fbTrack

Sztuka

Plakat w nowych mediach

Fotorzepa
W sobotę otwarto Jubileuszowe 25 Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie w zupełnie zmienionej formule.

Zamiast jubileuszowej fety mamy eksperyment. Zamiast rutyny - awangardowy pomysł. Zamiast tapety drukowanych plakatów na ścianach są nowe media i nośniki, jak i problemowe ujęcie przemian w sztuce plakatu. Zamiast długiej listy nagród, tylko dwie.

Reakcje na tę rewolucję na głównej wystawie Biennale „Plakat - remediacje” w Muzeum Plakatu w Wilanowie bardzo się różnią. Spotkać na niej można entuzjastów, zaszokowanych, obrażonych, a najczęściej zdezorientowanych.

A przecież ta zmiana nie dokonała się z zaskoczenia. Już na 24  Biennale zdecydowano o powołaniu nowej rady programowej jubileuszowej edycji pod przewodnictwem Piotra Rypsona, zastępcy dyrektora ds. naukowych Muzeum Narodowego w Warszawie. Rada z kolei zaprosiła brytyjskiego krytyka Davida Crowleya, wykładowcę Royal College of Art w Londynie, by przygotował kuratorską ekspozycję (Crowley znał dobrze wcześniejszą formułę, bo był przewodniczącym jury 24 Biennale).

- Zmiana była potrzebna, bo plakat dzisiaj i jego otoczenie są zupełnie czymś innym niż 50 lat temu - mówi „Rzeczpospolitej” Piotr Rypson.- Okrągła rocznica dała nam powód, aby pokazać, co dziś dzieje się w komunikacji wizualnej i projektowaniu, które z plakatu wychodzą, ale są niesione zupełnie przez inne media: internet, reklamę interaktywną, różne nowe nośniki. Postęp technologiczny i zmiana medialna są faktem. Długo zastanawialiśmy się, jak działać i w efekcie postanowiliśmy zorganizować dwie wystawy: współczesną („Plakat - remediacje”) w Wilanowie i historyczną w Salonie ASP („Wierzchołek papierowej Wieży Babel”), przypominającą laureatów wcześniejszych edycji. Nie mamy zamkniętej koncepcji nowej formuły Biennale. Chcemy stworzyć pole do dyskusji nad jego przyszłością podczas wrześniowej otwartej konferencji „Plakat (r)ewolucja” z szerokim udziałem środowiska grafików.

Kontestatorzy wśród memów i na ulicach

Proces remediacji, kluczowy dla wystawy w Wilanowie, oznacza przeniesienie wizualnych komunikatów na cyfrowe nośniki. Plakat obecnie przechodzi ogromną przemianę. Pokaźna część reklam, propagandy politycznej oraz informacji publicznej jest upowszechniana na ekranach ulicznych light boxów, dużych interaktywnym billboardów, jak i tabletów, komórek, czy komputerów. Jest wszechobecna już nie tylko w oficjalnych obiegach, ale przede wszystkim w mediach społecznościowych.
„Fakt pojawienia się plakatów internetowych nie oznacza wcale, że plakat został uśmiercony przez ekran, ale raczej to, że nowe medium przyswoiło sobie w pełni cechy tradycyjnego. Ekran nie zniszczył plakatu - kombinacji słów i obrazów, wydrukowanych na papierze i rozlepionych na ulicach miast - ale skonsumował go z wielkim apetytem” - pisze David Crowley w katalogu.

Kurator na wystawie pokazuje nam dziesięć przykładów współczesnych transformacji plakatu, przy czym interesuje go nie tyle sam technologiczny postęp, ile odzwierciedlenie ważnych wydarzeń, zmian artystycznych, a zarazem społecznych i politycznych. I to jest wielka wartość tej ekspozycji, że skłania do refleksji nad nimi, a nie wyłącznie dołącza do technologicznego wyścigu.

Z jednej strony możemy więc przypomnieć sobie okoliczności powstania słynnych plakatów politycznych i ich późniejsze powroty w innych kontekstach. Np. amerykański plakat „I am a Man”, który  czarni robotnicy nieśli podczas strajku w Memphis w 1968 roku, domagając się równego traktowania, co było wówczas symbolem walki o prawa obywatelskie w USA, w ostatnich latach został ożywiony w nowych wersjach podczas protestów przeciwko śmierci młodych czarnoskórych mężczyzn w amerykańskim areszcie.

Legendarny plakat wyborczy Tomasza Sarneckiego z czerwca 1989 roku z szeryfem (Gary Cooperem ze znaczkiem Solidarności) pojawia się też w różnych przetworzeniach, m.in. w wersji feministycznej „Niewidzialne kobiety Solidarności” chorwackiej artystki Sanji Iveković.

Są remediacje obrazów potępiających wojnę w Wietnamie i spontaniczne plakaty, komentujące na gorąco wydarzenia na ukraińskim Majdanie.

Mamy tu także prezentację krytycznych reakcji na kampanię reklamowe, np. na brytyjskie bilboardy propagujące środki odchudzające pod hasłem „Czy twoje ciało jest gotowe na plażowanie”. Pod petycją jej wstrzymania podpisało się 70 tysięcy internautów. Inne formy społecznościowych i artystycznych protestów przeciw komercyjnym reklamom prowadzą do ich niszczenia na ulicach lub wymiany na inne obrazy tradycyjne lub multimedialne.

Generacja nowych mediów

Część ekspozycji zajmują prace nagrodzone i wyróżnione w konkursie zupełnie innym niż dotychczas. To nie są  klasyczne plakaty drukowane na papierze, ale krótkie filmiki, tzw. animacje, które można pokazać w różnych elektronicznych mediach, przede wszystkim w Internecie. Jury postawiło jeden wymóg, by ich autorzy jako punkt wyjścia własnej animacji przyjęli jeden z dziesięciu wytypowanych przez organizatorów klasycznych  plakatów, nagrodzonych w poprzednich edycji. Ożywili  go ruchem i własnymi innowacyjnymi pomysłami.

Rezultat przeszedł najśmielsze oczekiwania. Zgłoszono blisko 400 prac ze stu krajów. Na wystawę jury zakwalifikował dziesięć projektów. Ich prezentacja to forma wyróżnienia dla autorów.
Jednocześnie  przyznano dwie nagrody główne ex aequo  Mateuszowi Kokotowi za animację plakatu Szwajcarki Marion Diethelm „Tekst, litera, obraz” z 1970 oraz Tomaszowi Sroce za animację francuskiego plakatu politycznego Alaina Le Querneca „Uwaga. Na początku Hitler śmieszył” z 1987.

Obaj laureaci są młodymi projektantami graficznymi, którzy zajmują się m.in. grafiką internetową, oprawami programów telewizyjnych, reklamą multimedialną. Pierwszy kontynuuje w  nagrodzonej animacji zabawę tekstem, przejętą z pierwowzoru, wprawiając litery w ruch, kadrując je, przybliżając je i oddalając. Drugi stworzył narracyjny groteskowy filmik, w którym cyrkowe chwyty (Hitler upodabnia się do błazna, kłapiącego szczęką i  przewracającego oczami) mieszają się z elementami grozy (eskadry atakujących bombowców). Projekt ten, jak i pierwowzór, ostrzega przed odradzającymi się nacjonalistycznymi ruchami i wszelkim totalitarnymi systemami.

- Jestem z nowych mediów, więc zmiana formuły Biennale bardzo mi się podoba - mówi „Rzeczpospolitej” Tomasz Sroka. Jego rówieśnika Mateusza Kokota też cieszy wprowadzenie animacji do konkursu, a zarazem mówi: - Szkoda jednak, że z nowej formuły wyłączono całkiem dotychczasowy konkurs graficzny. Uważam, że powinny one z sobą współistnieć.

Czym więc jest 25 Biennale: rewolucją czy ewolucją? Osobiście myślę, że eksperymentem i obiecującą zmianą, bo od dawna czekałam, kiedy organizatorzy zauważą nowe terytoria i technologie. A konkurs ze względu na jego międzynarodową rangę na pewno warto jeszcze  przedyskutować.

Wystawę główną można oglądać do 25 września.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL