fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

TURYSTYKA Trendy

180 dni i co dalej w turystyce?

Fot. Aleksander Kramarz
Program rządu ratowania polskiej gospodarki zwany szumnie tarczą antykryzysową został przyjęty i zaczyna być wdrażany. Czy wpłynie on na przetrwanie touroperatorów, biur podróży, hoteli, przewoźników i innych firm z sektora turystyki?

To się okaże w najbliższych miesiącach, chociaż uważam, że bez podjęcia znacznie bardziej radykalnych działań nie uratuje on branży turystycznej od głębokiej recesji. Tarczę w obecnym kształcie należy traktować jako rozwiązanie wyłącznie doraźne. Nie wynika z niej żaden kompleksowy plan, raczej widać brak pomysłu na realne wsparcie przedsiębiorców turystycznych.

Zaczęło się nawet obiecująco. Ministerstwo Rozwoju, które teraz odpowiada za turystykę, rozpoczęło rozmowy z przedsiębiorcami. Powołano nawet specjalny zespół branżowy i poprzez wideokonferencje przedstawiciele ministerstwa rozmawiali z nim o tym, co należałoby zrobić. Ważne jest to, że pierwszy raz pochylono się nad turystyką oddzielnie, jako nad ważną gałęzią gospodarki. To niewątpliwie sukces, jaki należy przypisać determinacji przedsiębiorców i organizacji z tej branży. Jednak szybko coś zaczęło szwankować w tych konsultacjach. Zaczęły coraz wyraźniej dochodzić głosy, że to co proponuje rząd nie wystarcza do odbudowania się z ruin, jakie niewątpliwie pozostawi w dziedzinie wypoczynku pandemia.

Z zasadniczych postulatów przyjęto jedynie możliwość przedłużenia terminu przewidzianego na zwrot wpłat za niezrealizowane umowy z klientami z 14 do 180 dni. Jest to niewątpliwie ważna dla przetrwania organizatorów turystyki inicjatywa, ale bez dalszego i gruntownego wsparcia sektora, może ona stać się w przyszłości obciążeniem, nie tylko dla klientów, ale także dla touroperatorów, czy powiązanych z nimi hotelarzy. Przecież te środki trzeba będzie po tym okresie zwrócić, a po kolejnych miesiącach bessy będą one w znacznej mierze wykorzystane na bieżące przetrwanie przedsiębiorstw. Dodatkowo klienci, sami dotknięci w mniejszym lub większym stopniu kryzysem, będą głównie zainteresowani odzyskaniem gotówki. Takie rozwiązanie sprzyja konfliktom i niweczy wypracowane przez lata zaufanie. Może również pojawić się wśród klientów mimowolny strach przed bankructwami organizatorów turystyki.

Inne rozwiązania tarczy antykryzysowej szerokim łukiem omijają trzon branży turystycznej, zapewniając ulgi z danin państwowych głównie mikroprzedsiębiorcom. Oczywiście jest ich wielu w branży, ale ich funkcjonowanie oparte jest w znacznej mierze na współpracy z dużymi graczami, jak touroperatorzy, sieci hoteli czy czarterowe linie lotnicze. A trudności tych dużych przedsiębiorstw pociągną za sobą całą rzeszę mniejszych firm. Tak więc właściwie ministerstwo zgodziło się jedynie na rozwiązanie, które nie obciążało w żaden sposób budżetu państwa, przerzucając cały ciężar na klientów biur podróży. Na koniec wiceminister podziękował za współpracę i zakończył swój bezpośredni udział w konsultacjach z przedstawicielami branży turystycznej. W ten sposób wycofał się chyba z niekomfortowej dla siebie sytuacji, w której nie ma wystarczającej siły przebicia, aby przeforsować konkretne rozwiązania dla ratowania turystyki.

Może dlatego, że jedynym właściwym kierunkiem jest opracowanie programu finansowego wsparcia przedsiębiorców poprzez bezpośredni zastrzyk gotówki i zapewnienie im dostępu do korzystnych kredytów i gwarancji bankowych. Co do tego chyba nie ma wątpliwości i inne kraje to dostrzegają, starając się takie wsparcie w miarę możliwości zapewnić. Jeśli nasze władze tego nie zrozumieją, to pogrążą rodzimą turystykę i wystawią ją na przejęcie przez kapitał zagraniczny, któremu łatwiej będzie przetrwać kryzys.

A pieniądze można przecież znaleźć, co widać chociażby poprzez państwowe wsparcie

w ramach tarczy antykryzysowej, takich instytucji jak Turystyczny Fundusz Gwarancyjny. Jest to niepokojące zjawisko, w którym urzędnicy starają się wzmocnić i tak dobrze skapitalizowany fundusz, poprzez kredyty rządowe. A przecież fundusz uruchamiany jest w przypadku niewypłacalności biur podróży, co oznacza, że łatwiej administracji państwowej przyjąć scenariusz lawinowych bankructw, niż przeznaczyć te środki na ochronę sektora przed upadłością i zapewnić dalsze płynne funkcjonowanie dodatkowej ochrony konsumentów, jakim jest ten fundusz. Dodatkowo, co jest w tej sytuacji wyjątkowo niezręczne, przedstawiciele funduszu wypowiadają się o pomysłach nowych obowiązków sprawozdawczych dla firm turystycznych, myśląc, że zbierając dane statystyczne, będą potrafili rozwiązywać ich problemy. I tak kółko urzędniczej logiki się zamyka, tyle że jak zwykle, nie na korzyść przedsiębiorczości.

Powinniśmy więc jak najszybciej zacząć pracować nad realnym programem ratowania turystyki, w co zaangażowane winny być zarówno rząd na najwyższym możliwym szczeblu, jak i aktywni i stanowczy w swoich postulatach przedsiębiorcy.

Nie można doprowadzić do sytuacji, w której izolujemy naszych obywateli od możliwości podróżowania, w sposób nawet gorszy niż to było za czasów władzy komunistycznej, bo wymuszonej nie ideowo, ale ekonomicznie. A tak się stanie, jeśli branża turystyczna przegra walkę z pandemią. Czy Ministerstwo Rozwoju i osoby odpowiedzialne za turystykę w jego strukturach, wezmą na siebie odpowiedzialność polityczną i przed kolegami z branży, za stan destrukcji całego sektora, tak ważnego dla społeczeństwa? Jeszcze raz powtarzam, że nie można do tego dopuścić.

Dorota Dulińska, ekspert branży turystycznej, była podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki

Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA