fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Szaleństwa tego świata

Michał Szułdrzyński: Netflix czy HBO zyskują wpływ na Polaków większy niż Kościół katolicki

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Kiedyś ludzie wykształceni dyskutowali o przeczytanych książkach, ostatnio tematem rozmów stają się seriale. Jak zauważa jednak w swym znakomitym eseju „Po piśmie" Jacek Dukaj, nawet ta wspólnota odchodzi do przeszłości. Parę lat temu istniało kilka seriali, których nie można było nie znać. Jednak dziś serwisy internetowe oferują setki, jeśli nie tysiące tytułów. Nie tylko nie da się obejrzeć wszystkich, nie da się nawet ustalić żadnego kanonu.

Na mnie jednak piorunujące wrażenie zrobiły dane, które kilka dni temu podała „Rzeczpospolita". Według badań firmy PMR w pierwszym kwartale ubiegłego roku dostęp do HBO miało niemal co piąte polskie gospodarstwo domowe, a do Netfliksa więcej niż co czwarte. Biorąc zaś pod uwagę fakt, że seriale często ogląda się w gronie rodzinnym, zasięg tego drugiego amerykańskiego serwisu można szacować na kilkanaście milionów osób w Polsce.

Dlaczego te dane zrobiły na mnie tak wielkie wrażenie? Skupmy się na moment na Netfliksie, serwisie mocno poddanym presji politycznej poprawności. W internecie żartowano, że gdyby bijący rekordy popularności serial „Czarnobyl" powstał w studiach Netflixa (wyprodukowało go HBO), z pewnością wśród bohaterów wydarzeń, które rozegrały się w latach 80. w Związku Sowieckim, musieliby być czarnoskórzy, Azjaci i koniecznie pozytywne postacie reprezentujące LGBT lub rodziny jednopłciowe. Twórcy „Czarnobyla" nie stosowali algorytmów równościowych i oddali wiernie sowieckie realia.

Kilka lat temu Netflix powołał specjalny pion poświęcony inclusion & diversity. Specjalnie do tego wyznaczeni rewizorzy sprawdzają, czy w filmach jest wystarczające zróżnicowanie rasowe, czy nie odwzorowują one rasistowskich stereotypów, czy pojawiają się w nich szczęśliwe homomałżeństwa itd. Sporo krytyków narzeka, iż w ostatnich produkcjach tej sieci „różnorodność" jest tak wciskana na siłę, że zupełnie nie pasuje do przedstawianych historii. Powołuję się na krytyków, bo sam z usług tego serwisu zrezygnowałem, gdy firma zaczęła szantażować amerykański stan Georgia likwidacją studiów filmowych na jego terenie, jeśli władze nie zliberalizują prawa aborcyjnego.

Niedawno pisaliśmy w „Plusie Minusie" o tym, jak korporacje stają się nośnikiem społecznej zmiany. Przykładów nie brakuje. Mieliśmy w Polsce sprawę zwolnienia pracownika Ikei, z kolei „The Wall Street Journal" opisywał ostatnio historię inżyniera z Google'a, który twierdził, że stracił pracę z powodu konserwatywnych poglądów.

Wygląda bowiem na to, że wielkie firmy, a już w szczególności platformy filmowe, takie jak Netflix, zyskują ogromny wpływ na światopogląd Polaków. Kto wie, czy nie większy niż... Kościół katolicki.

Na niedzielną mszę świętą chodzi nieco ponad jedna trzecia katolików, ale średnią zafałszowuje południowo-wschodnia część kraju. W Warszawie na przykład jest to ok. 20 proc. katolików. Coraz więcej jest osób starszych, bo z innych badań z kolei wynika, że młodych praktykujących katolików ubywa najszybciej. To zaś oznacza, że Kościół powinien zdać sobie sprawę, iż działa w zupełnie nowej rzeczywistości. Coraz więcej młodych ludzi będzie lepiej znało najnowsze seriale Netfliksa niż naukę Chrystusa. Znacznie większy wpływ na światopogląd, wizję dobrego życia, szczęśliwej rodziny itp. młodych Polaków będą mieli nie księża, lecz autorzy scenariuszy popularnych seriali. Może więc biskupi, zamiast skupiać się na walce z LGBT, zastanowią się, jak w ogóle młode pokolenie ponownie ewangelizować?

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA