fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

CSW - tak wiele manifestów, snów i nadziei…

Fotorzepa
Na 30. urodziny Centrum Sztuki Współczesnej – Zamek Ujazdowski w Warszawie holenderski duet Bik Van der Pol stworzył opowieść o wyjątkowym charakterze tego miejsca. Nie uwzględnia ona jednak ostatnich zdarzeń.

Tytuł wystawy „O wiele historii za dużo, by zmieścić w tak małym pudełku”, zainspirował napis, który w połowie lat 90. na fasadzie Zamku Ujazdowskiego umieścił Lawrence Weiner. Jego zdanie brzmiało podobnie, ale nieco inaczej: „O wiele rzeczy za dużo, by zmieścić w tak małym pudełku”. Było widoczne na elewacji aż przez 16 lat, do czasu jej renowacji.

To bardzo trafna ocena energii Zamku Ujazdowskiego, w którym dotychczas co roku odbywało się po kilkadziesiąt wystaw. Szczególnie za dyrekcji Wojciecha Krukowskiego, pierwszego dyrektora CSW i autora jego głównej koncepcji artystycznej, było to miejsce kipiące energią i przybliżające nas do światowej sztuki. Wojciech Krukowski nadał mu rozmach i razem z zespołem stworzył dla Centrum oryginalną formułę czerpiąc z doświadczeń alternatywnego nurtu sztuki. Mimo że brakowało pieniędzy i trzeba było pokonać obiegowe schematy myślenia, zapraszani przez niego współcześni artyści sprawiali, że Zamek stał się naprawdę centrum sztuki i gorących dyskusji.

Wolność, obudzona przez transformację 1989 roku, niosła wyzwolenie także sztuki. Manifesty artystów miały wówczas autentycznie szeroki rezonans. Tak rzeczywiście było, to nie jest tylko mit założycielski CSW. A do multimedialności, idei sztuki jako ruchu i procesu nawiązywali także następni dyrektorzy CSW: Fabio Cavallucci i Małgorzata Ludwisiak, choć zarazem każdy z nich modyfikował te założenia według własnej koncepcji.

Holenderski duet performerów Bik Van der Pol, tworząc wystawę na 30-lecie CSW, również odwołał się do tych tradycji. I oparł swój scenariusz nie tylko na archiwach i dziełach z kolekcji, ale i na bardzo rozbudowanym programie performensów, przygotowanych specjalnie na tę okazję. Prezentują je artyści, wykorzystując subiektywne relacje świadków wydarzeń i przemian w Centrum Sztuki Współczesnej.

– Fabuła oparta jest na osobistych wspomnieniach, spekulacjach i subiektywnych doświadczeniach stanowiących część szeptanej historii miejsca. Widzowie odgrywają aktywną rolę w performansie, kiedy świadków zawodzi pamięć, mogą zmieniać scenariusz tak, by odzwierciedlał to, co oni potrafią sobie przypomnieć – tłumaczy Bik van der Pol.

Warto też uważnie przyjrzeć się eksponowanym pracom (obiektom, instalacjom, filmom wideo), m.in. Akademii Ruchu, Martina Creeda, Nan Goldin, Jenny Holzer, Ilyi i Emilii Kabakova/Josepha Kosutha, Olega Kuliga, Marka Kijewskiego, Natalii LL, czy Zbigniewa Libery.

Mnie szczególnie zainteresowały te najbardziej efemeryczne, które ponownie nabierają intensywnych znaczeń, jak błękitne okna Davida Hammonsa z wystawy „Czas rzeczywisty” z 2000 roku. Błękitne transparentne folie na szybach dziś znów dodają wnętrzu galerii tajemniczej poświaty. Albo zdania zapisane ołówkiem na ścianach przez Yoko Ono w czasie performansu, towarzyszącego wystawie artystki „FLY” w 2008 roku. Niektóre stopniowo zacierają się, ale ciągle są możliwe do odczytania, jak np. „Wiele sal, wiele snów, wiele krajów w tej samej przestrzeni”. Mimo swej ulotności, a może właśnie poprzez nią, mówią wiele o wyjątkowości i specyfice miejsca.

Niestety, 30-leciu Centrum Sztuki Współczesnej nie towarzyszy radosna feta, ponieważ przyszłość tego miejsca wolnej sztuki jest zagrożona. Decyzja Ministra Kultury o powołaniu nowego dyrektora Piotra Bernatowicza, po zakończeniu kadencji Małgorzaty Ludwisiak w grudniu 2019 roku, budzi środowiskowe protesty. Bez wątpienia pozakonkursowy tryb tej decyzji nie jest demokratyczny.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA