fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Niemcy: zasiłki dla polskich dzieci jak w Polsce

123RF
W obliczu kampanii wyborczej wraca temat redukcji świadczeń socjalnych dla pracowników z krajów UE.

Szef SPD i wicekanclerz Sigmar Gabriel domaga się natychmiastowego obniżenia zasiłków dla dzieci pracowników z krajów UE zatrudnionych w Niemczech. W wywiadzie prasowym przypomniał, że od kilku miesięcy oczekuje zdecydowanych działań od ministra finansów. Zdaniem Gabriela nie ma powodów, aby zasiłki wypłacane w Niemczech były wyższe od tych w krajach pochodzenia imigrantów. Wszystko w sytuacji, gdy dzieci nie towarzyszą rodzicom pracującym w Niemczech.

Takie postulaty zgłaszał nie tak dawno David Cameron, starając się zapobiec negatywnemu wynikowi referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w UE. W Niemczech o podobne rozwiązanie walczy od dawna Alternatywa dla Niemiec (AfD). Żądania SPD wspiera także bawarska CSU.

Sigmar Gabriel wraca do dyskusji na ten temat nie tylko w związku z wrześniowymi wyborami do Bundestagu, ale także majowymi w Nadrenii Północnej-Westfalii. Land liczący 17 mln obywateli jest także celem większości imigrantów zarobkowych.

Jak wynika ze statystyk, na zasiłki dla dzieci Niemcy wydają 32 mld euro rocznie. Z tej sumy 470 mln na zasiłki dla pracowników z państw UE, którzy znaleźli zatrudnienie w Niemczech, ale dzieci pozostawili w swych krajach. Jest ich ok. 160 tys., z czego połowa to dzieci w Polsce.

Krytykując poziom zasiłków dla cudzoziemców, Sigmar Gabriel nie wspomina oczywiście o Polakach. Mówi jednak o „całych ulicach" w niemieckich miastach, gdzie w zapuszczonych domach mieszkają imigranci otrzymujący zasiłki dla dzieci mieszkające w innych krajach. Z takiego zasiłku, powiedzmy na dwoje dzieci, można się w Niemczech w szczególnych sytuacjach utrzymać, gdyż wynosi on 190 euro na pierwsze i drugie dziecko oraz 196 na trzecie i 221 na każde następne.

Obecna dyskusja jest wynikiem nadużywania niemieckich systemów socjalnych zwłaszcza przez imigrantów z Bułgarii i Rumunii – tłumaczy „Rzeczpospolitej" dr Karl Brenke, ekspert berlińskiego Niemieckiego Instytutu Gospodarczego (DIW). Nierzadko zasadniczym motywem emigracji z Bułgarii czy Rumunii do Niemiec jest właśnie Kindergeld (zasiłek na dzieci). Średnia płaca w Bułgarii w kwietniu tego roku wynosiła według Novinite (Sofia News Agency) 395 euro. Była to najniższa wartość w UE.

Plany ograniczenia dostępu do świadczeń socjalnych dla imigrantów zarobkowych nie są nowe. Niedawno zaostrzono kary dla osób wyłudzających zapomogi. Za zatajenie ważnych informacji grozi kara do 5 tys. euro. Chodzi o takie informacje jak np. otrzymanie spadku czy innych świadczeń w kraju pochodzenia. Przy lżejszych sprawach kara wynosi 550 euro zamiast dotychczasowych 50. – Wielu obywateli nie rozumie, dlaczego pieniądze niemieckich podatników trafiają za granicę w formie świadczeń socjalnych – mówi Karl Brenke.

Sigmar Gabriel przypomina, że koalicja rządowa zapowiedziała z początkiem tego roku wzorowanie się na modelu brytyjskim w sprawach zasiłków rodzinnych, a więc redukcję świadczeń do poziomu kraju pochodzenia. Przeciwko takim rozwiązaniom jest wiele środowisk, w tym Zieloni oraz młodzieżowa organizacja SPD Jusos.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA