fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Artur Waś - bohaterem nadchodzącej zimy

TOBIAS HASE/EPA/PAP
Sprinter Artur Waś może być jednym z polskich sportowych bohaterów nadchodzącej zimy.

Rok temu, gdy wszyscy wciąż kojarzyli sukcesy na łyżwiarskim torze ze złotym medalistą z Soczi Zbigniewem Bródką, Artur Waś objawił się w mistrzowskiej formie po raz pierwszy.

W Berlinie dwukrotnie wygrał zawody Pucharu Świata w swojej koronnej konkurencji – biegu na 500 m. W miniony weekend startował w Inzell. Już w piątek poszło dobrze, zajął trzecie miejsce. W niedzielę nie pokonał go nikt. W bezpośrednim starciu wygrał z drugim w zawodach Kanadyjczykiem Alexem Boisvertem-Lacroix.

W Inzell Waś czuł się jak u siebie w domu. W kameralnym bawarskim mieście do niedawna mieszkał i trenował. Przez trzy lata uczęszczał do jednej z najbardziej prestiżowych akademii łyżwiarskich na świecie Kia Speed Skating Academy.

Opiekun i wzór

Tam szkolił go Jeremy Wotherspoon, kiedyś świetny zawodnik, z największą liczbą zwycięstw w zawodach Pucharu Świata (67, z czego 49 na 500 m), który dwa sezony temu – będąc już trenerem – próbował się zakwalifikować na igrzyska olimpijskie w Soczi. To Kanadyjczyk stoi za sukcesami w polskim sprincie i... Norwegowie.

– Kiedy okazało się, że Jeremy odchodzi z Inzell, próbowałem namówić go do pracy z polską kadrą. Szukaliśmy kogoś do sprintów, bo w tych konkurencjach brakuje nam wybitnego trenera. Powiedział, że ma inne plany, ale podkreślił, że wiąże je także z Arturem – mówi prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Kazimierz Kowalczyk.

Wotherspoon przeprowadził się do Norwegii. Akademię łyżwiarską prowadzi dziś na torze olimpijskim w Hamar. Mimo że ośrodek działa oficjalnie pod szyldem norweskiego związku, dopuszczani są do treningów także obcokrajowcy. Taki warunek postawił Kanadyjczyk, m.in. ze względu na Wasia.

– Od dawna widzi w nim niesamowity potencjał i dlatego chce nadal z Arturem pracować – opowiada Kowalczyk. Związek zawarł umowę o współpracy z norweską akademią. Na stronie internetowej PZŁSz logo federacji z Norwegii widnieje obok znaków firmowych innych sponsorów, bo taką rolę pełnią Skandynawowie.

W Hamar trenują z Wasiem również dwaj inni zdolni sprinterzy: 21-letni Piotr Michalski i o cztery lata starszy Artur Nogal. Obaj są już blisko czołówki, mają w przyszłości zastąpić lidera grupy. Norwegowie goszczą polskich zawodników, gwarantują im idealne warunki do pracy i opiekę jednego z najlepszych na świecie fachowców w sprintach.

– Wotherspoon to trener, który jest dla tych chłopców opiekunem i wzorem. Nadal z nimi jeździ i potrafi wskazać im wszystkie zawiłości techniczne, co w sprintach odgrywa ogromną rolę – mówi Kazimierz Kowalczyk.

Ćwiczenia na trawie

Jak to wygląda, można się przekonać, oglądając jedno ze zdjęć Kanadyjczyka z letniego zgrupowania z polskim łyżwiarzem. Waś ćwiczy na trawie zachowanie odpowiedniej pozycji, z tyłu patrzy na niego trener – jak rzeźbiarz na swoje dzieło.

A ono staje się coraz doskonalsze. Urodzony w Warszawie Artur Waś, od niedawna reprezentujący Legię, a przedtem Poroniec Poronin, wychowanek Marymontu Warszawa, wkracza właśnie w najlepszy wiek dla panczenisty, zbliża się do trzydziestki. Mając niespełna 30 lat, Zbigniew Bródka zdobywał złoto igrzysk w Soczi.

Waś pierwszy raz na podium PŚ stanął w Heerenveen trzy lata temu (był wtedy drugi), wkrótce po nawiązaniu współpracy z Wotherspoonem. Rok temu były dwa zwycięstwa w Berlinie, teraz Inzell, ale już na początku tego sezonu w zawodach za oceanem pokazał, że złapał rytm i formę. W Salt Lake City pobił własny rekord Polski wynikiem 34,42. I to zdecydowanie, poprzedni wynosił 34,60.

W zwycięskim biegu w Inzell uzyskał czas zaledwie o 0,04 sekundy słabszy. Jest czwarty w PŚ na 500 m. Za tydzień startuje w Herenveen, skąd też ma dobre wspomnienia. Głównym celem na ten sezon są lutowe mistrzostwa świata w rosyjskiej Kołomnie niedaleko Moskwy. Ma tam walczyć o medal – i nie tylko tam.

– Artur to w tej chwili zawodnik numer jeden w polskim łyżwiarstwie szybkim i główny pretendent do medalu olimpijskiego w Pjongczang – zapewnia Kowalczyk.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA