fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Szaleństwa tego świata

Szułdrzyński: Co nam mówi instrukcja, jak nie obrażać królowej, Kate i Meghan

AFP
Jednym z największych paradoksów ostatnich lat są konsekwencje brexitu. Głosując za wyjściem z Unii, Brytyjczycy przekonywali, że członkostwo we Wspólnocie ogranicza potęgę Wielkiej Brytanii, brexit zaś przyniesie temu państwu wielkość. W wizjach tzw. brexiteers to Unia miała upaść, a Wyspy kwitnąć. Po trzech latach od zainicjowania procedury rozwodu Unia ma się jednak znacznie lepiej niż Brytania.

I nawet nie chodzi o to, że nie udało się jak dotąd podpisać żadnej umowy mającej uregulować planowany jeszcze niedawno na przyszły weekend brexit. Chodzi raczej o to, że ostatnie lata pokazały, w jak głębokim kryzysie znalazły się brytyjskie instytucje. Rząd regularnie przegrywa głosowania, dwie główne partie, które były strażnikiem systemu politycznego, podzieliły się każda na dwie, a nawet trzy frakcje. Coraz ważniejszą osobą staje się przewodniczący parlamentu, który pilnuje stabilności ustroju państwowego w sytuacji, gdy rząd nie ma poparcia we własnej partii. Ale trudno mieć pretensje do premier Wielkiej Brytanii, która zresztą sama była zwolennikiem pozostania kraju w UE. Po prostu system nie jest w stanie w tej chwili udźwignąć chaosu wywołanego wielością frakcji i stanowisk – jedni chcą zatrzymać brexit, inni chcą go w wersji możliwie najostrzejszej, a jeszcze inni – łagodnej. Nie widać charyzmatycznego przywódcy, który potrafiłby opanować sytuację.

Czy takim stabilizatorem może się stać korona? Coraz więcej sygnałów każe w to wątpić. I nie idzie o wspaniałą Elżbietę II, za której rządów rozpadło się brytyjskie imperium, a jak tak dalej pójdzie, rozpaść się może sama Wielka Brytania, gdyż brexit mocno ożywił tendencje separatystyczne, np. w Szkocji. Problemem jest to, że rodzina królewska z symbolu trwałości monarchii przeistacza się w celebrytów. To charyzma byłaby odpowiedzią na obecny kryzys, a nie celebrytyzm.

Koronnym – nomen omen – dowodem, że coś jest nie tak, była decyzja rodziny królewskiej, by opublikować w sieci przewodnik dla użytkowników mediów społecznościowych o tym... jak należy brać udział w dyskusjach pod wpisami zamieszczanymi przez rodzinę królewską. W przewodniku czytamy, że dyskutować należy w sposób kulturalny, uprzejmy, okazując szacunek innym uczestnikom dyskusji. Zabronione jest zamieszczanie treści rasistowskich, seksistowskich, dyskryminujących ze względu na religię, narodowość, niepełnosprawność, wiek czy orientację seksualną. Kto się do tych zaleceń nie zastosuje, zostanie... zablokowany, a jego komentarze usunięte lub zgłoszone do usunięcia przez platformy społecznościowe oraz do odpowiednich organów ścigania.

W ten sposób w formie dokumentu starano się skodyfikować zasady, które kiedyś wydawały się oczywiste. Można zrozumieć intencje autorów owego przewodnika, szczególnie że media donoszą, iż księżne Kate i Meghan źle znoszą hejt, którego obiektem stają się w sieci. Konserwatyści jednak już dawno zauważyli, że jeśli pojawiają się spisane zasady albo prawa, to znaczy, że przestaje działać zakorzeniony w tradycji obyczaj. Opublikowanie reguł dotyczących komentowania rodziny królewskiej oznacza, że te reguły po prostu przestały być oczywiste. Giną tradycje, ginie obyczaj, a monarchia umiera po cichu.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA