fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Skoki narciarskie: Czekamy na dobrą zmianę

Kamil Stoch początek sezonu miał nieudany, mistrz olimpijski mówił nawet, że jest bezradny
PAP
Czas na 64. Turniej Czterech Skoczni – dla mocnych święto, dla Kamila Stocha poszukiwanie straconej formy.

W Oberstdorfie na skoczni Schattenberg zjawi się polska piątka, której sukcesów bardzo chcemy życzyć, ale wiara, że życzenia się spełnią, na razie silna nie jest. Po siedmiu konkursach Pucharu Świata fakty są raczej przykre: Kamil Stoch jest zagubiony, skacze w kratkę, przed kamerami TVP uczciwie przyznaje, że między chęciami i możliwościami zgody nie ma, nie widzi skutecznego pomysłu na dobrą zmianę.

Podwójny mistrz olimpijski z Soczi zajmuje w klasyfikacji pucharowej 19. miejsce (zebrał 92 punkty – lider Peter Prevc 564), szczytem była szósta pozycja w Niżnym Tagile. Przy tych dość skromnych osiągnięciach Stoch i tak jest najlepszy w polskiej reprezentacji. Trener Łukasz Kruczek wziął do kadry na 64. TCS jeszcze Stefana Hulę (25. w PŚ), Macieja Kota (30.), Piotra Żyłę (36.) i Klemensa Murańkę (38.), czyli tych, którzy w większości konkursów trzymali halabardy, patrząc jak błyszczą talenty młodych Norwegów, jak wygrywają Severin Freund i Peter Prevc.

Skoki narciarskie dobrze znają przypadki nagłych załamań formy wybitnych zawodników, to może nawet reguła, nie wyjątek. Nie ominęły one Adama Małysza, Janne Ahonena, Svena Hannawalda i wielu innych sław. Fakty ujawniane po latach pokazywały zwykle, że nie było w tym wielkiej tajemnicy, lecz konkretne problemy życiowe lub błędy sportowe.

Tym razem cierpi cała drużyna, której trener Kruczek jeszcze nie tak dawno dawał certyfikat jakości. Wydaje się, że obecnie stare recepty jednak nie działają. Kiedyś w takich sprawach pomagał szybki wyjazd „na kopyto w Ramsau" – jak mawiał Apoloniusz Tajner o zacisznej austriackiej skoczni. Teraz rolę kopyta pełni zakopiańska Wielka Krokiew, lecz udane (jak słyszymy) treningi wciąż nie przekładają się na dalekie i równe skoki w Pucharze Świata.

Szukanie przyczyn tego stanu już się zaczęło, są podejrzenia, że rywale wyprzedzili nas w technologii, że znaleźli sposoby na przygotowanie bardziej lotnych kombinezonów i omijanie surowości kontroli. Są też tradycyjne żądania trenerskiej głowy, powołania sztabu kryzysowego i zatrudnienia psychologów w kadrze, skoro taki jest wymóg chwili.

W tej dość nerwowej sytuacji o dobry występ w Turnieju Czterech Skoczni niełatwo i o powtórce zwycięstwa Małysza z zimy 2000/2001 marzyć raczej nie można.

Prevc i reszta

64. Turniej Czterech Skoczni ma tej zimy innych spodziewanych bohaterów. Po pucharowych konkursach wymienić ich łatwo. Na górze listy jest Peter Prevc, lider PŚ, który tuż przed świętami zdążył zostać mistrzem kraju i przyjeżdża do Oberstdorfu, wioząc wielkie nadzieje rodaków na drugie słoweńskie zwycięstwo – pierwsze odniósł Primoż Peterka w 1997 roku.

Są tacy, którzy Prevcowi dają szanse nawet na wygranie wszystkich konkursów tegorocznego turnieju, czyli zdobycie skokowego Wielkiego Szlema, jak to zrobił Hannawald w 2002 roku, ale z takimi prognozami może lepiej się wstrzymać.

Adam Małysz, dziś komentator Eurosportu, twierdzi, że to nakładanie na Słoweńca wyjątkowo dużej presji. – Zastanawiam się, czy z nią sobie poradzi, może być tak, że to oczekiwanie podetnie mu skrzydła – twierdzi polski mistrz. Przeszłość podpowiada, że odporność Petera malała, gdy decydowały się losy olimpijskiego złota w Soczi lub wielkiej Kryształowej Kuli w Planicy.

Głównych rywali dla Prevca trzeba szukać jak zawsze wśród Austriaków i Niemców. Zdobywca PŚ Severin Freund to pierwszy z niemieckich skoczków, którzy mają tej zimy misję – wygrać ze Słoweńcem i przerwać siedmioletnie austriackie panowanie w turnieju.

Kandydat czuje się dobrze. Sukcesy sprzed roku dały mu sporo pewności siebie, zmiany w przygotowaniach letnich Freund też sobie chwali, bo start sezonu miał bardzo dobry. – Do Turnieju Czterech Skoczni przygotowywaliśmy się już latem. Podróżowaliśmy po wszystkich obiektach, skakaliśmy na każdej skoczni, przypominaliśmy sobie indywidualne cechy każdej z nich. To był kolejny element układanki, która ma dać nam zwycięstwo – mówił skoczek na oficjalnej stronie Niemieckiego Związku Narciarskiego (DSV).

Trener Werner Schuster też jest optymistą. – Freund miał dobry początek sezonu, jego sprawność fizyczna, technika skoku i koordynacja są doskonałe. Poza nim mamy jeszcze Richarda Freitaga i Andreasa Wellingera, którzy też są w stanie wkroczyć między najlepszych – zapewniał.

W obozie austriackim euforii może nie ma, ale ubiegłoroczny zwycięzca Stefan Kraft oraz Michael Hayböck tej zimy nie są daleko za Prevcem. Trener Heinz Kuttin zapewnia, że cel główny – rekordowe ósme zwycięstwo z rzędu dla Austriaka to scenariusz realny.

Tym razem się wydaje, że najlepszy w drużynie Kuttina jest Hayböck, jako jedyny w tym roku stał na podium konkursów PŚ. Wprawdzie nawet w Austrii kapryśna zima utrudnia przygotowania, ale dwa dni treningu po zawodach w Engelbergu dały skoczkowi nadzieję, że forma idzie w górę.

W austriackiej piątce jest też dwukrotny zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni, ostatnio nieobecny w PŚ Gregor Schlierenzauer. – Uważam, że nie jestem w formie do wygrywania konkursów, czeka mnie wiele pracy. Cudu nie będzie, ale dzięki temu nie czuję żadnej presji – stwierdził Austriak i dodał, że wszelkie pogłoski o jego sportowym wypaleniu są fałszywe. Być może udany start w turnieju jest potrzebny Gregorowi tak samo jak Kamilowi Stochowi – do odblokowania pełni możliwości.

Kandydatów do sprawienia niespodzianek mają Norwegowie. Nowe pokolenie, już bez Andersa Bardala i Andersa Jacobsena, spisuje się w tym sezonie zaskakująco dobrze, w szybkim tempie trzeba uczyć się rozpoznawać na rozbiegu Kennetha Gangnesa, Johanna André Forfanga, Daniela-André Tande i innych, których szkoli Austriak Alexander Stöckl.

Nie można także wykluczyć, że cichym bohaterem turnieju zostanie Sepp Gratzer, delegat Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) ds. kontroli kombinezonów.

Od tego roku pomiary robi tuż przed skokiem i widać, że liczba wpadek znacząco wzrosła. Szczytem było odesłanie do szatni połowy norweskiej drużyny (głównie z kadry B) podczas konkursu PŚ w Lillehammer. Gratzer nie wierzy, że skoczkowie masowo oszukują, ale z jego przyrządami – metalową klatką, w której stawia się skoczka, i miarkami sprawdzającymi odległość kombinezonu od ciała – dyskusji nie ma.

– Centymetr to centymetr, milimetr to milimetr, nie jestem facetem od rozmów, tylko od stwierdzenia, czy coś odpowiada normie, czy nie. Jeśli nie, człowiek nie skacze, tylko schodzi na dół – mówi kontroler z FIS.

Kontroler ruchu

Zdolni krawcy w niektórych ekipach potrafią wykroić kombinezony tak, że parę centymetrów więcej na nogawkach niekiedy udawało się przemycić. To dlatego Gratzer mierzy dziś kombinezony skoczków stojących w rozkroku, w pozycji zbliżonej do tej, jaką mają w locie.

– Dozwolone wynalazki są solą naszego sportu, ale ja jestem wyłącznie od szukania niezgodności – mówi Gratzer. Dostrzega też to, że niektórzy podnoszą ramiona w czasie pomiaru nogawek albo napinają barki. Jego nowe urządzenie pomiarowe uwzględnia i te pomysły.

W tym roku w TCS jest też kontroler ruchu skoczków po pomiarze. To człowiek z FIS, który patrzy, czy sportowiec w kombinezonie nie wykonuje podejrzanych ruchów, czy nie rozciąga materiału na kolanach lub w kroku podczas kilku minut, jakie pozostały mu do próby. Oczywiście rozgrzewka jest dozwolona, klepnięcie w udo czy parę podskoków też, ale podejrzane manipulacje są karane odesłaniem do hotelu.

To, że szara strefa w skokach narciarskich istnieje, wiadomo, ale niekiedy to po prostu wojna psychologiczna. Trener Stöckl niewiele się przejął wpadką z kombinezonami w Lillehammer, bo choć ogólne wrażenie nie było dobre, to wśród rywali pojawiła się niepewność, co wymyśla się w norweskiej ekipie.

Nadchodzący turniej będzie też cichą bitwą o przekonanie innych, że ma się ukrytego asa w rękawie. Warto patrzeć na poniedziałkowe kwalifikacje i wtorkowy pierwszy konkurs także dlatego, że Adam Małysz i inni wskazują, iż turniej rozstrzyga się często już w Oberstdorfie. W minionej edycji podium ze skoczni Schattenberg było identyczne z końcową klasyfikacją: Kraft, Hayböck, Prevc.

– Tam można od razu stracić szansę na wygraną w całym turnieju – przypomina jedyny polski zwycięzca. W minionej dekadzie dziewięciu z dziesięciu mistrzów stało na podium w Oberstdorfie (wyjątek to Anders Jacobsen w 2007 roku, ale był blisko, na czwartej pozycji). Kto nie otwiera turnieju w pierwszej dziesiątce, nie wygrywa, tak było przez minione 45 lat.

Ostatni zwycięzcy

2015 Stefan Kraft (Austria)

2014 Thomas Diethart (Austria)

2013 Gregor Schlierenzauer (Austria)

2012 Gregor Schlierenzauer

2011 Thomas Morgenstern (Austria)

2010 Andreas Kofler (Austria)

2009 Wolfgang Loitzl (Austria)

2008 Janne Ahonen (Finlandia)

2007 Anders Jacobsen (Norwegia)

2006 Jakub Janda (Czechy) i Ahonen

64. Turniej Czterech Skoczni

Oberstdorf

Poniedziałek, 28 grudnia

15:15 oficjalny trening

17:15 kwalifikacje (Eurosport 1)

Wtorek, 29 grudnia

15:45 seria próbna

17:00 konkurs (TVP 1, Eurosport 1)

Garmisch-Partenkirchen

Czwartek, 31 grudnia

11:45 oficjalny trening

14:00 kwalifikacje (Eurosport 1)

Piątek, 1 stycznia

12:30 seria próbna

14:00 konkurs (TVP 1, Eurosport 1)

Innsbruck

Sobota, 2 stycznia

11:45 oficjalny trening

14:00 kwalifikacje (Eurosport 1)

Niedziela, 3 stycznia

12:30 seria próbna

14:00 konkurs (TVP 1, Eurosport 1)

Bischofshofen

Wtorek, 5 stycznia

15:00 oficjalny trening

17:00 kwalifikacje (Eurosport 1)

Środa, 6 stycznia

15:30 seria próbna

17:00 konkurs (TVP 1, Eurosport 1)

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA