalnie lepiej się chronią przed rozprzestrzenianiem koronawirusa. Jednak i to się zmienia – „przyspieszenie rozprzestrzeniania się wirusa dotknęło również i te rejony zwłaszcza gdy ruch turystyczny restartował stosunkowo wcześnie, a dodatkowo kontakty z interiorem mają stosunkowo intensywny charakter.

Jako przykład podaje Baleary, które notują dość systematyczny i szybki wzrost liczby nowych zachorowań, chociaż są one jeszcze na „względnie akceptowalnym poziomie”. Dla porównania, w mocno zurbanizowanej Katalonii liczba nowych infekcji sięgnęła w zeszłym tygodniu prawie 550 na milion mieszkańców – wyjaśnia ekspert i odsyła czytelników do wykresu z tygodniowymi wskaźnikami zachorowań na niektórych wyspach i w nadmorskich regionach wypoczynkowych wraz z aktualnym wskaźnikiem dla Polski,

Wyspy, szczególnie w Portugalii i Hiszpanii, w dalszym ciągu mają zdecydowanie mniejszy poziom nowych infekcji w porównaniu z całym danym krajem.

Nadal optymistycznie sytuacja wygląda na Wyspach Kanaryjskich, gdzie sytuacja epidemiczna konsekwentnie zyskuje na tle większości innych kierunków. „Jest to o tyle istotne, że gdyby utrzymywała się ona również w nadchodzących miesiącach, mógłby to być istotny kierunek wyjazdów zimowych, zwłaszcza w obliczu niekorzystnych trendów w Azji Południowo-Wschodniej, w Meksyku i Karaibach”.

Nadal bardzo korzystnie prezentują się wskaźniki Madery (również kierunek zimowy), największych wysp włoskich i mało zurbanizowanej Kalabrii. A jeszcze korzystniej w wypadku Krety. Jest ona najmniej zainfekowana spośród głównych turystycznych wysp greckich, dla których wskaźniki również pozostają na znacznie niższym poziomie niż w innych regionach.

Szczególnym przypadkiem była natomiast w ubiegłym tygodniu Malta. Niespodziewany wzrost nowych zakażeń na wyspie jest rezultatem bardzo dużej ich liczby wykrytych w czwartek, 30 lipca. Tylko ten jeden dzień odpowiada za prawie dwie trzecie wartości całego wskaźnika tygodniowego.

Następnie omawia autor sytuację na półkuli południowej ze szczególnym uwzględnieniem Australii, gdzie tygodniowy wskaźnik nowych zakażeń osiągnął już 138 przypadków na milion mieszkańców, choć przed tygodniem było to 102, a przed dwoma i trzema 78,8 i 52,7).

W Rainbow zapowiadał się rekord

Przedmiotem zainteresowania prezesa Traveldaty jest teraz sprawozdanie biura podróży Rainbow z pierwszego kwartału tego roku. Firma opublikowała je 29 lipca. Daje ono obraz sytuacj w spółce, ale i w znacznym stopniu także w całej branży zorganizowanej turystyki wyjazdowej bezpośrednio przed pandemią.

A był to relatywnie dobry okres dla polskich touroperatorów. Do 13 marca, czyli dnia zawieszenia ruchu lotniczego, organizator sprzedał ponad 138 tysięcy letnich imprez turystycznych, co stanowiło wzrost o 30,5 procent, czyli o 32,4 tysiąca wycieczek w stosunku do tego samego okresu poprzedniego roku.

Dane te pokazują, jak korzystna była dla branży pierwsza faza przedsprzedaży lata. Chociaż dynamika sprzedaży w dalszych miesiącach mogła wyhamować, wiele informacji rynkowych, bardzo wyraźnie wskazywało, że sezon będzie absolutnie rekordowy. Uświadamia to skalę dewastacji, jaką tej branży wyrządziło pojawienie sie pandemii koronawirusa. Dzisiejszy rozwój sytuacji chorobowej w Polsce, Europie i na świecie prowadzi do wniosku, że silne ograniczenia ruchu turystycznego mogą potrwać dłużej niż pierwotnie sądzono, a powrót do jego wielkości z 2019 roku może jeszcze nie nastąpić nawet w sezonie 2021 roku – uważa Betlej.

Sprzedaż zimowych imprez turystycznych wzrosła w Rainbow wobec poprzedniego sezonu o prawie 13,7 tysiąca, co stanowiło wzrost o 14,4 procent.

W pierwszym kwartale spółka osiągnęła przychody w wysokości 273,8 mln złotych (wzrost o 11,3 procent). Z powodu dodatkowych kosztów z końca kwartału, związanych z koniecznością sprowadzania turystów z zagranicy, zysk netto organizatora spadł z 2,8 do 0,8 mln złotych.

Fundusze własne touroperatora wyniosły na koniec kwartału 135,7 mln złotych wobec 109,4 mln przed rokiem.

Wartość zrealizowanych w pierwszym kwartale imprez turystycznych wyniosła 267,6 mln złotych, co stanowi wzrost o 11 procent. Co charakterystyczne dla sezonu zimowego, w którym znaczący udział mają droższe imprezy egzotyczne nabywane często przez turystów z większych miast, wycieczki lepiej sprzedawały się w sieci salonów własnych (54,6 procent, wzrost o 15,6 procent.) niż w biurach agencyjnych (40,7 procent, wzrost o 8,5 procent) i w internecie (4,7 procent, spadek o 11,2 procent).

Rainbow nie rezygnuje z inwestycji hotelowych

Bardzo istotna w dobie koronawirusa staje się płynność finansowa. Rainbow posiadał na koniec marca 31,6 mln złotych gotówki, czyli prawie dwa razy więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego (17,7 mln złotych). Stan zaliczek przekazanych hotelom wyniósł na koniec marca 214,7 mln złotych wobec 197,6 mln przed rokiem, a zaliczek przekazanych firmom lotniczym 10,6 mln wobec 5,6 mln rok wcześniej. Z kolei stan zaliczek otrzymanych przez spółkę od klientów w związki z zakupem imprez turystycznych wyniósł na koniec kwartału 145 mln złotych wobec 155,3 mln w roku poprzednim.

W okresie jesienno-zimowym grupa kontynuowała prace budowlano-wyposażeniowe w swoich dwóch greckich hotelach – White Olive Elite Rethymno i Premium Lindos. Kosztowało to w pierwszym kwartale ponad 11 milionów złotych.

Segment hotelowy organizatora składa się obecnie z 5 obiektów liczących łącznie 629 pokojów, z czego 429 znajduje się w obiektach własnych, a 200 w użytkowanych na zasadzie najmu długoterminowego. Kwartalny wynik segmentu był ujemny i wyniósł minus 3,3 mln złotych wobec minus 1,6 mln w roku poprzednim.

Skala pogorszenia wyniku wydaje się znaczna, ale tak nie jest. Wynik został bowiem obciążony kosztami amortyzacji m.in. największego obiektu White Olive Laganas w łącznej wielkości 1,56 mln złotych, które przed rokiem nie wystąpiły, gdyż obiekt ten został oddany do użytku dopiero w lipcu 2019 roku.

Generalnie pierwszy kwartał 2020 roku pod względem wyników i pozycji bilansowych (za wyjątkiem wyraźnie wyższego kapitału) nie różnił się zbytnio od pierwszego kwartału 2019 roku mimo ujemnego wpływu dwóch ostatnich dekad marca, gdy spółka nie realizowała już imprez turystycznych, a ponosił koszty sprowadzania klientów do kraju.

Wyniki drugiego kwartału, o wiele ciekawszego, firma przedstawi w raporcie z pierwsze półrocze, 30 września – zamyka ten wątek Betlej i przechodzi do tradycyjnego już zaprezentowania map i tabeli obrazujące sytuację epidemii w poszczególnych krajach, podzielonych na rynki źródłowe i docelowe.

Rosną różnice w sytuacji epidemicznej

Jak podkreśla, nie obejmują one liczb bezwzględnych, ale obejmują liczby zachorowań i zgonów odniesione do liczby mieszkańców. Nie pokazują też liczb narastająco od początku epidemii, lecz dotyczą ostatniego tygodnia (między godzinami 22 w kolejne niedziele), co „pozwala trafniej obserwować bieżące tempo i skutki epidemii”.

W rynkach źródłowych – komentuje Betlej – nastąpiły pewne zmiany związane z coraz wyraźniejszym różnicowaniem się sytuacji epidemicznej w poszczególnych krajach obu części kontynentu. W ubiegłym tygodniu w większości krajów Europy Zachodniej wskaźniki nowych zakażeń wzrosły, osiągając w Belgii dawno nie spotykaną wartość 320 przypadków na milion (przed tygodniem było to jeszcze 176 przypadków) i przekraczając w niektórych krajach (Francja, Holandia, Szwajcaria) granicę 100 nowych zachorowań na milion mieszkańców, a niektórych zbliżyła się już do tej granicy.

Na pocieszenie można dodać, że wystąpiła niemalże równowaga w rozwoju sytuacji w zakresie liczby przypadków śmiertelnych, gdyż liczba krajów z wzrastającą liczbą zgonów była taka sama, jak wykazujących spadki (po 4), a w trzech wskaźnik nie uległ zmianie. Jednakże ogólny ważony wskaźnik dla regionu spadł (z 2,23 do 2,14 przypadków na milion), gdyż poprawa wskaźników (czyli ich spadek) miała miejsce w państwach o większej liczbie ludności.

Niekorzystnie przedstawiała się pod względem trendu sytuacja w Europie Środkowej (bez Rosji, Białorusi i Ukrainy), gdzie nowe zachorowania we większości krajów rosły, przy czym w Rumunii był to już dziewiąty wzrost z rzędu, a wartość wskaźnika dla tego kraju stała się (oprócz Luksemburga) najwyższa wśród krajów Unii Europejskiej. W Polsce pierwszy raz od początku pandemii tygodniowy wskaźnik nowych zachorowań przekroczył granicę 100, podczas gdy jeszcze trzy tygodnie temu był najniższy od marca tego roku i wyniósł 51,1. Świadczy to o znacznej, obok Czech, Rumunii, Bułgarii i Albanii, dynamice wzrostu liczby zakażeń również w naszym kraju – wyjaśnia autor.

W Rosji i na Białorusi odnotowano dalsze spadki zachorowań i zgonów. Mniej korzystna była natomiast sytuacja na Ukrainie gdzie odnotowano wzrost liczby zakażeń przy stabilizacji liczby zgonów.

Wyraźnie poprawiła się sytuacja w Szwecji, w której tygodniowy wskaźnik nowych zachorowań odnotował już piąty kolejny spadek, tym razem z 167 do 135 przypadków na milion mieszkańców. Jest to już znacznie mniej niż w kilku krajach Unii o wysokich jego wartościach, jak Luksemburg (1970), Rumunia (432), Hiszpania (344), Belgia (320) i Bułgaria (218).

Coraz bardziej zróżnicowana staje się również sytuacja pod względem zmian wskaźników epidemicznych w krajach docelowych. Kolejny już raz bardzo na niekorzyść zmieniła się ona w Hiszpanii, gdzie nastąpił gwałtowny wzrost zakażeń, który w ciągu dwóch ostatnich tygodni podniósł wartość wskaźnika z 135 do 344 przypadków na milion. Niepokoić też mogą duży wzrost liczby wykrytych infekcji na Malcie i Cyprze.

Dalsze, choć nie tak już znaczne pogorszenie sytuacji odnotowano w Albanii (piąty raz z rzędu) i w Maroku, postępująca poprawa widoczna jest zaś w Portugalii i Chorwacji i ostatnio w Bułgarii (z wyłączeniem rejonu Warny).

Wśród mniej zainfekowanych, ale bardzo istotnych dla wypoczynkowego ruchu turystycznego krajów niewielki wzrost liczby nowych zakażeń odnotowano w Grecji, Włoszech, Tunezji i w Turcji, a dalsze obniżenie wskaźników miało miejsce w Egipcie (vide pierwsza część materiału). Bardzo duży wzrost wskaźnika zachorowań w Hiszpanii zdecydował o ogólnym wzroście wskaźnika dla tej grupy krajów z ubiegłotygodniowego 98,1 do 113 – wylicza prezes Traveldaty.

Źródło wykresów i tabeli: Traveldata

W ostatnim tygodniu w Europie Zachodniej sytuacja epidemiczna uległa znaczącemu pogorszeniu. Nastąpił wyraźny wzrost tygodniowego wskaźnika zakażeń z 74 do 91,8. Wynika to z większej liczby krajów z pogorszeniem sytuacji wobec tych, w których nastąpiła poprawa (9 do 2), zwłaszcza, że liczba zakażeń rosła w Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii, które jako kraje o dużej liczbie ludności mają istotny wpływ na wartość średniej ważonej wskaźnika.

Liczba zakażeń spadła natomiast w państwach skandynawskich i w Słowenii. W regionie obniżył się szesnasty raz z rzędu tygodniowy wskaźnik zgonów, tym razem z 2,23 do 2,14 przypadków na milion mieszkańców.

W środkowo-wschodniej części kontynentu sytuacja epidemiczna również pogorszyła się, co uwidacznia zwiększenie wskaźnika z 239 do 242, mimo dalszych spadków liczby nowych infekcji w Rosji i Białorusi. Pozytywny wpływ obu tych krajów został z nawiązką zniwelowany pogorszeniem się sytuacji na Ukrainie, w Rumunii, Czechach i w Polsce.

Siódmy raz z rzędu wzrosła w minionym tygodniu liczby nowych zachorowań w Japonii już dwukrotnie przekraczając dotychczasowe rekordowe wartości notowane w tym kraju w połowie kwietnia.

W Korei Południowej pomimo przyspieszenia wzrostu wskaźnika nowych infekcji w ubiegłym tygodniu nadal utrzymuje się on na bardzo niskim poziomie.

Wskaźnik nowych zakażeń w Chinach trzeci raz wzrósł po trzech wcześniejszych spadkach z rzędu, ale nadal przebywa w strefie wartości bardzo niskich – kończy podsumowanie autor.

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA