Świat

Kreml myśli o zmianie przywódcy w Mińsku

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko
president.gov.by
Rosyjskie media spekulują, że Aleksander Łukaszenko nie wystartuje w wyborach, a jego miejsce zajmie obecny szef dyplomacji.

„Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Łukaszenko oświadczył, że nie wieźmie udziału w zbliżających się wyborach prezydenckich, a na swoje miejsce zaproponował inną kandydaturę. Jest nią Władimir Makiej [po białorusku - Uładzimir], szef białoruskiego MSZ" - wiadomość o takiej treści otrzymały prawie wszystkie białoruskie redakcje, a jej nadawcą były dziennikarze znanych rosyjskich mediów, którzy powoływali się na swoje anonimowe źródła na Kremlu.

W tym czasie kilku białoruskich politologów i działaczy społecznych poproszono w imieniu moskiewskich redakcji o komentarz w tej sprawie. - Zwróciła się do mnie osoba, która przedstawiła się jako dziennikarz telewizji Life News. Odmówiłem komentarza w tej sprawie – napisał na swoim profilu w jednej z sieci społecznościowych białoruski analityk Aleksander Fieduta.

Po tym, jak w rosyjskiej przestrzeni internetowej rozpętała się na ten temat burzliwa dyskusja, niektóre tamtejsze media w tym telewizja Life News oświadczyły, że ich współpracownicy nie zwracali się do białoruskich ekspertów po komentarz w tej sprawie.

- Wszystko wskazuje na to, że autorzy tych informacji znajdują się w Moskwie i że jest to kolejna próba wywierania nacisku na Łukaszenkę – mówi „Rz" znany białoruski politolog i ekspert Radia Swaboda Waleryj Karbalewicz. – W obliczu zbliżających się wyborów prezydenckich Rosja chce zademonstrować, że białoruski prezydent jest nadal zależny od Kremla – dodaje.

O tym, że białoruski prezydent nie wystartuje w kolejnych wyborach, mówił również ambasador Rosji w Mińsku Aleksander Surikow. - Wątpię, by Łukaszenko się zdecydował na udział – powiedział w grudniu ubiegłego roku.

Kilka dni po wypowiedzi rosyjskiego ambasadora podczas moskiewskiego szczytu Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej Aleksader Łukaszenko oskarżył rosyjskich dziennikarzy o manipulację.

- Dzisiaj rosyjskie media i politolodzy mówią, że Łukaszenko będzie miał bardzo trudny 2015 rok, dlatego jest szansa, by pokazać mu gdzie jest jego miejsce. Uspokójcie się, panowie, pokazać mi to może jedynie białoruski naród – odparł przywódca Białorusi.

- Niewykluczone, że jest to początek kolejnej wojny informacyjnej, dzięki której Rosja chce zmusić Łukaszenkę do jescze większej integracji w ramach Unii Euroazjatyckiej, która wystartowała w tym roku – mówi „Rz" dr Paweł Usow z Białoruskiego Centrum Badań Europejskich. – Rosjanie od lat nalegają na wprowadzeniu wspólnej waluty i powołaniu wspólnych organów władzy państwowej, lecz białoruski prezydent na razie na to się nie godzi – dodaje. Jak twierdzi, obecny szef białoruskiej dyplomacji rzeczywiście odpowiadałby Moskwie jako ewentualny następca Łukaszenki.

- W czasach radzieckich dosłużył się on w wywiadzie wojskowym GRU do stopnia pułkownika - wskazuje Usow.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL