fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Smutny los oligarchów Łukaszenki

Prezydent Białorusi nie lubi nielojalności, o czym przekonali się na własnej skórze milionerzy należący do jego najbliższego otoczenia
AFP
KGB aresztowało kilkunastu białoruskich milionerów, którzy stracili zaufanie prezydenta.

Były to jedne z najgłośniejszych akcji służb specjalnych w najnowszej historii kraju. Na celowniku czekistów znalazła się tym razem nie opozycja, ale biznesmeni. Do cel, w których jeszcze niedawno przetrzymywano więźniów politycznych, trafiło kilkunastu najbogatszych ludzi na Białorusi.

Na czele listy znalazł się założyciel firmy Trajpl – Juryj Czyż, który jeszcze niedawno kosił trawę wspólnie z Aleksandrem Łukaszenką i ze słynnym francuskim aktorem Gerardem Depardieu. Milioner był jednym z niewielu ludzi, którzy należeli do najbliższego otoczenia białoruskiego prezydenta.

Tuż przed aresztowaniem biznesmen jechał z prędkością 220 km/h w kierunku litewskiej granicy. Nie dojechał, złapano go w połowie drogi. Do aresztu KGB w Mińsku trafił wraz z całym kierownictwem swojej firmy.

Zdjęcie z prezydentem

– Jeżeli znalazłeś się na jednym zdjęciu z prezydentem, powinieneś być krystalicznie czysty – skomentował zatrzymanie białoruskiego milionera szef KGB Waleryj Wakulczyk.

Od początku lat 90. Czyż był obecny prawie we wszystkich dziedzinach białoruskiej gospodarki. Zajmował się m.in. przetwarzaniem i sprzedażą produktów naftowych, produkcją aluminiowych konstrukcji i materiałów budowlanych, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz był jednym z największych deweloperów na rynku. Znany był z tego, że często towarzyszył Łukaszence w jego lokalnych i zagranicznych podróżach, m.in. do Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Rosji. Przyjaźń trwała długo, ale skończyła się nagle. Do niedawna nazwisko biznesmena znajdowało się na liście osób niepożądanych w UE jako biznesmena wspierającego dyktaturę.

Wakulczyk oświadczył, że Czyż założył fikcyjną firmę w Moskwie i poprzez nią wyprowadzał pieniądze za granicę. Do tego uchylał się od płacenia podatków i naraził tym samym białoruski budżet na wielomilionowe straty. Sytuacja jest kuriozalna, ponieważ według Wakulczyka na szefa firmy Trajpl miał donieść inny białoruski milioner – Uładzimir Japryncew, który od zeszłego lata przebywa w areszcie śledczym. Na Japryncewa z kolei doniósł wcześniej Czyż.

– Wyprowadzenie pieniędzy za granicę w warunkach ostrego kryzysu gospodarczego Łukaszenko traktuje jako zdradę. Dla niego najważniejsza jest lojalność, a tego akurat zabrakło – mówi „Rz" znany białoruski politolog Waler Karbalewicz.

Nie tylko Czyżowi. W zeszłym tygodniu funkcjonariusze białoruskiego KGB zatrzymali kolejnych 15 biznesmenów związanych z firmą Serwaluks, która jest największym inwestorem w białoruskiej gospodarce wiejskiej. Podobnie jak Czyż próbowali wyjechać za granicę, zatrzymani zostali na lotnisku w Mińsku.

Oskarżono ich o narażenie białoruskiego budżetu na straty w wysokości 370 mld rubli (równowartość 75 mln złotych). – Osoby, które zdobyły swoje majątki dzięki wspólnej grze w hokeja z Łukaszenką, zrozumiały, że dłuższe przebywanie na terenie Białorusi jest niebezpieczne. Lepiej jest wyprowadzić pieniądze do Polski czy Czech i prowadzić beztroskie życie – mówi „Rz" Anatol Liabiedźka, lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. – Łukaszenko zareagował na to, wsadzając ich do więzienia – dodaje.

Zbytnia zuchwałość

Lokalne media donoszą, że coraz więcej firm na Białorusi znajduje się w stanie upadłości. Kilka dni temu zbankrutował największy białoruski producent odzieży Sierż. Analitycy prognozują, że takich firm może być jeszcze więcej, gdyż stan białoruskiej gospodarki z każdym dniem się pogarsza. W 2015 roku białoruskie PKB spadło o prawie 4 proc., a inwestycje o ponad 15 proc. – Znajdująca się od lat w stanie recesji białoruska gospodarka znalazła się w ślepym zaułku. Albo Łukaszenko przeprowadzi reformy wolnorynkowe, albo postawi na represje i Białoruś znajdzie się w takim stanie, w jakim Polska znajdowała się w latach 80. ubiegłego wieku (po wprowadzeniu stanu wojennego) – mówi „Rz" Aleś Alachnowicz, wiceprezes warszawskiego instytutu CASE Belarus.

Powoduje to wzrost napięcia społecznego, gdyż zmuszone sytuacją władze w Mińsku zapowiadają podwyższenie wieku emerytalnego (z 55 do 60 lat dla kobiet i z 60 do 65 dla mężczyzn) oraz kilkakrotną podwyżkę opłat komunalnych.

Oliwy do ognia dolewają cotygodniowe protesty białoruskich przedsiębiorców w centrum Mińska, którzy domagają się odwołania wprowadzonej przez prezydenta obowiązkowej certyfikacji towarów. Od momentu jej wejścia większość białoruskich rynków zaczęła świecić pustkami.

– W tym czasie dzieci najbogatszych jeżdżą samochodami wartymi po pół miliona dolarów – mówi „Rz" Andriej Klimow, niegdyś jeden z najbogatszych Białorusinów i były więzień polityczny. W 1996 roku był jednym z deputowanych białoruskiego parlamentu, którzy przygotowywali impeachment Aleksandra Łukaszenki.

– Przez lata wykorzystywali oni Łukaszenkę w swoich interesach, aż w końcu rzucili mu wyzwanie – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA